Dobry chłopiec (2025)

Kiedy zobaczyłem pierwsze informacje o nowym filmie cenionego przeze mnie Jana Komasy, pomyślałem tylko o jednym – oto w przeciągu kilku lat na zachodzie pojawia się kolejna produkcja zatytułowana Good Boy. A mówiąc o Zachodzie mam na myśli to, że jest film Komasy celuje dalece wyżej, aniżeli tylko nasze, bądź co bądź, skromne podwórko. Świadczy o tym już dobór obsady, której nie powstydziłaby się hollywoodzka produkcja.

Pierwsze zdjęcia, bo zwiastun miałem okazję i szczęście zupełnie ominąć, sugerowały coś, co może nieco mocniej odcisnąć się na psychice. Tematyka osobliwej, brutalnej w swych metodach resocjalizacji to temat, który jest nie tylko społecznie aktualny, ale też stanowi interesujący punkt wyjścia do zadawania pytań, które są w stanie podważyć naszą moralność. W końcu pamiętamy wszyscy arcydzieło Stanleya Kubricka pod tytułem Mechaniczna pomarańcza.

Dla tych, którym nie chce się czytać reszty tego tekstu, powiem już tutaj, że choć Komasa ma ambicje dorównać wspomnianemu Kubrickowi czy Lantimosowi, tak siły twórczej starcza mu na podskoki po kolana tamtych nazwisk. Ale jeśli przymknąć oko na zamiary reżysera, jego Dobry chłopiec sprawdza się jako, paradoksalnie chyba, prosty horror klasy B. I tak też będę o nim tutaj pisał, bo wiadomo, polskie trzeba promować.

Tommy (fenomenalny Anson Boon), to aspołeczny, brutalny i całkowicie bezduszny nastolatek, który żyje tętnem nocnych ulic Londynu. Zarzuca różne substancje, atakuje przypadkowych ludzi i nie okazuje szacunku nikomu i niczemu. Jego życie to tylko jedna, długa fala samolubnych impulsów. Po jednej z takich hucznych nocy budzi się przykuty za szyję w piwnicy pozornie zwykłej rodziny klasy wyższej, która używając równie przemocowych metod, aby „zreformować” Tommy’ego i zmienić w tytułowego „dobrego chłopca„.

Mówiąc o Dobrym chłopcu jako o kinie grozy, należy zacząć od samego miejsca akcji. W końcu nie ma bardziej charakterystycznej miejscówki dla horroru jak przepastny, wiktoriański dom stojący pośrodku niczego i oddzielony od świata wysokim murem. To właśnie w jego korytarzach, a początkowo głównie w dość obskurnej piwnicy, ma miejsce resocjalizacja głównego bohatera. Jaki ma w tym cel rodzina, która również wygląda jak wyciągnięta z klasycznego horroru? Tego na szczęście nigdy w pełni się nie dowiemy.

Małżeństwo grane przez Stephena Grahama i Andreę Riseborough, wyraźnie niesie w sobie jakąś własną, nieprzepracowaną traumę, chociaż nigdy nie jest nam ona w pełni dopowiedziana. Ja jednak zawsze biorę taką enigmę za plus, a tutaj ta charakterologiczna dwuznaczność jest widocznie celowa. Można mieć wrażenie, że resocjalizacja Tommy’ego jest ich sposobem na odsunięcie od siebie straty i może ich własnej porażki, jaka za nią stoi. To jakaś forma restytucji, która dla rodziny jest w pełni i moralnie uzasadniona.

Ale to tylko fasada, za którą kryje się czystej krwi kino torture porn, zarówno w wymiarze fizycznym, jak i (głównie) psychicznym. Dużo tutaj też umiejętnego grania napięciem, czemu pomaga naprawdę przemyślanie napisany scenariusz, pełen może nie tyle niuansów, co bogaty w dbałość o szczegóły. Może jedynie wątek Riny (Monika Frajczyk), nowej gosposi rodziny, wydaje mi się zupełnie niepotrzebny i swoim finałem nieprowadzącym zupełnie donikąd. Trochę szkoda, bo relacja Riny z więzionym chłopakiem miała zadatki na coś bardziej złożonego, może nawet będącego dramatyczną wartością dodaną.

Nie żałuję ani czasu spędzonego w kinie, ani pieniędzy wydanych na bilet, bo film Komasy to po prostu fajna, kompetentna i imponująca aktorsko rozrywka. Nie jest to niestety ani nic błyskotliwego, ani zostającego w głowie na dłużej, ani mogącego zachwiać nasz moralny kręgosłup. To po prostu horror klasy B. I bardzo fajnie, bo szczerze cieszę się, że polscy twórcy coraz śmielej wchodzą w kino gatunkowe. Oby więcej.

Oryginalny tytuł: The Good Boy

Produkcja: Polska/Wielka Brytania, 2025

Dystrybucja w Polsce: kinoswiat.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *