
Wiecie z czym skojarzył mi się Ogień, najnowsza odsłona kultowej już serii Martwe zło? Z wyimaginowanym, heavymetalowym teledyskiem, w którym dosłownie płomienie buchają na wszystkie strony, ludzie są rozrywani na strzępy, a z ciemności dobiega demoniczny chichot. I być może jest to płytkie, jest to nastolatkowe i naiwne, ale cholera, wyszedłem z kina tak mocno usatysfakcjonowany! Da się jak widać dziś robić z klasą kino grozy, które nie musi nikomu nic udowadniać.
Już pomijam fakt, że Martwe zło od czasu jego rebootu z 2013 roku, stało się taką otwartą na kreatywność platformą dla młodych twórców, którzy mogą robić totalnie swoje rzeczy w ramach znanego i cenionego uniwersum. Jednym z nich jest Sébastien Vaniček, francuski reżyser, który w 2023 dał światu przerażające i dosłownie wpełzające pod skórę Robactwo. I jak widać po moich entuzjastycznych słowach wstępu, tutaj również mu się udało.
Alice (Souheila Yacoub) już przed pojawieniem się demonicznych sił była osobą, która wiele przeszła. Była bowiem ofiarą przemocy ze strony swojego uprzywilejowanego, pochodzącego z tradycyjnej rodziny męża, Willa Price’a (George Pullar). Dopiero jego śmierć, spowodowana przez demona znad jeziora, tego samego, którego poznaliśmy w Martwe zło: Przebudzenie (2023), daje jej nadzieję na upragnione wyzwolenie.
Okazuje się jednak, że był to element przemyślanego planu nieumarłych. Ich celem jest kandaryjski sztylet, rodzinna pamiątka Price’ów, która może raz na zawsze unicestwić piekielne byty. W efekcie rodzinne spotkanie nad trumną tragicznie zmarłego szybko zamienia się w krwawą masakrę, a Alice musi zmierzyć się zarówno z dosłownymi demonami przywołanymi przez Necronomicon, jak i z traumami, które prześladowały ją przez lata.
Tak, jak poprzednie odsłony nowego Martwego zła, również Ogień opowiada o rodzinie. A szczególnie skupiony jest na roli kobiety w tradycyjnym, patriarchalnym modelu, w którym dosłownie powiedziane jest, że ta nie istnieje, jeśli nie ma męża oraz dzieci. W ogóle fajnie komponuje się to z pochodzeniem Sébastiena, o którym wspomniałem z pełną premedytacją wcześniej. Alice jest Francuzką przybyłą do Stanów Zjednoczonych dla męża, więc dość wyraźnie rysuje się nam tutaj kulturowy konflikt pomiędzy postępowym Zachodem Europy (tak zwaną Starą Europą) a zacofaną, przemocową Ameryką. Mała rzecz to jednak, bo twórcę wyraźnie interesuje coś zupełnie innego.
A jest to oczywiście ekranowa makabra. Film jest przerażający w najbardziej klasycznym tego słowa ujęciu, posiada dużo całkiem intensywnych sekwencji typowych dla horroru, jest momentami do przesady wręcz brutalny, a groteska sięga zenitu w finale, kiedy nasza bohaterka staje do walki przeciwko swojemu Nemezis. Pewnie bym psioczył na to, że to płytkie, jednak samo wykonanie i ilość serca, którą Vaniček włożył w swoje dzieło, pozwala mi jedynie na czołobitne zachwyty. Bez ściemy powiem Wam, że to najlepiej zrealizowane pod względem wizualnym Martwe zło. Scena w samochodzie czy nakręcona na jednym ujęciu sekwencja z czołgającą się bohaterką obrosną mianem kultu wśród fanów. Znów wracając do Europy, czuć tutaj posmak francuskiej ekstremy.
Stałem się z miejsca również fanem Souheili Yacoub, która daje Alice wyrazistą i intrygującą osobowść, tworząc postać znacznie bardziej złożoną, niż być może wymagałyby tego założenia filmu. Zachwyca niezwykle ujmującą charyzmą, która okazuje się kluczowa, gdy produkcja zamienia się w nieustanny, brutalny atak wymierzony w jej bohaterkę, zarówno na poziomie fizycznym i emocjonalnym. W tym uniwersum demonom może być naprawdę trudno pochłonąć duszę, która żyje w rzeczywistości już tak przesiąkniętej okrucieństwem i beznadzieją.
Idąc na Ogień wiedziałem, że będzie to zapewne kolejny, udany wpis do serii, ale nie spodziewałem się, że spodoba mi się aż tak bardzo. Nawet nie chcę porównywać go do poprzedników, bo serwuje on nam ucztę z zupełnie innej części świata. I bardzo dobrze, przy jednym kocie to nawet demonicznie zreinkarnowany pies zdechnie… czy jak to tam było. Vaniček bez wątpienia doskonale rozumie, czego oczekuje się od tego typu horroru. Dostarcza makabrycznych pomysłów, szaleńczej brutalności i krwawej jatki. Problem w tym, że wszystko, co dzieje się wokół tych elementów, może pozostawić niedosyt.
Oryginalny tytuł: Evil Dead Burn
Produkcja: Kanada/Nowa Zelandia/USA, 2026
Dystrybucja w Polsce: tylkohity.pl


Super recenzja, dzięki za znakomity opis✋
Dziękuję! 🙂