Thunderbolts* (2025)

Należę do tej grupy odbiorców kina, dla której spokojnie mogłyby nie istnieć inne filmy niż to, co produkuje się pod szyldem Marvel Studios. No okej, mogą zostać jeszcze Gwiezdne Wojny. Mimo faktu, że po największym wydarzeniu w historii tego medium, jakim było Avengers: Koniec gry (2019), jakość tytułów sygnowanych MCU widocznie spadła, trwałem w tej miłosnej relacji, licząc w końcu na powrót w pełnej glorii i chwale.

Taką pierwszą jaskółką zwiastującą wiosnę marvelowskiego kina superhero było Thunderbolts*, o którym od początku mówiło się, że nada uniwersum odświeżający, bardziej autorski ton, stojący w opozycji do coraz do bardziej sztampowych, kleconych pod dyktando korporacji półproduktów. Za sterami stanął Jake Schreier, gość, który był mi znany jedynie z pracy przy pojedynczych odcinkach naprawdę wybitnych seriali jak Awantura (2023-), Dave (2020-) czy Nowy smak wiśni (2021-). Zaufanie więc było, zwiastun też wyglądał obiecująco.

W końcu film trafił na Disney+, obejrzałem go i… naprawdę polubiłem. Szczególnie dlatego, że prócz całej tej paplaniny o byciu rodziną/drużyną, kilku naprawdę pomysłowych scen akcji i głównego złoczyńcy, który na tle tych kartonowych kreatur z uniwersum wypada naprawdę intrygująco, jest to przede wszystkim opowieść o najmroczniejszych (dosłownie) zakamarkach naszego umysłu. Depresja, samotność czy taki zwyczajny brak wiary we własne możliwości grają tutaj pierwsze skrzypce, walenie się po mordach w kolorowych strojach to tylko druga strona momenty.

Co prawda film kręci się wokół kolektywu, ale na jego czele stoi wspaniała, przepiękna Florence Pugh jako Yelena Belova, młodsza siostra zmarłej (choć w tym uniwersum śmierć nie jest ostateczna) Natashy Romanoff granej przez Scarlett Johansson. Podobnie jak Natasha, Yelena jest produktem ściśle tajnego rosyjskiego programu, który zamienił niewinne dzieci w wyspecjalizowanych szpiegów i zabójców. Lata później Yelena wciąż nie może przepracować ponurych wspomnień z jej indoktrynacji i żalu z powodu śmierci siostry.

Yelena pracuje teraz jako tajna agentka dla dyrektorki CIA Valentiny Allegry de Fontaine (Julia Louis-Dreyfus). Valentina to czarny charakter tej historii, więc dość szybko Yelena zostaje zdradzona i uwięziona w śmiertelnej pułapce na środku pustyni. Aby ujść z życiem, musi połączyć siły z kilkoma innymi podobnie zdradzonymi i uwięzionymi agentami, z których niektórzy mają specjalne moce. Hannah John-Kamen gra Ghost, kobietę, która może przechodzić przez ściany. Wyatt Russell to ulepszony superżołnierz John Walker, który jawną zgrywą z Kapitana Ameryki. Jest jeszcze przypadkowy facet o imieniu Bob, grany przez Lewisa Pullmana, który nie ma pojęcia, dlaczego znalazł się w tak „zacnym” gronie.

Wraz z rozwojem akcji do ekipy dołączają znany nam od praktycznie początku uniwersum Bucky (Sebastian Stan) oraz żyjący ideą komunizmu, otaczający się czerwoną ikonografią przybrany ojciec Yeleny, Red Guardian grany przez Davida Harboura. Najwięcej frajdy daje więc nie samo oglądanie, jak samozwańcza drużyna superbohaterów walczy z różnymi przeciwnikami, lecz podglądanie ich relacji – napięć, konfliktów, emocjonalnych wybuchów, a czasem nawet chwil czułości. Dużo tu błyskotliwego humoru w dialogach i prawdziwej chemii, więc oglądając Thunderbolts* mamy poczucie, że za sterami tej opowieści stoi ktoś, kto naprawdę potrafi oddać na ekranie prawdziwe ludzkie emocje.

Wciąż jednak mówimy o kinie superbohterskim, więc nawet wchodzenie w głowy poturbowanych fizycznie postaci musi równoważyć się ze scenami akcji. Jak w tej metaforycznej monecie wspomnianej kilka akapitów wyżej. I tutaj znowu muszę pochwalić film Schreiera, bo w dobie paskudnego maskowania niedostatków czy marnej jakości efektów komputerowych mrokiem i jakimiś montażowymi sztuczkami, Thunderbolts* w kwestii ukazywania pojedynków jest bardzo czytelne, „czyste” i, zwłaszcza w końcówce, której nie będę spoilerował, bardzo pomysłowo łączące zarówno metaforyczną warstwę tej historii z jej eskapizmem.

Nie jest to jednak historia tak głęboka, jak pewnie chcieliby co niektórzy. Mówimy wciąż o czymś, co bardziej zakorzenione jest w korporacyjnych tabelkach i badaniach fokusowych niż w jakieś w pełni autorskiej, dalece artystycznej wizji. Jest to jednak udana produkcja, patrząc na poprzedzające ją dzieła, nawet bardzo udana i się cieszę, że przetarła nieco cięższy gatunkowo szlak dla późniejszych produkcji, jak idący jeszcze dalej, wybitny serial Wonder Man (2026-). Takie MCU chcę.

Oryginalny tytuł: Thunderbolts* 

Produkcja: USA, 2025

Dystrybucja w Polsce: disneyplus.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *