Prosta historia (1999)

Ciekaw jestem reakcji tych niedzielnych widzów, którzy utożsamiają kino Davida Lyncha z apoteozą surrealizmu i wszelkiego dziwactwa, zasiadających do jego Prostej historii, filmu, który jawi się wręcz jako anomalia w dorobku reżysera. W końcu to film, który bliższy jest sentymentalnemu kinu Stevena Spielberga, aniżeli artystycznym wygrzewkom Lyncha. I w żadnym wypadku nie jest to zarzut, bo jest to zdecydowanie jeden z najpiękniejszych, najcieplejszych obrazów, jakie widziałem w życiu.

Jestem nawet przekonany, że to właśnie Lynch, człowiek urodzony w prowincjonalnej Montanie, był idealnym człowiekiem do opowiedzenia, nomen omen, prostej historii o prawdziwych ludziach z serca Ameryki. Bez przesadnego patosu, bez stereotypów, czyste emocje i szczera potrzeba oddania szacunku tym, o których popkultura często zapomina lub ukazuje ich w krzywdzący, pełen myślowych skrótów sposób.

Alvin Straight (Richard Farnsworth) to słusznego wieku weteran II Wojny Światowej. Mieszka w Iowa, na co dzień będąc miłym, raczej cichym człowiekiem, który po prostu chce żyć na własnych warunkach. Kiedy jego córce (Sissy Spacek) w końcu udaje się zaciągnąć niechętnego Alvina na wizytę u lekarza, dostaje zalecenie zaprzestania palenia i używania chodzika do poruszania się. Alvin odmawia, chociaż zaczyna używać dwóch lasek. W końcu żyje na tyle długo, że doskonale wie, co jest dla niego najlepsze.

Kiedy Alvin dowiaduje się, że jego od dawna nieobecny brat Lyle (Harry Dean Stanton) miał udar, decyduje, że musi pojechać do Wisconsin, aby go zobaczyć. Jedynym problemem jest to, że Alvin ledwo widzi i nie może chodzić, a o tym, żeby ktoś pożyczył mu samochód, nie ma nawet mowy. Jedynym rozwiązaniem jest… podróż spalinową kosiarką z Iowa do Wisconsin.

Richard Farnsworth był śmiertelnie chory, gdy zaproponowano mu rolę Alvina. Zgodził się, ponieważ podziwiał determinację Alvina, by żyć po swojemu. Bohater nie jest jednym z tych, którzy łatwo okazują swoje emocje, co jest pokłosiem dorastania w wymuszających stoickość czasach. Jest świadomy swojego udziału w horrorze II Wojny Światowej i można odnieść wrażenie, że ta postawa pomogła mu przejść przez ten jakże trudny czas w jego życiu. Dlatego też podróż niepozorną kosiarką przez rustykalne pogranicze stanowe nie wydaje się dla niego żadnym wyczynem. To po prostu konieczność i droga do celu, jakim jest pojednanie się z bratem.

Tak, Prosta historia to kino, które wyciska z człowieka łzy. A przynajmniej ze mnie wycisnęło. Może dlatego, że oglądało mi się to wręcz jak autobiografię Farnswortha, który, czekam na lincz (heh), jest dla mnie najlepszym aktorem, który stanął przed obiektywem Lyncha. W swoim dość leniwym tempie, z okazjonalnym humorem, film to dla mnie pochwała dla takiego ludzkiego, czystego, wypływającego ze środka dobra. Ludzie, których nasz bohater spotyka na swojej drodze, wbrew gatunkowym prawidłom, są po prostu życzliwi, nie mają interesu w pomocy przy psującej się kosiarce, nie traktują Alvina „z góry”. I takie rzeczy po prostu chcę oglądać, bo sam wychodzę z założenia, że ludzie są dobrzy, a zło choć rzadsze, ma po prostu lepszy PR.

Filmy Lyncha, takie jak Blue Velvet (1986) czy Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną (1992), opowiadają o hipokryzji i korupcji toczących Amerykę, Prosta historia jest jednoznaczną celebracją Ameryki, w szczególności Środkowego Zachodu. Pełno tu kipiących optymizmem ujęć na pracujące kombajny, ludzi odpoczywających na swoich gankach i złocących się w zachodzącym słońcu, bezkresnych pól. To list miłosny dla bezinteresownych ludzi żyjących przyzwoitym, rodzinnym życiem. Pełnię tego wspaniałego obrazka domyka wspaniała ścieżka dźwiękowa Angelo Badalamentiego, który zastąpił złowieszcze syntezatory Twin Peaks (1990-2017) melancholijnym country.

Kocham te mroczne spojrzenia Lyncha w głąb ludzkiego zepsucia, jednak Prosta historia mnie w sobie rozkochała, rozczuliła, a później przytuliła do ciepłej, flanelowej koszuli w kratę. Nie rozumiem, jak ktoś, kto ma w sobie jakieś ludzkie emocje, może psioczyć, narzekać i zarzucać Davidowi odejście od tego, z czego najbardziej jest znany. Przecież bez tego filmu filmografia Lyncha byłaby niekompletna. To po prostu kolejny dowód na to, że jego serce biło najczystszym rytmem kina jako najpiękniejszej z muz.

Oryginalny tytuł: The Straight Story

Produkcja: Francja/USA/Wielka Brytania, 1999

Dystrybucja w Polsce: polsatboxgo.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *