
Jest coś bezkreśnie uroczego w tym, że do naszych kin jeden po drugim wchodzą horrory opowiadające o silnych, niezależnych bohaterkach, które muszą samotnie stawić czoła największemu złu tego świata – białym, bogatym i uprzywilejowanym. Tuż po udanej Zabawie w pochowanego 2 wybrałem się na Oni cię zabiją, ależ to był double feature!
Oczywiście jest to kino, które nie boi się swoich gatunkowych korzeni, kłaniając się chętniej takiemu Martwemu złu 2 (1987) aniżeli jakimś stricte zaangażowanym, lewicującym twórcom robiących filmy „dla misji”. I bardzo dobrze! W końcu stara zasada mówi, żeby bawiąc uczyć, ucząc bawić, a w filmie Kirilla Sokolova rozrywki jest co niemiara. Oczywiście, jeśli bawi Was cięcie, dźganie i patroszenie ludzkiego ciała oraz pościgi samotnych… gałek ocznych?
Asia Reeves, w tej roli cudowna Zazie Beetz znana z najlepszego serialu świata, Atlanty (2016-), to żelazna dama, która za swój cel obiera odnalezienie młodszej siostry po tym, jak obie zostały rozdzielone przez 10-letni wyrok więzienia. Podejmuje pracę w Virgil, opanowanym przez wyznawców samego Szatana budynku, w którym jej siostra Maria prawdopodobnie również pracuje jako pokojówka.
Sama wewnętrzna struktura budynku to oczywiście krytyka zbrodniczego, wykutego w piekielnym ogniu kapitalizmu systemu wyzysku imigrantów, z naciskiem na kolorowe kobiety, szukających pracy lub stabilności w świecie tak zwanego Zachodu. Dość szybko nasza heroina podejmuje brutalną walkę z przedstawicielami białej arystokracji, orientując się, że czołobitne hołdowanie Szatanowi ma swoje przywileje…
Taka oto Asia piętro po piętrze, pokój po pokoju i korytarz po korytarzu przedziera się przez kolejne zastępy zamaskowanych kultystów. To nie jest horror w żadnym wypadku stawiający na suspens czy poczucie zaszczucia, liczy się efekciarska nawalanka, sikająca krew i liczne, kreatywne obrażenia, jakich tylko może doznać ludzkie ciało. Wspomniałem, że film nawiązuje do drugiego Martwego zła i rzeczywiście uzbrojonej w siekierę i obrzyn bohaterce blisko jest do Asha Williamsa. Nikt nie zawraca sobie głowy prawami fizyki czy jakimkolwiek realizmem, więc to kino, w które wpisane jest pewne zawieszenie logicznego myślenia. Wtedy i tylko wtedy można z niego czerpać zamierzoną rozrywkę.
Miło też popatrzeć, jak przeciwko naszej heroinie stają Tom Felton, Heather Graham i Patricia Arquette. Nie są to jakieś tuzy aktorskiego rzemiosła, jednak wynoszą film Sokolova jeszcze wyżej, ponad całą masę B-klasowego śmiecia. Choć nawet bez tych znanych twarzy film broniłby się samą inscenizacją, która zawiera kilka naprawdę kreatywnych pomysłów (walka płonącą siekierą!), oraz zaskakująco pomysłowymi zagraniami kamery, jak choćby fascynująca gonitwa kanałami wentylacyjnymi. To właśnie te niuanse budują ekscytującą mozaikę przemocy jako czystej rozrywki, kina eskapizmu bez żadnych pretensji wobec gatunku.
Jest jednak jedna rzecz, na którą chcę ponarzekać. W pewnym momencie mówi się nam wprost, że poszczególne piętra Virgil odzwierciedlają pokusy, którymi cieszyć się mogą jego nieśmiertelni rezydenci. Mamy świetny żart z „piętrem pieprzenia”, w którym każdy z pokoi stanowi użyteczne tło do erotycznych zabaw. Liczyłem, że kolejne piętra dadzą nam podobne pole do jakichś kreatywnych zabaw słowem i aranżacją wnętrz, jednak… twórca dość szybko używa kodu noclip i przerzuca bohaterkę na ostatnią kondygnację, gdzie staje do walki oko w oko z… zresztą obejrzycie sami!
W sumie ta nomenklatura gry komputerowej pasuje do Oni cię zabiją idealnie, bo film ma strukturę jakiejś chodzonej nawalanki, w której finalnie zmierzyć trzeba się z finałowym bossem. Z upływem czasu znika gdzieś kontekst rasowy, biali arystokraci stają się po prostu kulturystami do pokonania, a bohaterce nie przyświeca żaden jakiś bardziej ambitny cel, niż ratowanie siostry. Może to i dobrze, bo od konstatacji kapitalizmu jako systemu podtrzymującego rasowe napięcia, są inne filmy. Tutaj mamy się po prostu dobrze bawić.
Oryginalny tytuł: They Will Kill You
Produkcja: RPA/USA, 2026
Dystrybucja w Polsce: warnerbros.pl

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
