
Horror oparty na dźwięku nie jest niczym nowym. Powiedziałbym nawet, że poprzednie dzieła wykorzystujące ścieżkę audio do wywołania w nas poczucia niepokoju były jednymi z najlepszych filmów w tym gatunku. Niech wymienię tylko wyśmienite Berberian Sound Studio (2012) czy Pontypool (2008). Teraz przyszedł czas na Undertone od studia A24, film, którego tak bardzo chciałem doświadczyć w kinie, a co finalnie musiałem uskutecznić w domowym zaciszu. Tak polscy dystrybutorzy, tego Wam nie wybaczę.
W końcu to, co podsuwa nam nasza własna wyobraźnia, jest często po stokroć bardziej przerażające niż to, co wprost zostaje nam podstawione przed oczy. A granie dźwiękiem, zwłaszcza w dobie wszechobecnych słuchawek, Spotify i podcastów, jest już elementarnym sposobem doświadczania emocji. Przecież muzyka zawsze była na nie nastawiona, więc dajmy twórcom rzeźbić i w tej materii. I Undertone Iana Tuasona dowodzi jednoznacznie, że jest w czym!
Film opowiada historię Evy Babic (Nina Kiri), dziewczyny prowadzącej podcast o tematyce grozy, która wraca do rodzinnego domu, aby opiekować się umierającą matką (Michèle Duquet). Kobieta znajduje się w ostatnim stadium życia, od kilku dni nie je ani nie pije. Opiekująca się nią pielęgniarka uprzedza Evy, by zwracała uwagę na tzw. „śmiertelną grzechotkę”, charakterystyczny rodzaj oddechu zwiastujący nieuchronnie zbliżającą się śmierć. Między zmianą pościeli i czuwaniem przy matce Evy nagrywa kolejne odcinki podcastu All Things Creepy wraz ze swoim współprowadzącym Justinem (Kris Holden-Ried), który nigdy nie pojawia się na ekranie. Justin jest osobą głęboko wierzącą, podczas gdy Evy podchodzi do zjawisk nadprzyrodzonych z dużym sceptycyzmem. Liczne wzmianki o „wchodzeniu w rolę” sugerują jednak, że ich odmienne postawy mogą być jedynie elementem internetowego show.
Punktem zwrotnym tej historii jest moment, w którym Justin informuje Evy o otrzymaniu anonimowej przesyłki zawierającej dziesięć tajemniczych plików audio. Znaczna część filmu opiera się właśnie na odsłuchiwaniu tych nagrań, dokumentujących dramatyczne wydarzenia z życia Jemmy (Keana Lyn Bastidas) i Mike’a (Jeff Yung). Początkowo nagrania dotyczą jedynie lunatykowania i mówienia przez sen Jemmy, jednak z każdym kolejnym plikiem sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca, stopniowo ujawniając, że para padła ofiarą niewyjaśnionych, nadprzyrodzonych zjawisk.
Siadając do Undertone miałem chyba co do niego zbyt wygórowane oczekiwania, bo spodziewałem się kolejnego arcydzieła współczesnego horroru pokroju Skinamarink (2022). Ostatecznie dostałem intymny, bardzo kameralny pokaz ASMR w klimacie kina grozy. Nie zrozumcie mnie jednak źle! Wciąż jest to o kilka poziomów wyżej niż przeciętny straszak, jaki masowo trafia do naszych kin czy na serwisy VOD. Nie sposób też nie oddać twórcy, że miał konkretny pomysł na swoją narrację, dodając od siebie coś więcej, niż tylko standardowy zestaw straszydeł. Ian Tuason, wspólnie z projektantem dźwięku Davidem Gertsmanem, operatorem Grahamem Beasleyem oraz Niną Kiri, stworzył film będący audiowizualnym odpowiednikiem immersyjnego horroru dźwiękowego. W trakcie odsłuchiwania tajemniczych nagrań Evy i Justin zaczynają dostrzegać niepokojące anomalie, ukryte sygnały i zniekształcenia, które prowadzą ich do przerażającej historii związanej z dziecięcymi rymowankami oraz demonem o imieniu Abyzou.
Największym atutem Undertone jest umiejętnie budowane napięcie. Film zachwyca zarówno pod względem wizualnym, jak i budowaniem atmosfery nieustannego niepokoju. Reżyser wykorzystuje długie ujęcia oraz powolne ruchy kamery, by podkreślić grozę kryjącą się w domu Evy. Każdy kadr uwypukla pustkę i przytłaczającą ciszę tego miejsca, sprawiając, że dźwięk staje się niemal jedynym elementem wypełniającym przestrzeń. Wiecie, często dźwięki nie wychodzą poza poziom pokoju, a i tak potrafią wywołać w nas to oczekiwanie poczucie dyskomfortu. Jednak to wewnętrzny stan naszej bohaterki jest najmroczniejszym punktem filmu.
Bo mrok jest jednym z najważniejszych sprzymierzeńców twórcy. Rozległa, pusta przestrzeń i oszczędna scenografia doskonale oddają samotność i wyobcowanie głównej bohaterki. Evy trwa u boku umierającej matki, tęskniąc za jej obecnością, głosem czy dotykiem. Jednocześnie ta wszechobecna pustka staje się źródłem narastającej niepewności, pozostawia miejsce dla wyobraźni i sprawia, że każdy cień czy dźwięk może zwiastować obecność czegoś złowrogiego. Swoją drogą film nakręcone w prawdziwym domu z dzieciństwa reżysera, do którego ten musiał przenieść się w trakcie pandemii i zaopiekować się chorymi rodzicami. Życie pisze jednak najlepsze scenariusze.
Jak wspomniałem, chyba zawiesiłem sobie zbyt wysoko poprzeczkę, bo nieco zdziwił mnie fakt, że mając taki pomysł, taki warsztat i możliwości, twórca finalnie sprowadza to wszystko do puszczonych od tyłu, dziecięcych rymowanek. A szkoda, bo przecież kultura podcastu, szerzej internetu, aż prosi się o eksplorację pod kątem jej tajemnic i czającej się w czeluści grozy. Powtórzę jednak, Undertone jest wyśmienitym pokazem tego, jak można niskim nakładem kosztów stworzyć dzieło, które przenika swoją grozą do samego szpiku kości, będąc przy tym zarówno satysfakcjonującym, jak i skutecznie porywającym widza w unikalny rodzaj filmowego „transu”.
Oryginalny tytuł: The Undertone
Produkcja: Kanada, 2025
Dystrybucja w Polsce: primevideo.com

