Skip to content
Wildweekly.pl
Menu
  • Blog
  • Film
  • Serial
  • Zjawiska paranormalne
  • Książka
  • Muzyka
  • Psychodeliki
  • Kosmos
Menu

The Yeti (2026)

Posted on 2026-09-08 by Oskar Dziki

Tegoroczne The Yeti to w zasadzie poradnik tego, jak nie kręcić filmu z nurtu monster movie. Bo jak pokazuje historia kina, da się przecież zrobić tego typu produkcję dobrze, nawet operując na naprawdę małych budżetach. Nie potrzeba wcale milionów dolarów, żeby stworzyć angażującego potwora, zbudować odpowiednią atmosferę czy sprawić, żeby widz faktycznie przejął się losami bohaterów. Potrzeba za to pomysłu, wyczucia gatunku i przede wszystkim świadomości tego, czym właściwie ma być oglądany przez nas film.

Co ciekawe, nawet sam nurt związany z mityczną Wielką Stopą, czyli całe Sasquaploitation, ma do zaoferowania o wiele lepsze i bardziej koherentne tytuły niż ten właśnie przeze mnie obejrzany. A przecież nie jest to nurt, który jakoś szczególnie obradza w dobre filmy. Wręcz przeciwnie, większość produkcji tego typu balansuje gdzieś pomiędzy tanim kinem grozy, eksploatacją a kompletną filmową abominacją. Tym bardziej dziwi więc fakt, że The Yeti nie potrafi nawet wykorzystać tych najbardziej podstawowych elementów, które w podobnych produkcjach potrafią zadziałać.

W 1947 roku, w świecie rodem z tandetnej kroniki filmowej lat 40., słynny naftowiec Merrill Sunday Sr. (Corbin Bernson) oraz legendarny odkrywca Hollis Bannister (William Sadler) znikają w tajemniczych okolicznościach, a ich statek wysyła ostatni, desperacki sygnał „MAYDAY”. Syn Merrilla, Merrill Sunday Jr. (Eric Nelsen), postanawia zorganizować ekspedycję ratunkową. W skład jego drużyny wchodzą bezwzględny łowca i człowiek od brudnej roboty z na wpół zdeformowaną twarzą (Linc Hand), „Dynamite” Hewitt (w tej roli współscenarzysta i reżyser), ekscentryczny radiowy dziennikarz (Jim Cummings) oraz Ellie (Brittany Allen), utalentowana kartografka i córka zaginionego odkrywcy.

Wkrótce wyprawa zaczyna przypominać koszmar. Bohaterowie gubią drogę, zostają odcięci od reszty świata i zaczynają być atakowani przez tajemniczą bestię czającą się w ciemności. Problem w tym, że ciemność zdaje się nie mieć końca, a wraz z nią rośnie poczucie zagrożenia i beznadziei. To, co miało być misją ratunkową, szybko przeradza się w desperacką walkę o przetrwanie.

W ogóle konstrukcja samego filmu jest dziwna, bo w zasadzie opowiada on o grupie ludzi uwięzionych w zaśnieżonych górach, którzy muszą zmierzyć się z tytułowym monstrum. Mamy więc całkiem wdzięczny punkt wyjścia: izolacja, śnieg, góry, ograniczona widoczność, potencjalnie śmiertelne zagrożenie czające się gdzieś poza zasięgiem wzroku. To wręcz gotowy przepis na klaustrofobiczny monster movie. Problem polega na tym, że The Yeti robi wszystko, żeby z tego przepisu nie wyszło absolutnie nic. A co najgorsze, wszystko to po prostu… nudzi. Początek jest mega pośpieszny i zalewa nas lakoniczną ekspozycją. Film próbuje w ekspresowym tempie przedstawić bohaterów, ich sytuację oraz podstawowe założenia fabularne, ale zamiast sprawnie wprowadzić nas w historię, sprawia wrażenie, jakby twórcy chcieli jak najszybciej przejść do właściwej części filmu. Tyle tylko, że kiedy już tam docieramy, wcale nie robi się ciekawiej. Później jest już tylko gorzej, bo w zasadzie oglądamy głupich ludzi robiących głupie rzeczy na sztucznym, często zbyt ciemnym tle. Bohaterowie podejmują decyzje, które nie tylko trudno uznać za racjonalne, ale często sprawiają wrażenie napisanych wyłącznie po to, żeby fabuła mogła posunąć się o kilka kolejnych minut. Brakuje tutaj poczucia zagrożenia, logiki działania postaci czy choćby zwykłej ciekawości, co stanie się z nimi za chwilę.

