Marc Johnson, legenda deskorolki z Bay Area, zmarł w wieku 49 lat.
„Pisząc te słowa, wciąż trudno mi uwierzyć, że to naprawdę się wydarzyło” — napisał Louie Barletta w oświadczeniu opublikowanym przez magazyn Thrasher we wtorek, 26 maja. „Niecały miesiąc temu Marc przyjechał do San Jose, żeby się spotkać. Był trzeźwy, zdrowy i pełen energii. Świetnie się bawiliśmy, wspominając stare czasy. Wydawał się szczerze podekscytowany tym, co przyniesie przyszłość.”
Barletta, który poznał Johnsona po raz pierwszy, gdy miał 17 lat, wspominał, że podczas ostatniej wizyty w San Jose Marc przekazał mu trzystronicową listę swoich „nadziei i marzeń na przyszłość”.
„Marc był geniuszem i jednocześnie udręczoną duszą” — napisał Barletta, określając go jako „najbardziej wpływową osobę” w swoim życiu. „Powiedział mi, że chce być pamiętany za swoją jazdę na deskorolce, a nie za porażki czy własne niedoskonałości”.
Johnson urodził się w Winston-Salem w Karolinie Północnej i zaczął jeździć na deskorolce w wieku 13 lat. Niespełna cztery lata później spontanicznie wyjechał do Kalifornii, gdzie rozpoczęła się jego profesjonalna kariera.
„Jeździłem na desce przez trzy i pół roku — od 13. do mniej więcej 16. roku życia” — wspominał w wywiadzie dla The Nine Club z 2017 roku. „Potem po prostu trafiła się przypadkowa okazja, żeby wsiąść do samochodu jadącego do Kalifornii”.
W kolejnych latach Johnson zbudował niezwykle wpływowe dziedzictwo, które do dziś pozostaje inspiracją dla środowiska deskorolkowego. Jego kreatywność wykraczała daleko poza sam sport.
„Wszystko, co robił, było sztuką” — napisał Barletta we wtorkowym hołdzie opublikowanym przez Thrasher.
Hołd Johnsonowi oddali również m.in. Jose Rojo, Geoff Rowley, Mike Mo Capaldi, Chad Muska oraz Ishod Wair.
Źródło: complex.com

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
