
Być może zabrzmi to o mnie źle jako o widzu i entuzjaście kina, ale opisywany tutaj jest moim pierwszym w życiu zetknięciem z twórczością Radu Jude – chyba najbardziej znanego i uznawanego przedstawiciela rumuńskiej nowej fali. I pewnie wciąż byłby mi to reżyser zupełnie obcy, gdybym pod namową bliskiej mi osoby nie obejrzał z nią wspólnie Aferim!, filmu, który już samym opisem wydał mi się niezwykle intrygujący.
Oto bowiem mamy czarnobiały western osadzony na Wołoszczyznie w pierwszej połowie XIX wieku, który swojego czasu wywołał spore poruszenie ze względu na autorskie ujęcie tematu zniewolenia Romów i roli kobiet w społeczeństwie, zwłaszcza wśród rumuńskich widzów. Bo z tego, co wyłuskałem, czytając o samym Jude, lubi on sięgać do historii własnego narodu, by później opowiadać i poddawać analizie jego współczesność.
Podążamy za policjantem Constandinem (Teodor Corban) i jego synem Ionitą (Mihai Comanoiu) w ich wspólnej podroży przez rumuńską prowincję lat 30. XIX wieku. Nasi bohaterowie polują na nieszczęsnego Carfina (Cuzin Toma), cygańskiego niewolnika. Kara Carfina jest podyktowana niedopuszczalnym przestępstwem, jakim było stanie się obiektem seksualnego pożądania żony swojego pana, Sultany (Mihalea Sîrbu).
I od razu powiem, że jeśli ktoś jest wyczulony na słownictwo określające w sposób pejoratywny konkretne grupy ludzi, film Jude może sprawić, że dozna obfitego krwotoku z uszu. Jednak dobór słownictwa i ogólny, mocno nacechowany seksualnie slang, jakim opowiadany jest film, to wynik szeroko zakrojonych badań nad prawdziwymi relacjami z historii niewolnictwa w kraju przez Jude’a i jego współpracownika Florina Lazarescu.
Składając hołd dla spaghetti westernu, Radu Jude prezentuje całą serię stereotypów na temat tego, czym było życie na początku XIX wieku w osmańskim regionie. Robi to poprzez wykorzystanie różnych tropów zapożyczonych z zachodnich filmów, w szczególności figury „łowców” poszukujących zbiegłych niewolników, cywilów działających jako lokalne organy ścigania, a także poprzez użycie pewnego charakterystycznego języka filmowej estetyki, ukazywania ponurych krajobrazów, pustych przestrzeni, bezkresnych pól i mrocznych lasów. Prócz rezydencji wspomnianego właściciela ziemskiego, wszystko rozrywa się tutaj praktycznie „w dziczy„.
Wraz z nasilającą się obławą rośnie również przemoc — zarówno ta obecna w języku, jak i fizyczna. Na początku filmu Constandin i jego syn napadają spokojny obóz Romów nad brzegiem rzeki, zastraszają jego mieszkańców, grożą im i brutalnie obezwładniają człowieka, który próbuje uciec. Scena ta ukazuje systemowy ucisk charakterystyczny dla rządów mniejszości, w których nieliczni z łatwością podporządkowują sobie znacznie liczniejszą, lecz bezbronną grupę. Poza zdobyciem cennej informacji w obozie Constandin przekazuje synowi lekcję, której tragiczny wydźwięk powraca pod koniec filmu: „dobry rzeźnik nie boi się tysięcy owiec”. W tej przerażającej chwili trudno nie zastanowić się, jaka historyczna postać uznała kiedyś, że warto te słowa zapisać.
Mocną stroną filmu jest sposób, w jaki podejmuje temat niewolnictwa oraz przemocy wobec kobiet, zarówno seksualnej, jak i wynikającej z obowiązujących konwenansów małżeńskich. W scenach rozgrywających się na jarmarku oraz w domu bojara Iordache Cândescu pojawiają się jedynie krótkie przebłyski świata Zachodu, gdzie mieszanka osmańskiej i zachodniej kultury materialnej oraz wyposażenia domowego zostaje ukazana jako typowy obraz Wołoszczyzny przełomu XVIII i XIX wieku. To właśnie ten wyjątkowy, przejściowy melanż Wschodu i Zachodu sprawił, że angielscy i francuscy podróżnicy postrzegali rumuńskie prowincje jako swoistą awangardę Orientu — przestrzeń nie do końca europejską, ale też nie w pełni orientalną.
I właśnie za takie rzeczy pokochałem ten film! Bo gdzie indziej można poczuć właśnie tak autentyczne zderzenie z pomijaną przez mainstream kulturą, jak właśnie w kinie autorskim? Aferim! może być postrzegany jako po prostu historia zbiegłego niewolnika oddająca charakter osmańskiej prowincji z początków XIX wieku. Ale widać w tym jednak zmieniający się paradygmat współczesnej Rumunii lub Mołdawii, w której coraz głośniej zaczyna wybrzmiewać nacjonalizm. A może film ten, po ponad dekadzie od premiery, stanowi oddanie ducha całej, współczesnej Europy?
Oryginalny tytuł: Aferim!
Produkcja: Czechy/Francja/Bułgaria/Rumunia, 2015
Dystrybucja w Polsce: aurorafilms.pl

Częściej słońce, rzadziej deszcz. Entuzjasta kultury wszelkiej, bo przecież nie ma piękniejszej interakcji międzyludzkiej, jak przekazywanie sobie emocji.
