
Shojo Tsubaki to pierwotnie manga stworzona przez Suehiro Maruo w roku 1983. Jak wiele tego typu tworów została również przeniesiona na ekran w postaci anime. Produkcja ujrzała światło dzienne w roku 1992. Nie był to w pełni pełnometrażowy film, lecz trwający nieco poniżej godziny. Do dziś jest uważany przez fanów gatunku za wyjątkowy.
Ze względu na zawarte elementy uważany jest za jedno z najbardziej ujmujących i szokujących dzieł. Zawiera bowiem wątki, które wielokrotnie łamią tematy tabu, rzucając wyzwanie widzom. Nie powinno więc zatem dziwić, że ktoś wpadł na pomysł, aby stworzyć wersję aktorską filmu. Zadania tego podjął się reżyser znany szerzej jako Torico, a efektem jego starań był nakręcony w 2016 roku obraz Midori: The Camellia Girl. Jak wypadła ta próba i czy jest równie przejmująca jak animowana odsłona?
Jak nietrudno się domyślić bohaterką filmu jest tytułowa Midori (Lisa Nakamura). Jest to kilkunastoletnia dziewczyna, która po utracie rodziców trafia do pewnej trupy cyrkowej. Tworzą ją różnorakie dziwadła i zwyrodnialcy. Jest kobieta o obfitym biuście, jest jednooki bandyta, człowiek bez rąk, który strzela z łuku, czy też femboy o sadystycznych skłonnościach. Wszyscy oni źle traktują Midori. Jako, że jest najmłodsza i praktycznie bezbronna dokuczają jej non stop i znęcają się nad nią fizycznie i psychicznie.
Dziewczyna jest z tego powodu bardzo nieszczęśliwa. Zjadają nawet pewnego dnia szczeniaki jakimi się opiekowała. Wszystko to do czasu, aż szef cyrku nie sprowadza nowego artysty, a mianowicie człowieka który mieści się w słoju. Jak się okazuje ma on liczne magiczne zdolności i postanawia pomóc Midori, która wpada mu w oko. Od tego momentu życie bohaterki całkowicie się odmienia.
Akcja filmu rozgrywa się głównie w cyrku i to takim typowym, dobrze nam znanym z popkultury. Jest to wizerunek, który kojarzyć się może bardziej z Europą niż daleką Japonią. Mimo to nie dochodzi tu do żadnego dysonansu, jako że dziwolągi z Kraju Kwitnącej Wiśni są może i nawet bardziej odjechane niż zachodnie.
Używam tu określenie dziwolągi, ponieważ są oni specjalnie wyjątkowo przerysowani i wykreowani na kształt jakichś ludzkich karykatur. W filmie nie ma normalnej postaci. Wszyscy to jakieś groteskowe potwory, niekoniecznie ze względu na wygląd, ale bardziej na niecną naturę. Nie są jednak źli do szpiku kości. Stać ich na jakieś ludzkie odruchy. Generalnie wolą jednak podążać drogą niegodziwców. Nie jest wyjaśnione czemu tak jest.
Ogólnie wszystko w produkcji jest przerysowane. Od postaci po scenografię. Jest ona mocno barwna, a dominują w niej jaskrawe kolory. Midori chodzi ubrana na różowo, co ma podkreślać jej dziecinny charakter. Nie do końca to wychodzi, ponieważ nie czuć od niej tej niewinnej energii. Grająca ją aktorka jest zbyt dojrzała albo za słabo gra. Reszta obsady wypada bardziej przekonująco, chociaż nie należy się tu spodziewać jakichś fajerwerków. Również efekty specjalne wyglądają dość tanio podobnie, jak cała produkcja.
Szkoda, że jest to obraz niezależny. Filmowi brakuje nieco głębi w postaci psychologicznego rysu bohaterów. Są one dziwne po prostu, dla samej dziwności, a przesłaniem całości zdaje się zestawienie niewinności ze złym światem zewnętrznym. Wersja anime była głównie ze względu na brak happy endu o wiele bardziej przejmująca i pozostawiała ślad w pamięci. Tutaj natomiast mamy do czynienia raczej tylko z ciekawostką, która jakby liże tylko czubek tematu eksploatacji i deprawacji.
Oryginalny tytuł: Shōjo Tsubaki
Produkcja: Japonia, 2016
Dystrybucja w Polsce: BRAK

