Nail Gun Massacre (1985)

Horror to gatunek, w którym dosłownie każdy przedmiot może przyczynić się do czyjejś śmierci, zwłaszcza patrząc na niego przez pryzmat nurtu nazywanego powszechnie slasherem. Widzieliśmy już w użyciu piły mechaniczne, maczety, sekatory, a nawet trafił się puzon (patrzę na niesłusznie zapomniane The Town That Dreaded Sundown (1976)). Sięgnięcie po pistolet na gwoździe wydaje się więc być naturalnym odruchem dla slasherowego mordercy.

Pomysł ten podłapała dwójka reżyserów, Bill Leslie oraz Terry Lofton, kręcąc niskobudżetowy slasher o wszystko mówiącym tytule The Nail Gun Massacre. Choć film ten jednak ukazał się w złotych dla gatunku latach 80., nie miał okazji zapisać się w panteonie gwiazd pokroju Piątek trzynastego (1980) czy znany wszystkim Koszmar z ulicy Wiązów (1984). Ale czy każdy film miał ambicję mierzyć się z najlepszymi?

Prolog otwiera scena gwałtu grupy robotników na młodej kobiecie gdzieś na odludnym placu budowy. Wstęp jest krótki i treściwy, a zaraz po nim przenosimy się w bliżej nieokreśloną przyszłość, w której pechowi pracownicy budowlani stają się celem zamaskowanego mordercy, uzbrojonego w tytułowy pistolet na gwoździe.

Fabuła to charakterystyczna, gatunkowa sztampa, która jest niczym więcej, jak motorem napędowym do nabijania pokaźnego bodycountu. A ten jest dość pokaźny, bo pod nóż, czy raczej gwóźdź, idą nie tylko winni zbrodni sprzed lat, lecz także przypadkowo napotkane osoby na krwawym szlaku maniaka. Giną zarówno kobiety, jak i mężczyźni, a wszystkie zabójstwa dokonywane są za pomocą wystrzeliwanych z noszonej na plecach gwoździarki na sprężone powietrze.

Niestety, jest to jedyny powód, dla którego ktokolwiek mógłby po ten tytuł sięgnąć, gdyż oprócz całkiem krwistych scen uboju, nie ma on nic innego do zaoferowania. Wszystko jest tutaj do bólu wtórne, a film oprócz narzędzia zbrodni nie sili się nawet na szczyptę innowacyjności. Fabuła, jak po sznurku, zmierza ku przewidywalnemu finałowi, który notabene wygląda wręcz żałośnie, nie oferując widzowi żadnych twistów czy rozwiązania rzucanych wcześniej fałszywych tropów.

Oprócz tego film cierpi również na wszystkie wady niskobudżetowego kina grozy. Aktorzy grają z wysoce amatorską manierą, a zaangażowanie na ich twarzy widzimy głównie w licznych scenach erotycznych przewijających się przez cały seans. Wydawać by się mogło, że większość budżetu przeznaczona była na sceny gore, które wypadają zaskakująco nieźle. No ale cóż, czasami filmy kręci się z zajawką jako paliwem, nie zaś wypchanym kasą portfelem.

Duży procent w tworzeniu kultu i marki kina siekanego mają oczywiście motywy przewodnie – tutaj mamy przykładowo dziwne, syntetyczne dźwięki, które w połączeniu ze zmodulowanym głosem mordercy dają iście kosmiczny efekt. Miało być futurystycznie i niepokojąco, wyszło śmiesznie i żałośnie. Ale gdybym komuś miał z czystym sercem polecić The Nail Gun Massacre, byliby to tylko fani starych, zapomnianych przez resztę świata, slasherów.

Widok nagich ciał, przebijanych ochoczo metalowymi kołkami to rozrywka przeznaczona dla nielicznych, można rzec z przekornym uśmiechem na twarzy „kulturalnej elity”. Ta „elita” zapewne prędzej czy później po ten film sięgnie, w końcu co jakiś czas wypływa on w kręgach skupionych wokół filmowej obskury, natomiast cała reszta prawdopodobnie nie dowie się nigdy o jego istnieniu.

Oryginalny tytuł: The Nail Gun Massacre

Produkcja: USA, 1985

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *