
Bogaci, uprzywilejowani ludzie stanowią największe zagrożenie dla ludzkości. Koniec kropka. I bardzo dobrze, że coraz więcej dzieł kultury, które przecież często wychodzą spod kalkującej wszystko ręki chciwych producentów i właścicieli medialnych konsorcjów, stara się kąsać właśnie ten obrzydliwy, zbrodniczy kapitalizm. W końcu im więcej ludzi będzie świadomych, tym szybciej i skutecznie odbędzie się jakże potrzebna rewolucja.
Jednym z takich filmów była całkiem ciepło przyjęta Zabawa w pochowanego z 2019 roku, w której kobieta, przedstawicielka klasy średniej stawia czoła dosłownie polującej na nią, arystokratycznej rodziny, która dla podkręcenia gatunkowości okazuje się członkami satanistycznego kultu. Trochę nam przyszło czekać na kontynuację tej historii, choć w mojej optyce wcale jej nie potrzebowała, i po siedmiu latach do kin trafiła Zabawa w pochowanego 2.
Przepiękna Samara Weaving wciela się ponownie w Grace MacCaullay, kobietę, która przeżyła rytualną grę w chowanego zainicjowaną przez wspomnianą, satanistyczną rodzinę. W finale dane jej było zobaczyć, jak jej niedoszli teściowie eksplodują w fontannie krwi i mięsa. Następnego dnia budzi się w szpitalu, wpatrując się we własną siostrę Faith (Kathryn Newton), której nie widziała od lat, i ciekawskiego detektywa (Grant Nickalls), który ma do niej kilka pytań…
Chwilę później detektyw kończy jednak z siekierą w głowie, którą ochoczo wbija mu nakoksowany Bill Wilkinson (Kevin Durand). W grze pojawia się nagroda, obwieszczona przez diabelskiego prawnika granego przez Elijaha Wooda. Ponieważ Grace wygrała poprzednią grę w chowanego, pięć kolejnych rodzin będzie miało teraz szansę ją wytropić i… rządzić światem? Tak mi się przynajmniej wydaje.
Właśnie tutaj mam największy problem z drugą częścią Zabawy w pochowanego. Wraz z rozbuchaniem scenariusza i większym budżetem, film okazuje się bardzo bełkotliwy i niejasny w swoich intencjach. Tak, to wciąż grupa uprzywilejowanych, bogatych i barwnych osób polująca na dwie biedne dziewuchy, jednak fabuła stara się nam wmówić, że chodzi w tym o coś więcej. Wręcz zalewani jesteśmy jakimiś regułami, aneksami i kruczkami, które w zasadzie nie wprowadzają niczego, a mącą tylko niepotrzebnie w krystalicznie prostej tafli filmu.
Podczas gdy pierwszy film był prześmiewczą alegorią toksycznych przywilejów bogatych, białych ludzi oraz tego, jak traktują tych, których uważają za gorszych sobie, sequel zmierza w tematy feministyczne, siostrzane i skupione na walce z patriarchalną kontrolą i toksyczną męskością. Jest to w moich oczach logiczny i naturalny krok dla franczyzy, która w końcu wprowadziła do kanonu współczesnego horroru jedną z najsilniejszych, kultowych Final Girl. Na szczęście odpowiedzialny za film kolektyw Radio Silence potrafi w silne postacie kobiece, co wielokrotnie udowodnili.
W ogóle siostrzeństwo to oś centralna filmu. Kiedy nasze bohaterki pracują razem, są w stanie skuteczniej przechytrzyć i pokonać swoich przeciwników. Staje się to widoczne w ich pierwszej walce z rodem Danforthów, kiedy są w stanie obezwładnić teoretycznie silniejszego oponenta, oraz ucieczce spod lufy snajpera granego przez zabawnego Nestora Carbonella. Jest tutaj nawet scena, w której obie dziewczyny pakują faceta do… nie powiem, żeby nie psuć zabawy, ale zdradzę tylko, że jest to jedno z bardziej kreatywnych zabójstw w kinie grozy!
Nie jest to jednak filmowe odkrycie na każdej płaszczyźnie, którą produkcja ta dotyka. To bardzo kompetentna rozrywka, której przewodzą słuszne cele, ale jednak pozbawiona jest tego powiewu świeżości, jaki towarzyszył części pierwszej. Cieszy jednak, że marka ta wciąż żyje i ma się dobrze, jest po prostu w odpowiednich rękach. Zabawa w pochowanego 2 to udany przystanek przed tym, co może nam przynieść przyszłość. A ja na to bardzo liczę!
Oryginalny tytuł: Ready or Not 2: Here I Come
Produkcja: USA, 2026
Dystrybucja w Polsce: 20th Century Studios Polska

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
