„Stop Making Sense” – jak sfilmować energię koncertu

Nie róbcie sensu. Bo i po co. Do tego nawołuje nas tytuł amerykańskiej produkcji, której oryginalny tytuł brzmi Stop Making Sense. Nakręcony w 1984 roku film jest w istocie zapisem koncertu amerykańskiej grupy. Jest to zatem tak zwany film muzyczny.

Na reżysera wybrany został Jonathan Demme, ponieważ członkowie zespołu z Davidem Byrnem na czele, byli fanami jego dokonań. Stop Making Sense to zatem jedyny w swoim rodzaju twór, który dokumentuje trupę w czasie jej największego peaku po wydaniu albumu Speaking in Tongues. Obecnie każdy z nas może zabrać do domu ów kawałek muzycznej historii i dzięki technologii DVD przenieść się w czasie i przestrzeni.

Film Stop Making Sense jak i sam koncert, którego jest rejestracją, ma bardzo konkretną budowę. Otóż na początku scena jest całkiem pusta. To na niej pojawiają się nogi. Są to nogi Byrna. Pojawia się on na estradzie odziany w gitarę oraz dzierżąc magnetofon. Wita się z publicznością i zaczyna grać pierwszy numer, jakim jest Psycho Killer, czyli utwór, od którego zaczęła się wielka kariera zespołu. Następnie do drugiego numeru pojawia się gitarzystka grupy Tina Weymouth i razem wykonują kolejną piosenkę. Potem do obecnych muzyków na scenie dołączają kolejni. Jest ich coraz więcej, aż na estradzie roi się od ludzi. No może nie roi, ale jest ich więcej niż pięć zatem więcej niż w typowym zespole.

Taking Heads oryginalnie liczyli cztery osoby. Podczas większych tras koncertowych korzystali jednak z usług muzyków towarzyszących. Wśród nich wymienić można perkusistę Steve’a Scalesa czy keyboardzistę Bernie Worrella, jak również dwie chórzystki. Nie inaczej jest podczas Stop Making Sense. Co najważniejsze widać chemię między artystami. Przede wszystkim bawią się oni świetnie na scenie co czuć na każdym kroku i w brzmieniu, które jest idealnie zsynchronizowane ze sobą. Taka samo jak muzycy wchodzą ze sobą w interakcje, tak samo żywiołowo reaguje na ich poczynania zgromadzona widownia. Zostaje ona ukazana pod koniec filmu dzięki, czemu mamy okazję się przekonać jacy ludzie chodzili na Talking Heads. A chodzili wszyscy, bo przekrój osób jest tam spory, jeśli idzie o wiek, modę i subkultury.

Stop Making Sense to nie tylko zapis koncertu. Reżyserowi Demme udało się nadać swemu dziełu specyficznego charakteru. Poprzez aktywne użycie kilku kamer i wejściu na scenę sprawił on, że estrada żyje, a seans pełen jest dynamicznych zwrotów akcji. Widz czuje się, jakby brał udział w tym wydarzeniu. Bliskość artystów jest wręcz namacalna. Przeżycie tym samym staje się nawet bardziej intensywne, gdyby człowiek fizycznie był świadkiem występu.

A jest on pełen niepohamowanej energii, która emanuje wprost z ekranu. Z każdym nowym kawałkiem muzycy są cudownie spoceni, w pełni oddając się wigorowi wykonywanych kompozycji. Elementami współtworzącymi widowisko są skąpe aranżacje scenograficzne w postaci lampy lub napisów wyświetlanych w tle. Nie należy również zapomnieć o ikonicznym garniturze Byrna, który jest o kilka rozmiarów za duży, aby sprawiać bardziej geometryczne wrażenie.

Na repertuar koncertu składają się utwory z najbardziej udanego i płodnego okresu kariery grupy, czyli przełomu lat 70 i 80. Mamy tu kompozycje dobrze rozpoznawalne, które przyniosły Talking Heads największe uznanie i popularność. Poczynając od Psycho Killer zespół prowadzi publikę przez kolejne albumy ze swojego dorobku, kończąc na wówczas ostatnim Speaking in Tongues.

Podobnie jak wiele piosenek kapeli, które powoli się rozpędzają, tak sam koncert ma taki format. Zaczyna się spokojnie, by wraz z każdym utworem przybierać na tempie. Jest to szczególnie widoczne przy okazji takich utworów jak Life During Wartime. Stop Making Sense to gratka nie tylko dla zagorzałych fanów Talking Heads, ale także dla każdego fana muzyki ukazanej w tak przemyślany i efektowny sposób.

Oryginalny tytuł: Stop Making Sense

Produkcja: USA, 1984

Dystrybucja w Polsce: nowehoryzonty.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *