Hangman (2015)

Mówi się, że nasz dom to nasza twierdza. Bezpieczna przystań, do której zawsze możemy zacumować, ogrzać się ciepłą kołderką i przeczekać to, co dzieje się na zewnątrz. No chyba, że jesteśmy osobą w kryzysie bezdomności, wtedy własny kąt nie jest tylko elementarną częścią życia, ale często nieosiągalnym, ulotnym luksusem. Wróćmy jednak do pierwszego zdania.

Mimo że staram się być osobą aktywną, z różnych względów spędzam wiele czasu w domu, więc też kino grozy, które podważa ideę wspomnianej bezpiecznej przystani i czyni pielesze miejscem zagrożenia lub brutalnego ataku, zawsze działa na mnie w sposób podskórny. Chyba zresztą nie na mnie, bo powstał cały nurt zakręcony wokół ataku na domowe ognisko, zwany home invasion.

Omawiany tutaj Hangman z 2015 roku bierze sobie na warsztat właśnie tę formułę, podkręcając realizm całej już i tak niepokojącej sytuacji realizacją stylizowaną na serię nagrań zrealizowanych przez samego włamywacza-mordercy. Nie jest to spoiler, bo zamiary enigmatycznego antagonisty filmu znamy już od samego, równie przerażającego otwarcia, w którym ten w bezceremonialny, brutalny sposób pozbawia życia jedną ze swoich poprzednich ofiar.

Następnie widzimy go, kiedy rejestruje cyfrową kamerą nieświadomych niczego Millerów, typową, amerykańską klasę średnią, podczas ich wylotu na wakacje. Nieobecność właścicieli domu, który włamywacz obrał sobie za cel (w tej roli skryty za pończochą Eric Michael Cole), sprzyja, by ten włamał się do środka, rozmieścił w pokojach ukryte kamery i sam urządził sobie małe „studio” gdzieś za ścianą na strychu. To, co dzieje się później, to już prawdziwy, dosłownie, koszmar.

Nie ma co ukrywać, fabuła filmu toczy się w odpowiednim sobie, dość powolnym tempie. I bardzo dobrze! Niekonwencjonalny styl prezentowania historii przez ten cały czas daje nam wgląd na metodyczne wchodzenie w intymność Millerów i coraz bardziej krępujące dla widza ingerowanie w ich życie. Od zanieczyszczania szczoteczek do zębów, plucia do napojów, przez okradanie zaproszonych znajomych, sugerowanie zdrady małżeńskiej, finalnie po morderstwo. Oglądanie tego nie należy do przyjemnych, ale też nie ma co ukrywać, po tego typu kino sięgamy dlatego, że chcemy wyjść dalece poza naszą strefę komfortu.

Duża w tym zasługa umiejętności reżysera, który narzuca na nas jarzmo wrażenia, że oglądamy coś, czego po pierwsze nie chcemy, po drugie nie powinniśmy. Czujemy się tak, jakby dosłownie ktoś więził nas w chorej głowie psychopaty. Widzimy tylko to, co widzi on, a Adam Mason, twórca filmu, wznosi podglądactwo do formy ekstremalnego realizmu, udowadniając tylko, jak bardzo estetyka found footage skuteczna jest do wywoływania strachu. Patrzymy, jak rodzina Millerów śpi, bierze prysznic i prowadzi swoje codzienne życie, więc samo wcielenie się w figuratywną muchę na ścianie ich domu jest dość niepokojące i krępujące.

Jednak jest w tym coś, co nie pozwala nam się oderwać od ekranu. Co takiego? Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć już każdy z widzów, ja zostanę przy bezpiecznym terminie „ciekawość”. No i obsada jest całkiem niezła! Na celowniku naszego psychopaty znajdują się znajome twarze. Rodzina składa się z Jeremy’ego Sisto (Droga bez powrotu (2003)), Kate Ashfield (Wysyp żywych trupów (2004)), Ryan Simpkins i Ty Simpkinsa (Harley Keener z Marvela). Wszystkie te występy są naprawdę okej, idealnie wpisując się w konwencję tego typu filmów, pozostawiając tak naprawdę cały ciężar Ericowi Michaelowi Cole’owi, który gra kata.

Hangman wziął mnie trochę z zaskoczenia, bo choć spodziewałem się kina „na krawędzi”, moje ciało sparaliżował autentyczny strach, a głowę zajęły myśli „co by było, gdybym to ja był na miejscu Millerów”. Mimo że mieszkam w bloku mieszkalnym. Dla mnie to prawdziwa perła nie tylko w nurcie found footage, ale ogólnie w kinie grozy. W końcu po to sięgamy po te filmy, żeby się bać, a nic nie przeraża tak bardzo, jak bycie ofiarą w swoim własnym domu.

Oryginalny tytuł: Hangman

Produkcja: Wielka Brytania, 2015

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *