
Nie byłem świadomy tego, że siadając w 2019 do niepozornego na pierwszy rzut oka pierwszego sezonu serialu Genndy’ego Tartakovsky’ego, siedem lat później będę drżał na myśl o tym, że w poniedziałek dostanę kolejną porcję przygód Fang i Spear’a. Primal to nie tylko arcydzieło animacji dla starszego widza, ale również przykład tego, jak prowadzić prostą, acz pełną niuansu historię do jednego z najbardziej satysfakcjonujących zakończeń, jakie przeżyłem w mojej serialowej karierze.
Oczywiście jak na pisanie o trzecim, na dzień dzisiejszy nie wiemy jeszcze czy finałowym, sezonie serialu, ostrzec Was muszę przed potężnymi, wszechobecnymi spoilerami, które mogą zniszczyć seans zarówno tym, którzy nie widzieli jeszcze trzeciego sezonu, jak i ludziom, którzy po Primal nie mieli przyjemności do tej pory sięgnąć w ogóle.
Należę do tych, dla których zabicie Spear’a, jednego z dwójki głównych bohaterów, w finale sezonu drugiego było… odważne, fascynujące i na swój sposób piękne. Sam Tartakovsky zapewniał nas, że sezon trzeci będzie zakręcony wokół córki martwego jaskiniowca, którą wydał na świat wraz z Mirą, niezależną, silną kobietą, którą uratował z rąk łowców niewolników. Dość szybko jednak pojawiły się informacje, że trzeci sezon przywróci Spear’a z zaświatów i to on będzie centralną postacią tej opowieści.
Powołany do ponownego życia dzięki tajemniczej magii i z celem zemsty, Spear w formie zombie kończy samotnie, jednoosobowym orszakiem potępionych przemierzając ten kolorowy, pełen życia i równie niebezpieczny świat. Co jakiś czas w jego martwych oczach błyska iskierka człowieczeństwa, kiedy trafia na elementy przypominające mu o jego poprzednim życiu. Ponowne spotkanie z Mirą i towarzyszącą jej Fang, dinozaurzycą, która doczekała się własnego potomstwa, jest nieuniknione, ale jak zaakceptują fakt, że ich kochanek i przyjaciel jest dosłownie rozpadającym się zombie?
Taki punkt wyjścia dla całej historii sprzyja temu, że sezon numer trzy wypada najbardziej eksperymentalnie, awangardowo i momentami naprawdę dziwacznie na tle swoich poprzedników. Powiedziałbym nawet, że pierwsze trzy odcinki, w których widzimy pochód zblazowanego Spear’a, doświadczającego narkotycznych, alegorycznych wizji, może sprawić, że niektórzy fani poprzednich odcinków będą czuć się nieco zdezorientowani. A najlepsze jest to, że oglądając serial na bieżąco, nie miałem zielonego pojęcia, w którym kierunku ta cała przygoda zmierza.
Wciąż jednak jest tutaj sporo brutalnej, przegiętej do granic akcji, w której nasi bohaterowie mierzą się na śmierć i życie z wilkołakami, demonicznymi guźcami, przerośniętymi larwami czy innymi bestiami. W zasadzie ostatnie odcinki to seria widowiskowych walk na ulokowanej u stóp wulkanu arenie, na której Spear mierzy się z karykaturalnymi przedstawicielami różnych kultur i mitów. I powiem Wam szczerze, że uwielbiam tę dynamikę! Jak przystało na kreskówkę, nikt tutaj nie zawraca sobie głowy realizmem, więc jest wartko, efekciarsko i po prostu satysfakcjonująco.
Finałowy odcinek to w końcu jedna wielka kłótnia domowa, gdzie podsycani złością w postaci płynnej członkowie rodziny skaczą sobie (dosłownie) do gardeł. Można powiedzieć, że serce Primal nie bije jednak dla tych fontann krwi i wbijanych w mięso kłów, to tylko wizualne fajerwerki, ale właśnie w rodzinie. Cały motyw przywróconego do życia jaskiniowca w końcu pokazuje nam bardzo dosadnie, że tym, co budzi w nas prawdziwe człowieczeństwo, są uczucia, jakimi darzymy innych. Nie jest to nic nowego, ale w czasach, w których wartości praktycznie nie istnieją, musimy działać na tak prostych ikonografiach.
Primal to, jak już wspomniałem, arcydzieło. Takie prawdziwe, szczere i bijące sercem artysty. Być może jako społeczeństwo dążyliśmy właśnie do tego momentu. Momentu, w którym kończąc animowany serial czuję się tak, jakbym przeżył najważniejszą historię mojego życia.
Oryginalny tytuł: Primal
Produkcja: USA, 2026
Dystrybucja w Polsce: hbomax.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
