Projekt Hail Mary (2026)

Idąc na Projekt Hail Mary miałem w głowie dwie rzeczy, które zapewniały mnie, o słuszności wydania pieniędzy na bilet. Szczerze podobała mi się poprzednia adaptacja filmowa prozy Andy’ego Weira, czyli Marsjanin z 2015 roku, oraz fakt, że w nowej produkcji gra Ryan Gosling, czyli jeden z moich ulubionych aktorów. No cóż, jak widać, mam nisko zawieszoną poprzeczkę oczekiwań.

Wiedziałem również, że wbrew zapewnieniom niektórych moich znajomych, nie będzie to żadne hard science fiction, dzieło, które przesunie moje granice poznania i zaszczepi jakieś ciekawe koncepty, które będę mielił w głowie do końca życia. Nie, spodziewałem się przyjemnego kina kumpelskiego, osadzonego w kosmosie, które bardziej nadaje się do odbierania bebechami niż głową czy tam mózgiem.

I bardzo się cieszę, że właśnie to dostałem! W końcu reżyserski duet Phila Lorda i Christophera Millera wie, jak grać na naszych emocjach, co udowodnili choćby w fenomenalnym, przepięknym Lego: Przygoda z 2014 roku. Grają co prawda na emocjach dość prostych, znanych mi choćby od dziecięcych seansów E.T. (1982), ale w całym tym zalewie kina podnoszącego tematy traumy czy beznadziei, potrzebujemy, a może ja potrzebuję takich właśnie historii.

A jest ona dość prosta w swojej konstrukcji. Ryland Grace (Ryan Gosling) budzi się ze śpiączki, nie mając pojęcia, kim jest i jak znalazł się na statku kosmicznym o wdzięcznej nazwie Zdrowaś Maryjo. Stopniowo przypomina sobie więcej szczegółów ze swojego życia, zwłaszcza momentu, kiedy Eva Stratt (posągowa Sandra Hüller) zwerbowała go, aby pomógł zahamować śmierć słońca spowodowaną inwazją mikroskopijnym astrofagów.

Wysłany w kosmos bohater staje się ostatnią nadzieją ludzkości poprzez zbadanie jedynej planety, która zdaje się stawiać naturalny opór inwazji astrofagów. Na miejscu poznaje Rocky’ego, kosmitę o budowie przypominającej litą skałę, któremu również została powierzona misja ratowania świata przed pożerającymi słońca mikroorganizmami. W zasadzie tyle wystarczy widzieć, bo całe to naukowe gadanie mające na celu budować stawkę filmu jakoś mało mnie interesowało. Bo Projekt Hail Mary wybrzmiewa dla mnie najmocniej tam, gdzie po prostu daje przestrzeni do budowania międzygatunkowej relacji.

Ujęło mnie to bardzo, bo zwłaszcza w dzisiejszych, nieprzewidywalnych i pełnych chaosu czasach, potrzebujemy takich właśnie historii będących pięknym świadectwem potrzeby burzenia barier kulturowych i politycznych w celu znalezienia wspólnych rozwiązań czy nadziei w obliczu egzystencjalnego horroru. Może nie zagraża nam pożarcie słońca przez kosmiczne bakterie, ale już wynikający z tego kryzys żywieniowy czy zmiany klimatyczne już tak. I fajnie, że taki film wychodzi w momencie, w którym kapitalizm docisnął nas praktycznie pod mur, a szansą na oddech jest tylko kolektywna współpraca w celu ratowania planety.

Oczywiście, na wzór wszystkich współczesnych filmów, Rocky jest marionetką i absolutnie uwielbiam używanie praktycznych efektów, które ożywiły go na ekranie. Rocky wygląda niesamowicie, trochę jak miniaturowa Gonarcha z gry Half-Life, jest organiczny w swej kamiennej strukturze, a głosu użyczył mu jego twórca, James Ortiz. W ogóle scena wyboru głosu, z kilkoma śmiesznymi cameo Iana McKellena i Meryl Streep, jest absolutnie urocza i w kreatywny sposób budująca postać kosmity. A jest to wyjątkowo ciekawski, błyskotliwy i na swój sposób dojrzały kosmita z własnym charakterem.

Oczywiście na tak przyjemne doświadczenie kinowe składa się jeszcze naprawdę fajna realizacja, z przepięknymi sekwencjami pobierania próbek z obcego świata, oraz wspaniały Ryan Gosling. Niech mi tylko ktoś powie, że sam nie uronił łezki, patrząc, jak zapłakany Gosling czuwa nad swoim jedynym przyjacielem i towarzyszem kosmicznej niedoli. Nie jest to dzieło wiekopomne, ale wszyscy potrzebujemy w naszym życiu teraz takiego Rocky’ego i Grace’a. Mi tam połechtał serduszko, więc jestem zadowolony. W końcu po to chodzi się do kina, nie?

Oryginalny tytuł: Project Hail Mary

Produkcja: USA, 2026

Dystrybucja w Polsce: uip.com.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *