
Czasami człowiek musi się wyrwać. Można wręcz rzec, uciec. Uciec od problemów dnia codziennego, od oczekiwań innych, albo po prostu od siebie samego. Często ucieczka ta następuje z miasta. A dokąd najlepiej uciec z miasta? Do jego przeciwieństwa, czyli do natury. Na łonie natury często można odnaleźć ukojenie dla skołatanych nerwów. Można się tam wyciszyć i oczyścić umysł.
Nabrać dystansu. Taki reset dobry jest zwłaszcza przed podjęciem jakiejś kluczowe, życiowej decyzji. Z takiego założenia wyszli właśnie bohaterowie koprodukcji Anorgasmia z 2025 roku. Wbrew temu, co sugeruje tytuł, nie jest to opowieść o niemożności osiągnięcia orgazmu, a raczej o braku umiejętności cieszenia się życiem, wynikającym z tymczasowego zawieszenia, w jakim znaleźli się protagoniści.
Akcja filmu przenosi nas na Islandię, dokładnie to do Reykjaviku. Poznajemy Naomi (Mathilde Warnier), która szwenda się poniekąd bez celu nocą po mieście. W jednym lokalu natrafia na Sama (Edward Hayter), fotografa, który robi jej zdjęcie. Tak zaczyna się ich znajomość, która początkowo kończy się równie nagle, jak się zaczęła.
Następnego dnia oboje planują opuszczenie wyspy. Wtedy jednak właśnie następuje erupcja wulkanu. Drogi kobiety i mężczyzny znów się krzyżują. On postanawia wyruszyć w stronę wulkanu, by zrobić mu jako pierwszy zdjęcie, a ona się dołącza. W ten sposób rozpoczynają wspólną podróż przez islandzkie pustkowia, podczas której raz zbliżają, a raz oddalają się od siebie.
Obraz reżysera Jona Einarssona Gustafssona zasługuje z pewnością na miano dzieła skromnego i kameralnego. Nie mamy tu do czynienia z rozbuchaną formą, a raczej osobistym przeżyciem dwójki bohaterów. Oczywiście zdarzają się momenty, w których dają oni upust emocjom, ale są one nakręcone w dość umiarkowany i naturalny sposób.
Wydźwięk całego filmu jest zdecydowanie refleksyjny, podobnie jak zapierające dech w piersiach krajobrazy, służące za tło fabuły. Anorgasmię można zatem nazwać specyficzną pocztówką tego zimnego kraju. Surowość jego natury idealnie pasuje tutaj jako podkład dla budzącej się relacji dwójki obcych ludzi. Nie ma tu miejsca na żadne rozpraszacze, czy zakłócenia. Można się w pełni skupić na rozwoju sytuacji oraz emocjach bohaterów.
Mimo tego, że z pozoru są oni skryci i zamknięci w sobie, to posiadają bogate życie wewnętrzne. W obu buzują liczne wątpliwości oraz rozterki, których odkrycie wiązałoby się z ujawnieniem skrywanych głęboko sekretów. A to może stać na przeszkodzie budzącego się być może właśnie uczucia. Największą chyba zaletą produkcji jest to, że umożliwia ona widzom wczucie się położenie bohaterów i poczucie razem z nimi owego charakterystycznego stanu niepewności, gdy nie wiemy, czy ta druga strona odwzajemnia naszą sympatię. A gdy już podejmiemy decyzję, może ona okazać się zbyt późna.
Film odznacza się zatem dość melancholijnym nastrojem. Jest to połączenie mocno psychologicznego dramatu z kinem drogi. Drogi, która została obrana nieco chaotycznie i z desperacji, a może jako forma ucieczki, ale też, takiej, która prowadzi nas do jakiegoś rozwiązania.
Oryginalny tytuł: Anorgasmia
Produkcja: Czechy/Islandia/Kanada, 2025
Dystrybucja w Polsce: canalplus.com

