
Żyjemy w dobrych czasach dla kina grozy, powiedziałbym nawet, z całą świadomością historii tego gatunku, że w najlepszych. Nie było chyba nigdy aż takiej różnorodności, która pozwala przebierać nam w horrorach niczym w ulęgałkach, a do głosu dochodzą zupełnie nowi, pachnący świeżością twórcy, który wznoszą nurt ten na zupełnie nowe poziomy. I co najlepsze, z dala od wielkich budżetów, angażowania znanych nazwisk i rządzących korporacyjnym zamordyzmem studiów.
Do tej pięknej mozaiki rysującej nam mapę współczesnego kina z impetem dołączył Curry Barker, wcześniej znany ze swojej internetowej twórczości, dziś obiecujący twórca, który dostał w swoje ręce od wspaniałego studia A24 taką markę, jaką jest Teksańska masakra piłą mechaniczną. I jestem spokojny o losy rodziny kanibali z południa, bo Barker otworzył swoją „poważną” filmografię Obsesją, filmem nakręconym za kapsle, który na moment pisania tej recenzji prześcignął w kasie nowe Gwiezdne Wojny.
Jednak cyfry mnie nie interesują, bo kino powstaje, a raczej powinno powstawać, z innych pobudek, niż zbicie kapitału. Obsesja jednak w pełni zasłużyła na swój triumf w kasach kin, bo to nie tylko wybitnie pomyślany, zagrany i nakręcony horror, ale również kino, które wpisuje się idealnie we współczesną falę feminizmu, pokazując, że prawdziwa groza najczęściej leży tam, gdzie samotny, biały i sfrustrowany seksualnie heteronormatywny mężczyzna. A wystarczy naprawdę tylko odrobina empatii by wiedzieć, jak ważny jest to głos, zwłaszcza w przesiąkniętej męską fantazją popkulturze.
Film koncentruje się na postaci Beara (Michael Johnston), niespełnionego romantyka, który od dłuższego czasu skrycie darzy uczuciem swoją przyjaciółkę i koleżankę Nikki (Inde Navarrette). Z początku produkcja ta utrzymana jest w spokojnym, młodzieżowym klimacie przypominającym nastoletnie dramaty, jakich pełno, ukazując relacje pomiędzy czwórką bliskich sobie przyjaciół. W ich grupie znajduje się również Ian (Cooper Tomlinson), pewny siebie chłopak, wyróżniający się wśród znajomych swoją arogancką postawą, oraz Sarah (Megan Lawless), bardziej zamknięta w sobie dziewczyna, która zmaga się z trudami dostania się na studia. Typowo amerykański problem.
Po ukazaniu dynamiki relacji w grupie przyjaciół historia Beara i Nikki osiąga punkt zwrotny, gdy dziewczyna wyznaje, że planuje odejść z pracy. W odpowiedzi Bear udaje się do lokalnego sklepu z upominkami, pełnego spirytualistycznych przedmiotów, takich jak kamienie, kadzidła i inne mistyczne drobiazgi. Wśród nich trafia na niezwykły produkt o nazwie „One Wish Willow”. Chłopak kupuje jedną sztukę, łamie gałązkę i wypowiada życzenie, aby Nikki kochała go bardziej niż kogokolwiek innego. Niemal natychmiast dziewczyna zaczyna zachowywać się w sposób zupełnie niezgodny ze swoją naturą.
Wydaje mi się, że i tak zdradziłem za dużo fabuły, bo ja miałem to szczęście iść na film Curry’ego nie oglądając wcześniej nawet jednego zwiastuna. A scenariusz stanowi największą siłę Obsesji, bo to jedna z tych historii, która sprawnie porusza się między emocjonalnymi voltami, balansując między krępującym momentami humorem, czystym terrorem i przenikliwą grozą, która dotyka bardziej, niż wykrzywiona w groteskowy grymas twarz cudownej Inde Navarrette. To przede wszystkim wchodzący dalece pod skórę lęk ugruntowany w naszej rzeczywistości, w której kobiety stając się ofiarami swoich męskich oprawców, często znajdują się w sytuacji praktycznie bez wyjścia. A jeśli takowe już się gdzieś pojawi, obciążone jest ciężarem tragedii.
Film ten ma w sobie coś, co przypomina oglądanie wypadku samochodowego w zwolnionym tempie — w dziwnie satysfakcjonujący, hipnotyzujący sposób. To metodyczna spirala ciągnąca w dół, w której bohater dostaje dokładnie to, czego pragnął, tylko po to, by wszystko stopniowo i nieuchronnie się odwróciło. Bear jest tak irytującym protagonistą, że trudno oderwać wzrok od tego, jak konsekwentnie niszczy wszystko, co wokół siebie dobre, wyłącznie dlatego, że boi się zaprosić dziewczynę na randkę. Jak już wspomniałem, Obsesja łączy w sobie elementy horroru, komedii i historii miłosnej, ale przede wszystkim pozostaje opowieścią tragiczną.
I to jest właśnie ten rodzaj horroru, który rezonuje ze mną najbardziej. Mimo że przemyślany, inteligenty i niebojący się konstatować naszej rzeczywistości, to jednak nie odchodzi od swoich gatunkowych korzeni, co rusz rzucając w nas czymś, co albo poruszy nasz żołądek, albo włosy na karku. No i oczywiście jest to monumentalny przykład na to, że da się jeszcze opowiadać świeże rzeczy ze świeżymi ludźmi, bo taka Inde Navarrette tym filmem wpisała się już na stałe w panteon kobiet kina grozy, dając swoim występem coś większego, niż tylko bycie kolejną „straszną babą”. I właśnie o ten niuans tutaj chodzi, a przenika on każdy milimetr filmu Curry’ego.
Oryginalny tytuł: Obsession
Produkcja: USA, 2025
Dystrybucja w Polsce: uip.com.pl

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