I właśnie dlatego tak szybko pojawia się obojętność. Skoro bohaterowie zachowują się idiotycznie, a scenariusz nie daje nam żadnego powodu, żeby się z nimi utożsamiać, to kolejne zgony czy niebezpieczne sytuacje przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Do tego dochodzi realizacja. Śnieżne góry powinny być jednym z największych atutów filmu, mogą przecież budować poczucie izolacji i beznadziei. Tutaj jednak często wyglądają po prostu sztucznie. Tło jest momentami tak ciemne, że zamiast zwiększać napięcie, zwyczajnie utrudnia śledzenie tego, co dzieje się na ekranie. Nie ma też specjalnie poczucia przestrzeni czy skali. Zamiast poczuć, że bohaterowie są gdzieś na odludziu, mam raczej wrażenie, że oglądam grupę aktorów biegających po niezbyt przekonującej scenografii.

A sam potwór? Ano, za wiele go nie uświadczymy, bo i tak tandetny kostium twórca ukrywa za toną bzdurnych dialogów. I jest to chyba największy grzech tego typu filmów. Bo jaka to historia o potworze, skoro potwora de facto nie ma? Rozumiem oczywiście, że ograniczony budżet może wymuszać oszczędność w pokazywaniu monstrum. Ba, w wielu przypadkach właśnie ograniczenie jego ekranowej obecności może działać na korzyść filmu. Problem w tym, że trzeba wtedy czymś tę nieobecność zastąpić, atmosferą, napięciem, sugestią, dźwiękiem, dobrze napisanymi bohaterami czy poczuciem ciągłego zagrożenia. The Yeti nie oferuje właściwie żadnej z tych rzeczy. Potwór nie jest więc tajemnicą, której chcemy się przyjrzeć bliżej. Jest raczej nieobecnością, którą film próbuje przykryć wszystkim, czym tylko się da.

W efekcie dostajemy produkcję, która nie potrafi zdecydować, czym właściwie chce być. To komedia, która nie wie, jak być zabawną, oraz horror, który nie potrafi w ogóle korzystać z gatunkowych chwytów. Nie ma tutaj ani odpowiedniego napięcia, ani porządnego gore, ani atmosfery, ani humoru, który pozwoliłby potraktować całość jako świadomie głupią zabawę. Najbardziej boli jednak to, że potencjał był. Yeti, zaśnieżone góry i grupa ludzi odciętych od świata to przecież materiał na naprawdę przyjemne, proste kino gatunkowe. Nie oczekiwałem tutaj drugiego Czegoś (1982). Wystarczyłby mi sprawnie zrealizowany, tani monster movie, który rozumie, dlaczego widz w ogóle sięga po tego typu filmy. Omijać szerokim łukiem.

Oryginalny tytuł: The Yeti

Produkcja: USA, 2026

Dystrybucja w Polsce: cda.pl

Oskar Dziki
Oskar Dziki

Nie znam się na niczym, ale chętnie dorzucę swoje trzy grosze!

Post Views: 42
Kategoria: Film

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne posty

  1. Wyliczanka (1986) – Wildweekly.pl - Piątek trzynastego (1980)2026-09-01

    […] odmianę horroru, tym razem próbują wejść na teren zarezerwowany dla takich produkcji jak Piątek trzynastego (1980) czy Podpalenie (1981). Podobnych prób…

  2. Ice Cream Man (2026) - Wildweekly.pl - Straszny film (2026)2026-08-26

    […] nawet, że Ice Cream Man jest znacznie bardziej kompetentną parodią gatunku niż tegoroczny Straszny film […]

  3. admin - Martwe zło: Ogień (2026)2026-07-16

    Dziękuję! :)

  4. Poncjusz - Martwe zło: Ogień (2026)2026-07-16

    Super recenzja, dzięki za znakomity opis✋

Kontakt

Mail: oskardziki@gmail.com

https://www.facebook.com/WildWeekly

© 2026 Wildweekly.pl | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme