Manhunt − Polowanie (2008)

Nakręcić dobry slasher to rzecz wyjątkowo trudna. Niby najprostszy w konstrukcji nurt kina grozy, ale w dzisiejszych czasach, gdy na ekranie widzieliśmy prawie wszystko, trudno jest nadać mu świeżości. Zwłaszcza jeśli mówimy o kinie siekanym z mocno survivalowym, który wydawać by się mogło, swój peak miało w latach 70. i 80. Nikt nie nakręcił dziś niczego, co może równać się z Rituals (1977) czy Uwolnieniem (1972), ale aspirować warto.

Rękawice podjął w 2008 roku Patrik Syversen, norweski reżyser i scenarzysta, którego Manhunt – Polowanie stanowi zdecydowanie najjaśniejszy punkt w dorobku. Czy wyszedł z ringu zwycięsko? Tym, którym nie chce się czytać dalej moich wątpliwej jakości wypocin, powiem, że tak. W zasadzie dla mnie jest to jeden z najlepszych slasherów łamane na survivali, jakie dało nam kino XXI wieku. I mówię to bez cienia ironii czy pobłażania, za każdym razem, gdy oglądam film Syversena, łapie mnie on za gardło tak samo mocno.

Wycieczka do serca skandynawskiej głuszy zaczyna się solidnie i dosadnie. Syversen nie kryje swoich gatunkowych inspiracji, pieszcząc nasze uszy Wait for the Rain Davida Hessa, utworu znanego ze wstrząsającego Ostatniego domu po lewej (1972) Wesa Cravena. A później jest już tylko lepiej, bo film gwarantuje wszystkie emocje, które zawarte są w jego tytule. Jest nagonka, śmierć, oprawianie zwierzyny i jeszcze coś ekstra.

Jest lato 1974 – czyżby mrugnięcie okiem w stronę oryginalnej Teksańskiej masakry (1974)? – czterech młodych ludzi wyrusza w podróż po wiejskiej Norwegii przytulnym Volkswagen ogórkiem. Nastrój panujący w ekipie od samego początku jest dość napięty, kierowca Roger (Lasse Valdal), jest widocznie apodyktyczny wobec swojej dziewczyny Camilli (Henriette Bruusgaard). Wielokrotnie kpi też z nerdowatego fana komiksów Jørgena (Jørn Bjørn Fuller Gee). To z kolei denerwuje siostrę Jørgena, Mię (Nini Bull Robsahm). Tak nakręca się spirala sprzeczek i animozji.

Podczas postoju w małej, obskurnej restauracji, biorą ze sobą spanikowaną autostopowiczkę, która nie chce przyznać się do tego, kim jest i jak się tutaj znalazła. Gdy kontynuują swoją podróż, samochód nagle się psuje, co prowadzi ich do poproszenia o pomoc lokalnych mężczyzn, którzy przypadkiem przejeżdżają obok. Zły pomysł: zarówno Mia, jak i autostopowiczka giną natychmiast – Jørgen, Camilla i Roger zostają ogłuszeni i skrępowani. Kiedy cała trójka w końcu budzi się związana na leśnej polanie, słyszy dźwięk trąby myśliwskiej, W tym momencie wszyscy zdają sobie sprawę, że polowanie się rozpoczęło.

Wszystko to wydawać może się dość płytkie i schematyczne, jednak to, co wyróżnia w mojej optyce film Syversena od setek, jeśli nie tysięcy mu podobnych, to jego wyjątkowo surowa, posępna atmosfera. Nie ma tutaj żadnej światełka w tunelu, jest tylko zielony, nieprzenikniony gąszcz i ciemność, która wręcz lepi się do skóry naszych bohaterów. Do samego końca nie wiemy, kto z nich przeżyje, jeśli w ogóle komuś się uda, a któremu dane będzie dokończyć żywota na leśnej ściółce. I jest to poczucie nihilizmu niespotykane często w kinie grozy zza oceanu, co tylko nadaje Polowaniu ten europejski, ścisłej skandynawski, bezwzględny sznyt.

A jeśli już ktoś traci życie, to dzieje się to w sposób absolutnie brutalny. Już sam początek, w którym jedna z bohaterek zalicza strzał z dwururki prosto w kostkę, brutalnie uświadamia nas, że nie będzie to spacer z koszykiem pełnym grzybów. Później jest tylko lepiej, mocniej i dosadniej, a sekwencja, w której tajemniczy myśliwy z widoczną rutyną w gestach patroszy truchło jednej z ofiar to widok, który mam wypalony na matrycy pamięci już chyba do końca życia.

Jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów slasherów. Zwłaszcza tych, którzy uwielbiają amerykańskie korzenie tego filmowego nurtu, ale spragnieni są wycieczki na Północ Europy. Syversen łapie nas za włosy, dociska mordą do ściółki i ciągnie przez iglasty młodnik. Szczęśliwym zakończeniem tej wycieczki jest po prostu śmierć od kuli w łeb. Biada tym, którzy trafią w ręce myśliwych jako ranne, pozbawione szans ucieczki zwierzę…

Oryginalny tytuł: Rovdyr

Produkcja: Norwegia, 2008

Dystrybucja w Polsce: vision.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *