Błyskawica wulkaniczna to błyskawica, która trzeszczy w ciemnych, apokaliptycznych chmurach falujących wokół erupcji wulkanicznych.
Wygląda to na pewny znak czasów ostatecznych, ale w rzeczywistości jest to dość powszechne, naukowo ugruntowane zjawisko.
Nowe badanie opublikowane w magazynie Nature pomaga jeszcze lepiej je zrozumieć.
Statyczny efekt elektryczny, który sprawia, że balon przylega do włosów lub swetra, nazywany jest ładowaniem tryboelektrycznym. Popiół wulkaniczny składa się głównie z identycznych cząstek dwutlenku krzemu. W przypadku erupcji wulkanu cząstki te ładują się, generując błyskawice.
Nowe badania sugerują, że istnieje cienki, prawie niewidoczny „film” cząsteczek na bazie węgla, który pokrywa cząsteczki popiołu. Cząsteczki te gromadzą się naturalnie ze środowiska, zamieniając cząstki w chemicznie odrębne powierzchnie. Ta niewielka różnica jest wystarczająca, aby umożliwić przenoszenie ładunku, gdy cząstki zderzają się, uruchamiając elektryfikację i chmurę popiołu.
W grę wchodzą jednak inne czynniki. Czynniki powstawania lodu, zwłaszcza gdy smugi popiołu unoszą się i ochładzają. Na wyższych wysokościach kryształy lodu oddziałują z popiołem, tak jak w chmurach burzowych, znacznie zwiększając aktywność piorunów. Na początku erupcji zderzenia cząstek pary wodnej uruchamiają proces, a następnie warunki zamrażania go wzmacniają.
Aby przetestować swoje teorie, naukowcy odtworzyli interakcje popiołu w laboratorium, odbijając cząsteczki dwutlenku krzemu na podobnych powierzchniach w kontrolowanych warunkach. Nawet w tych super uproszczonych konfiguracjach zanieczyszczenie węglem nadbiegnuje inne zmienne, takie jak wilgotność lub wysokość cząstek, co wskazuje, że mikroskopijna chemia powierzchni jest znacznie większym czynnikiem w tworzeniu się błyskawic wulkanicznych niż wcześniej zakładano.
Źródło: vice.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
