
Film Klątwa Doliny Węży to już polska klasyka. Jest to obraz, który na trwałe zapisał się w annałach rodzimego kina. Pochodząca z 1988 roku produkcja w reżyserii Marka Piestraka można spokojnie określić jako jeden z tych filmów, który jest tak zły, że aż dobry. Lub odwrotnie. Tak czy owak, jest to najsłynniejsza polska pozycja tego typu. Dzieło inspirujące się ewidentnie zachodnimi hitami było próbą przeniesienia na rodzimy grunt kina wielkiej przygody, łączącego sensację, nieco romansu i elementy science fiction.
Nie powinno dziwić, że co jakiś czas ktoś sięga po to dzieło, aby przypomnieć je nowym pokoleniom. Ostatnią taką próbą jest projekt, który polega na wypuszczeniu do dystrybucji filmu w normalnej formie, lecz z komentarzem znanej osoby. W rolę tą wcielił się popularny raper Łona, który jak sam przyznaje, widział obraz kilka razy. Jego wybór nie był więc na pewno przypadkowy.
Jan Tarnas (Krzysztof Kolberger) jest polskim naukowcem, który pracuje na Sorbonie. Specjalizuje się w badaniu tajskiej kultury i języka. Podczas jednego z wykładów ktoś podkłada mu zagadkowy slajd. Jak się okazuje, osobą tą jest niejaki Traven (Roman Wilhelmi). Oznajmia on Kolbergerowi, że ma pewien artefakt przywieziony z dżungli i chciałby, aby Jan pomógł mu odszyfrować inskrypcje na nim widoczne. Tarnas jest podekscytowany tą wizją i przystaje na propozycję.
W czasie badań pojawiają się węże i zabijają ciecia. Na miejscu pojawia się wówczas wścibska dziennikarka Christine Jaubert (Ewa Sałacka), która zaczyna stalkować Kolbergera. Wkrótce Traven i Janek podejmują decyzję o wyruszeniu do Wietnamu celem rozwikłania zagadki. Nie wiedzą, że ich tropem rusza Christine.
Raper Łona posłużył jako narzędzie, stając się twórcą i tworzywem jednocześnie, czyli po staropolsku. Stał się mianowicie narratorem-komentatorem ekranowych wydarzeń. Wygląda to w praktyce tak, że podczas, gdy w filmie coś się dzieje, w tle narrator Łona komentuje owe wydarzenia. Ma to dwojaką formę, po pierwsze relacjonuje on krok po kroku akcję, a po drugie dodaje autorskie komentarze do fabuły.
Oczywiście, gdy postacie wypowiadają swoje kwestie, wówczas milczy, żeby się z nimi nie dublować. Klątwa Doliny Węży to film tak specyficzny, iż podejrzewam, że wielu widzów oglądając go, nie mogło powstrzymać się od własnego komentarza. Zwłaszcza podczas seansu w większym gronie. Pomysł, aby dołączyć narrację znanej osoby, można więc odczytywać jako wielce trafiony oraz dosyć naturalny.
Jak zatem wypadł cały eksperyment? Całkiem przyjemnie. Narrator ma odpowiednią barwę głosu, która jest neutralna, to znaczy nie przeszkadza w oglądaniu, ani specjalnie nie rozprasza. Stanowi dobre uzupełnienie akcji. Komentarz nie jest nachalny i nie stara się być na siłę śmieszny. Jest, można powiedzieć, wyważony, ubogacając seans. Oczywiście przy tym typie filmu nie da się zrezygnować z kilku żartów, ale są one na szczęście udane i współgrają z fabułą.
Czuć przede wszystkim sympatię Łony do materiału źródłowego, co jest dobrym znakiem. Na pewno warto wybrać się do kina na nową wersję Klątwę Doliny Węży. Dla widzów, którzy już znają ten film, będzie to miłe odświeżenie, być może okraszone jakimiś nowymi odkryciami, a dla świeżych odbiorców seans stanowić może miłe wprowadzenie w niesamowity świat polskiego kina, wpisującego się w estetykę lat 80.
Oryginalny tytuł: Klątwa Doliny Węży
Produkcja: Polska/ZSRR, 1987
Dystrybucja w Polsce: galapagos.com.pl

