Każdy zna nazwiska wielkich i znanych reżyserów. Są to ludzie tacy jak Martin Scorsese, Quentin Tarantino, Federico Fellini, czy Patryk Vega. Kinematografia to jednak nie tylko blockbustery i wielkie produkcje z gwiazdami.
To także mało znane eksperymentalne formy i awangardowe zabawy formą oraz treścią. Zdjęć i dźwięków cięcie i gięcie. Każdy człowiek z kamerą może uchodzić za twórcę. Dla nich też jest miejsce przy kinematograficzny stole i – co więcej – czasami na nich też spada trochę splendoru i odrobiną sławy. Są to naprawdę niewielkie ilości, ale jednak zawsze coś. Dzięki tym małym sukcesom mają szansę dotrzeć ze swoją twórczością do szerszej publiczności. Takim twórcą właśnie był artysta wizualny Norman McLaren.
Norman urodził się w Stirling, w Szkocji w 1914 roku, a więc dosyć dawno. W 1941 roku przeniósł się jednak do Kanady i odtąd tam kontynuował karierę. Dlatego też bardziej kojarzony jest z tym krajem niż z miejscem urodzenia. Jest to zasługa między innymi aktywnej działalności w National Film Board of Canada pod kierunkiem starego znajomego Johna Griersona. To tam właśnie McLaren w pełni rozwinął skrzydła, tworząc swoje najbardziej znane dzieła.
Norman od początku kariery interesował się eksperymentalnymi metodami tworzenia filmów. Ponieważ w początkach kariery nie posiadał własnej kamery, skupił się na rysowaniu obrazu bezpośrednio na kliszy filmowej. Technikę tę doskonalił także w późniejszych latach. Gdy zakupił pierwszy poważny sprzęt, mógł dalej improwizować, a jego eksperymenty obejmowały różnego rodzaju animacje, ujęcia trikowe, nakładanie na siebie obrazów, czy tak zwaną pikselizację.
Najsłynniejszym dziełem McLarena jest prawdopodobnie krótkometrażowa produkcja zatytułowana Kochaj sąsiada swego z 1952 roku. To właśnie za ten obraz artysta otrzymał nagrodę Oscara w kategorii najlepszy krótkometrażowy film dokumentalny. Bohaterami filmu są dwaj mężczyźni, żyjący po sąsiedzku w zgodzie. Sytuację tę zmienia pojawienie się kwiatka między ich domami, co staje się powodem do wszczęcia prawdziwej wojny. Obraz odbierany jest jako pacyfistyczny manifest, a przekaz ten był wielokrotnie podkreślany.
Jego międzynarodowe znaczenie podkreślają końcowe napisy Kochaj sąsiada swego, wyświetlane w różnych językach. Takie bezpośrednie, multi lingwistyczne komunikaty skierowane do widowni to stały element sztuki McLarena. Produkcja zalicza się do typowych dla szkocko-kanadyjskiego filmowca, wykorzystując wszystkie jego standardowe techniki. Głównie opiera się na użyciu ludzi jako przedmiotów w animacji poklatkowej.
Podobne motywy zawierają inne dwa znane dzieła McLaren A Chairy Tale (1957) oraz Opening Speech (1960). Pierwszy z nich, który u nas znany jest pod tytułem „Krzesło” przedstawia sytuację, w której pewien mężczyzna stacza walkę z krzesłem. Przez kilka minut próbuje na nim usiąść, by móc w spokoju poczytać książkę. Martwy przedmiot nie daje się jednak i skutecznie unika zakusów człowieka. W końcu bohater odkrywa tajemnicę zachowania krzesła i dochodzą wspólnie do porozumienia. Film ten jest utrzymany zdecydowanie w lżejszym tonie niż Kochaj sąsiada swego i posiada ewidentnie komediowe zacięcie. Dodatkowym atutem jest tutaj indyjska muzyka wykonywana przez słynnego Ravi Shankara. To z pozoru nietypowe zestawienie tworzy na ekranie bardzo osobliwą atmosferę.
Opening Speech jest produkcją podobną w wymowie. Również posiada humorystyczny charakter, przedstawiając zmagania człowieka z materią nieożywioną w sposób bardzo plastyczny i zarazem energiczny, opierając się na slapsticku.
Wiele prac McLarena to krótkie awangardowe zabawy formą oraz dźwiękiem. Z pozoru nie sprawiają może piorunującego wrażenia, stanowiąc serię obrazków z wykorzystaniem linii, kropek i fal. Warto jednak przyjrzeć się im z bliska i docenić wysiłek włożony w ich powstanie. Wśród dokonań autora moje największe zachwyty budzi jednak inne dzieło, a mianowicie pochodzący z 1968 roku Pas de deux. To również jest w istocie prosta w budowie produkcja. Na ekranie obserwujemy tylko dwójkę tancerzy baletowych, oddających się tańcowi. Proces ten jest jednak ukazany w sposób tak subtelny i intrygujący, że całość przeradza się we wręcz mistyczne doznanie, które wspomagane jest przez wielce sugestywną muzykę.
Sylwetki tancerzy wyglądają jakby zawieszone były w kosmicznej przestrzeni. Nakładanie się obrazu i liczne powtórzenia tworzą niesamowite kształty i budowle z posągowych ciał. Jest to prawdziwy hołd złożony ludzkiemu poświęceniu i cielesności ujarzmionej w imię wyższych celów. Dzięki współpracy z NFB mamy nadal możliwość podziwiać te i inne filmy Normana McLarena i cieszyć oczy jego wizjami.

