Szeroko rozumiany show biznes w tym muzyka od lat był męska domena. Oczywiście były wielkie kobiece talenty, wielkie gwiazdy i kariery. Często stali za nimi jednak jacyś faceci. Poza tym pewne gatunki muzyczne, jak rock od początku zdawały się zarezerwowane dla płci brzydkiej.
Samo określenie rockman odnosi się przecież do osoby rodzaju męskiego. Kobiety miały ogólnie pod górkę i mniej z nich przebiło się do zbiorowej świadomości. Podobnie miała się sytuacja z muzyką elektroniczną. Nie jest może ona tak popularna, jak inne rodzaje muzyki, ale tam również główne skrzypce grali mężczyźni tacy jak Klaus Schulze, Jean-Michel Jarre, Gary Numan, czy trupy jak Tangerine Dream lub Kraftwerk. Jak się jednak okazuje, istniała także silna żeńska strona elektroniki i to już w czasach, gdy nurt ów dopiero raczkował.
Pierwszą kobietą grającą poniekąd muzykę elektroniczną wartą wspomnienia jest Clara Rockmore. Była ona aktywna artystycznie już w latach 20. Od dziecka dała się poznać jako wielki talent muzyczny. Początkowo osiągała sukcesy jako skrzypaczka. Pewnego razu jednak poznała radzieckiego wynalazcę i muzyka Lwa Theremina, który prezentował wymyślony przez siebie instrument muzyczny nazwany jego nazwiskiem. Clara szybko złapała bakcyla w nowej dziedzinie grania. Z thereminu wydobywało się bowiem dźwięki bez dotykania go.
Jego charakterystyczny, rzewny płacz, urzekł Clarę, do tego stopnia, iż szybko osiągnęła poziom wirtuozerski. Przez długie lata nie miała sobie równych na świecie i do dzisiaj jest uważana za najwybitniejszą thereministkę w historii. Wytworzyła własną technikę grania, bazując na doświadczeniach gry na skrzypcach, w której decydującą rolę odgrywał ruch palców. Ponieważ theremin zaliczany jest do instrumentów elektronicznych, śmiało można uznać Rockmore za jedną z pierwszych przedstawicielek elektronicznych brzmień.
Przenosimy się znacznie w czasach, by zerknąć na twórczość brytyjskiej kompozytorki Delii Derbyshire. Ta urodzona w czasie wojny artystka podobnie jak Clara Rockmore zaczynała jako klasyczny muzyk, by później zainteresować się instrumentami elektronicznymi. Jej kompozycje brzmią mocno eksperymentalnie, nie posiadając często jakiejś konkretnej melodii. Wykorzystywała w nich również nieraz elementy nagrań terenowych. Nic też dziwnego, że niektóre jej wczesne działa budzą skojarzenia choćby z pracami małżeństwa Bebe i Louisa Barronów. Największy rozgłos jednak Delia zdobyła jako współautorka tematu muzycznego do wielce popularnego w Wielkiej Brytanii, ale także poza nią serialu telewizyjnego Doktor Who.
Jeśli idzie o podobny sukces w mainstreamie, to spośród kompozytorek muzyki elektronicznej na uwagę zasługuje na pewno Wendy Carlos. Była ona bowiem autorką soundtracku do niejednego znanego filmu. Jej dwie najsłynniejsze kompozycje to za to prawdziwe perełki o statusie klasyki gatunku. Obie stanowią tło dla początkowych sekwencji filmów Stanleya Kubricka. Pierwsza do Mechanicznej pomarańczy (1971), a druga do Lśnienia (1980). Są to niesamowite kawałki, które od razu nadają obrazom wielce złowieszczego tonu. Głównym narzędziem Carlos był syntezator i przy jego też pomocy nagrała swój debiutancki album Switched-On Bach, który pozostaje do dziś jednym z najlepiej sprzedających się płyt z muzyką elektroniczną.
Najbardziej chyba przystępną formę muzyki elektronicznej reprezentuje Suzanne Ciani. Od początku swojej kariery tworzyła utwory o wiele mniej dziwne i mroczne niż jej koleżanki po fachu. Mimo to miała problemy ze znalezieniem wydawcy dla swojej twórczości. Między innymi też dlatego skupić się musiała na tworzeniu kompozycji na potrzeby telewizyjnych reklam, co czyniła ze sporym sukcesem w latach 80. Jej amerykańska ziomalka Laurie Spiegel to znowuż kompozycje bardziej awangardowe, ale nadal mieszczące się w ramach akceptowalnych dla szerszej publiki.
Jej jak się zdaje opus magnum, czyli album The Expanding Universe to muzyka kosmiczna w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pozwala słuchaczowi na przeniesienie się do innych stanów świadomości. Podobnie ma się rzecz z francuską artystką Eliane Radigue. Jej dzieła prezentują chyba najbardziej minimalistyczny styl, przybierając formę dźwięczącego w tle szumu z pogranicza drone i elektroakustyki. Album Triptych to pozycja, na którą na pewno warto zwrócić uwagę. Idealnie nadaje się ona do wyciszenia lub medytacji.
Często zapomina się o tym, jak wielki wkład w rozwój szeroko pojmowanej muzyki elektronicznej miały kobiety. Jak się okazuje, ich wpływ na popularyzację i progres gatunku był niebagatelny. Śmiało można każdą z nich określić mianem prawdziwej pionierki elektronicznych brzmień i to zarówno jeśli chodzi o samą muzykę, jak i jej technologiczne zaplecze. Na szczęście w większości pozostawiły po sobie dość materiału, by nadal cieszyć nim uszy. Dzięki temu też ich dziedzictwo trwa nadal, a elektronika stała się nieodzownym elementem obecnym przy powstawaniu wielu współczesnych kompozycji.

