Nie uważam się za szczególnego szczęściarza. Pechowca też nie, ale jednak w pewnej kwestii miałem trochę szczęścia. Chodzi tu o moment urodzin. Miało to miejsce w latach 80. Los tak chciał, że był to bardzo płodny okres, jeśli idzie o polską muzykę. Zwłaszcza rockowa jej odmiana przeżywała w pierwszej części dekady swój renesans.
Tak się zwykło mawiać. Jednak nie tylko ten gatunek przeżywał swój złoty okres. Na rynku panowała dość spora różnorodność i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Był to ważny czas, ponieważ wiele nurtów takich jak metal, zimna fala, czy reggae, dopiero raczkowało w kraju, a wydane wówczas albumy do dzisiaj zaliczają się do najlepszych. Ja również mam swoich faworytów tej epoki, których postanowiłem uszeregować w swojego rodzaju Top 10.
10. Rendez-Vous – Rendez-Vous (1986)
Możliwe, że jedna z mniej znanych pozycji w zestawieniu. Łódzki skład Rendez-Vous, co po polsku znaczy randewu, nagrał w 1986 roku album Rendez-Vous. Zawiera on bardzo zgrabne kompozycje utrzymane w postpunkowej stylistyce. Nie nazwałbym ich zimnofalowymi, chociaż kojarzą mi się z pochmurnymi dniami. Czuć w nich jednak jakiś powiew nadziei, jak również tęsknotę za jakimiś lepszymi czasami. Materiał zawarty na płycie dznacza się specyficznym rodzajem subtelności.
9. Lady Pank – Lady Pank (1983)
Lady Pank to mimo swojej popularności może i zespół niedoceniony. Kojarzony jest ze swoimi ekscesami oraz licznymi hitami. Byli to jednak przede wszystkim świetni muzycy, a niektóre ich riffy to prawdziwe mistrzostwo i poziom międzynarodowy. Pierwsza płyta kapeli to właściwie taki rodzaj kompilacji, zawierającej właściwie same przeboje, jest być może zarazem ich ostatnim naprawdę dobrym wydaniem. Jestem przekonany, że Lady Pank pozostanie soundtrackiem życia jeszcze niejednego pokolenia słuchaczy.
8. Dezerter – Underground out of Poland (1987)
Nie mogło w zestawieniu zabraknąć polskiego punka. A jeśli o niego idzie, to nie mogło być innej kapeli niż Dezerter. Wprawdzie wydany w 1987 roku Underground out of Poland to kompilacja, ale na tyle dobra i przekrojowa, że można spokojnie ją tu umieścić. Dezerter to najważniejszy polski zespół punkowy i nie tylko punkowy, jako że inspirował wielu różnych wykonawców. Album zawiera wszystkie najbardziej znane utwory z początków ich kariery, Wyróżnia się czystym brzmieniem i niesamowitą energią, która aż kipi z kompozycji.
7. Turbo – Kawaleria szatana (1986)
W sumie to równie wysoko cenię sobie debiut grupy Dorosłe dzieci, ale postanowiłem wyróżnić jednak Kawalerię szatana z 1986 roku, ponieważ zwyczajnie bardziej mi się podoba. Wiem, że jest też bardziej mroczna, budząc skojarzenia z czarnymi siłami, co zatem idzie może być mniej dostępna, ale mnie to tam nie przeszkadza. Jest to po prostu świetny materiał i sztandarowy przykład polskiego metalu. Płyta uderza nas obuchem w głowę już od pierwszego numeru i to oszołomienie nie mija do samego końca. Wisienką na torcie jest ikoniczna okładka z młodym Michaelem Jacksonem. Turbo to zespół, który nie odstawał nigdy od lepiej znanych kapel z zachodu i słusznie dzierży miano polskich pionierów mocnego brzmienia.
6. Maanam – Maanam (1981)
Maanamu przedstawiać specjalnie nie trzeba. W sumie nie byłem nigdy jakimś ich wielkim fanem, ale podobały mi się niektóre piosenki. Gdy już nieco usystematyzowałem wiedzę o twórczości grupy, to doszedłem do wniosku, że najbardziej podoba mi się, a jakże, ich debiutanckie wydanie. Coś jest z tymi debiutami, że zapadają szczególnie w pamięć. Dla mnie Maanam to jeden wielki strzał adrenaliny i to właśnie energiczne, drapieżne oblicze kapeli jest tym, co do mnie przemawia.
5. Aya RL – Aya RL (1986)
Płyta, która posiada swój zdecydowany charakter. Zespół znany jest głównie z jednego przeboju, ale o wiele ciekawszy materiał znajduje się na oryginalnej wersji debiutanckiego krążka. Podczas odsłuchu ma się poczucie jakiejś takiej wielkiej powagi wszechrzeczy. Na pierwszy plan wysuwa się tu dla mnie przejmujący numer Ulica miasta, który jednocześnie czaruje i inspiruje.
4. Kult – Spokojnie (1988)
Kult jak sama nazwa wskazuje, ma status kultowy. Pamiętam, że kiedyś ich muzyka średnio do mnie przemawiała. Zdawała się zbyt rubaszna. Ale potem posłuchałem ich pierwszych wydań z lat 80. i nieco zmieniłem nastawienie. Spokojnie to kandydat do najlepszego albumu zespołu. Nie ma na nim właściwie słabego punktu. Jest to także wydawnictwo, które z uwagi na okres powstania oraz zawartą treść można określić mianem ważnej. Kult i Kazik zawsze mieli talent do opisywania naszej rzeczywistości w najbardziej wiarygodny i szczery sposób i nie inaczej jest na tej płycie.
3. Rezerwat – Rezerwat (1984)
Rezerwat podobnie jak Aya RL znany jest w sumie z jednej tylko piosenki. Jest to jednak niesłuszne podejście. Każdy bowiem ich album czymś się wyróżnia. Moim faworytem jest ich debiut z 1984 roku, który ma dość kompaktowy zarys. Składa się na niego ledwie osiem piosenek, są one jednak bardzo konkretne w przekazie. Rezerwat to grupa, z której twórczością mocno się utożsamiam, a to dzięki takim numerom jak Cieć, czy Obserwator. To identyfikowanie się decyduje głównie o wysokiej pozycji tego wydawnictwa na liście.
2. Klaus Mitffoch – Klaus Mitffoch (1985)
Album ten uznawany jest za wiekopomne dzieło i zaliczany do klasyki polskiej muzyki rozrywkowej. Szeroko rozumianej. Co to jednak właściwie znaczy? Dla mnie jest to po prostu niemalże perfekcyjna płyta, przy której zwyczajnie dobrze się bawię. Przede wszystkim jest pełna naturalnego wigoru. Ta spontaniczność przejawia się, chociażby w wokalu. Słowa są tu w refrenach nie tyle zaśpiewane ile wykrzyczane. Gitary zaś nadają niejednokrotnie mordercze tempo, a wtórują im pozostałe instrumenty. Osobną kwestią są niebanalne teksty. Niektóre z nich brzmią może tajemniczo, ale jest w nich coś niezaprzeczalnie kreatywnego, co idealnie uzupełnia warstwę muzyczną. I nie zamierzam tu porównywać twórczości Klausa Mitffocha do żadnego obcego artysty, ponieważ na swym debiucie stworzyli oni swoją własną, trudną do podrobienia jakość.
1. Siekiera – Nowa Aleksandria Siekiera (1986)
Obecność Nowej Aleksandrii na czele to w sumie żadna niespodzianka. Płyta obrosłej legendą kapeli Siekiera znalazła swoich wyznawców nie tylko w kraju, ale i za granicą. Czasem myślę, że jest nawet lepiej kojarzona poza granicami Polski właśnie. Oczywiście nie każdemu będzie odpowiadać chłodne, monotonne brzmienie puławskiej kapeli, ale jeśli ktoś jest fanem polskiej zimnej fali, to będzie wniebowzięty. Nowa Aleksandria to bowiem prawdziwa personifikacja tego określenia. Proste teksty, które z jednej strony są niejasne, a z drugiej niesamowicie bezpośrednie, w połączeniu z pozoru beznamiętnym wokalem tworzą atmosferę mroku i niesamowitości. Wszystkie kompozycje niosą ze sobą spory ładunek napięcia. Album jest dla mnie jedyny w swoim rodzaju i trudno tu nawet wyróżnić konkretny numer, bo wszystkie tworzą perfekcyjną całość.

