Nawet Francuzi mogą się czasem na coś przydać. Jednym z tego przykładów jest osobnik znany powszechnie jako Rene Laloux.
Ten urodzony w 1929 człowiek zasłynął przede wszystkim jako twórca filmów animowanych. Nakręcił ich w życiu kilkanaście, będąc jednocześnie autorem scenariusza, jak i reżyserem. Urodzony w Paryżu artysta początkowo uczył się malarstwa. Pierwszą pracę znalazł jednak w reklamie. Dopiero jednak, gdy zatrudnił się w szpitalu psychiatrycznym, zaczął swoją przygodę z animacją.
Była to najpierw forma eksperymentalnej współpracy z chorymi. To tam właśnie powstało jedno z pierwszych jego dzieł Les dents du singe czyli Zęby małpy. Niedługo potem Rene zapoznał Rolanda Topora, wszechstronnego artystę polskiego pochodzenia. Efektem ich kolaboracji były jedne z najbardziej pamiętnych obrazów Laloux.
W sumie stworzyli razem trzy filmy. Pierwszym z nich był Les Temps morts z 1964 roku. Ta krótkometrażowa produkcja o turpistycznej naturze opowiada, ogólnie mówiąc, o śmierci, a dokładniej o śmierci powodowanej przez człowieka poprzez wojny, morderstwa, egzekucje, jak też polowania. Jest to skromny w formie obraz, łączący zdjęcia dokumentalne z bardzo prostymi, czarno-białymi rysunkami.
Kolejną wspólną pracą były Ślimaki. To również była krótka forma, aczkolwiek bardzo treściwa. Jej bohaterem jest pewien rolnik, którego łzy sprawiają, że wszystko rośnie wielkie. Tym razem autorzy zwrócili się bardziej w stronę satyry niż poważnych tonów. Kreska nie jest tutaj płynna, a ruchy postaci przypominają raczej jakieś pajacyki niż naturalne poruszanie się. Ostatnim wspólnym dziełem Laloux i Topora był film pełnometrażowy. Chodzi tu o słynną Dziką planetę, która stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych produkcji Rene.
Film kondensuje wszystkie najlepsze cechy twórczości Francuza, będąc jego chyba najbardziej charakterystycznym osiągnięciem. Mamy tu to czynienia z typowym dla Laloux sposobem animacji, gdzie większość obrazu zajmują smukłe postacie na ascetycznych tłach. Barwy wydają się jakby stłumione, a całość utrzymana jest w zdecydowanie surrealistycznym klimacie. Jeśli chodzi o treść to mamy tu do czynienia z metaforycznym ukazaniem totalitarnego systemu i walce jednostek o wyrwanie się spod jego jarzma.
O wiele lżejszy w wydźwięku jest starszy o blisko 10 lat obraz Les Maitres du temps czyli Władcy czasu. Jest to drugi pełny metraż francuskiego animatora, który tym razem do współpracy zaprosił znanego twórcę komiksów Moebiusa. Animacja ta nie odbiła się aż tak głośnym echem, jak „Dzika planeta” i dziś pozostaje w dużej mierze zapomniana.
Być może stało się tak dlatego, że Laloux odszedł w nim od swoich wcześniejszych metafizycznych rozważań na rzecz fabuły zorientowanej bardziej na przygodę. Oczywiście jest to nadal ciekawa pozycja, która odznacza się bujną kolorystyką, ale rzeczywiście zdaje się jakby pozbawiona jakiejś głębi. W 1985 roku Laloux wraz z kolejnym swoim kolaborantem Philippe’em Cazą stworzył dzieło krótkie, acz niezapomniane.
Tytuł owej produkcji to La Prisonnière. Ten ledwie 7-minutowy obraz przenosi nas do magicznego świata śladem dwójki osieroconych dzieci. Seans filmu można porównać z duchowym przeżyciem. Zabiera on widza w podróż pełną tajemnic, dziwnych postaci, niesamowitych krajobrazów oraz budowli. Jest to być może i najbardziej symboliczny twór Lalouxa, odznaczający się oniryczną atmosferą baśniowości.
Powrotem do wolnościowej tematyki była ostatnia wielka produkcja Laloux, czyli Gandahar z 1987 roku. Był to zarazem ostatni długi metraż Francuza, jak i jego największy komercyjny sukces. Powstała nawet wersja dla USA pod nazwą Light Years, w której głosów użyczyli tak znani aktorzy, jak Christopher Plummer, czy Glenn Close. Została ona jednak mocno okrojona i pozbawiona tym samym sporo uroku. Gandahar wpisuje się w ramy innych dzieł Laloux, będąc produkcją pełną magii, sekretów, przemocy, piękna, ale też i brzydoty. Porusza także odwieczne pytania o sens istnienia oraz wolności jednostki, skłaniając do filozoficznych rozważań. Nie brakuje w niej jednak także nieco akcji, co sprawia, iż obraz jest idealnie zbalansowanym tworem.
Rene Laloux odszedł z tego świata w 2004 roku, lecz jego wcześniejsze dokonania pozostawiły trwały ślad w świecie animacji, zwłaszcza tej skierowanej do widza dorosłego. Dla mnie będzie zawsze symbolem jakości oraz umiejętnego tworzenia bajkowych rzeczywistości, które chociaż ujmujące, nie stronią od podejmowania poważnych zagadnień.


