Zapach cynamonu rozprzestrzeniający się w powietrzu, ciepły powiew wiatru na policzku, ciepły kocyk, dobra książka, pumpkin spice latte i inne fancy wymysły – tak w skrócie można opisać jesieniąra vibes. A coś o tym wiem, gdyż jestem spod znaku wschodzącej dyni. No, dobrze, mamy już zaspokojone wszystkie zmysły… Prawie wszystkie. Zapomniałam o dźwięku! Niniejszym naprawiam swój błąd prezentując wybitnie subiektywny w swojej obiektywności ranking dziesięciu najlepszych jesieniarskich hitów rynku muzycznego!
10. Romantyczna melancholia, czyli Lana Del Rey — Say Yes to Heaven
Kiedy za oknem pada, niech Ci zagra Lana! Ale serio, jeśli pogoda jest wybitnie deszczowa, a – jak wiemy – BĘDZIE, to „Say yes to heaven” w głośnikach totalnie zrobi robotę. Chociaż może to średnio dobrze, bo ta piosenka z pewnością wywoła melancholię. Myśli popłyną swobodnie w stronę dawnych relacji, a Ty złapiesz doła. No, nie ma za co.
9. Jesienny klasyk, czyli The Neighbourhood — Sweater Weather
Sweater weather? – włóż ten sweter! Nie wiem. U mnie ten utwór to totalna jesień, przywołująca tym razem – w opozycji do Lany – pozytywne strony relacji romantycznej. Spacer wśród liści, kiedy w jednej ręce kubek z pumpkin spice latte, a w drugiej – dłoń osoby partnerskiej? Wchodzę w to!
8. Wspomnienia, czyli Taylor Swift — Cardigan
Masz cardigan? Kup pan dywan! Taylorka to umie w klimat, co? „Cardigan” jest jak masełko rozpływające się na kluseczkach leniwych. Okraszonych cukrem. Z odrobiną dżemu truskawkowego z biedronki, oczywiście. On jest prawie tak mniam, jak Taylor! Dobra, koniec zachwytów. Ta piosenka to must have na jesiennej playliście każdej szanującej się jesieniary – klasyczny przykład muzyki sprawiający, że jesień kojarzy się z powrotami do przeszłości, ale równocześnie do emocji, które nie zawsze do końca wygasły…
7. Nostalgia, czyli Lord Huron — The Night We Met
The night we met was like thousands skarpets! Poliglotką jestem, kurcze, nagle. To może użyję jeszcze jednego zwrotu z listy słów obcojęzycznych. Soundtrack. „The Night We Met” to soundtrack do ogólnoświatowej akcji „wspominam ludzi i chwile do których już nie wrócę”. Lubisz smutniejsze i filmowe brzmienia? Klikaj „pleja”.
6. Ciepłe brzmienie, czyli Hozier — Too Sweet
Nie „too sweet” – jesteś „fit”! Tak się średnio rymnęło, ale nie ma rymu do „sweet” w moim słowniku. A utwór? Klasa! Głęboki wokal w połączeniu z wyrazistym rytmem dają lekko mroczny charakter, który przełamuje tę cholerną melancholię, którą i tak wywołuje. Mnie osobiście ta piosenka dosłownie boli. Ale nie polecam chodzić jesienią po mieście w miejsca, które kojarzą się z silnymi emocjami, mając „Top Sweet” na słuchawkach. To jest po prostu „too much”. Wierzcie mi, przetestowane.
5. Intymność, czyli Mitski — My Love Mine All Mine
Jesteś majn – lejmy łajn! Boże, subtelność tej piosenki jest tak miękka, że porównania znaleźć nie mogę. Refleksyjna piosenka o miłości, która nie musi boleć. To wspomnienie, ale pomimo upływu czasu jest ważne i… dobre. Spokojny wieczór? Puść ten utwór, a stworzysz wyjątkowo osobistą przestrzeń.
4. Nocny klimat, czyli Cigarettes After Sex — Apocalypse
Ciarettes after sex lepsze niż duraleks! Stworzone tempo, takie doskonale powolne, do tego eteryczne brzmienie? To jak nocna jazda samochodem po pustych ulicach po których śmigają czerwone liście, a wszystko to odbywa się przy akompaniamencie przeciągających się do późna rozmów… Ah…! <3
3. Kontakt z naturą, czyli Bon Iver — Holocene
Holocene ma swą cenę! Ja naprawdę mam słabość do folkowych brzmień. Robisz sobie solo trip do parku? Będziesz spacerować pośród mokrych liści i mgły? Włączaj. Wyciszenie i kontemplacja gwarantowane.
2. Jesienny smutek, czyli Radiohead — No Surprises
Radiohead ma ten łeb! Ciężki emocjonalnie utwór, to nie ma co ukrywać. Ale z bombą emocjonalną kontrastuje łagodna melancholia, więc wchodzi gładko. Świetna propozycja, jeśli w muzyce ważne dla Ciebie jest coś więcej niż przyjemne tło.
Łagodna melodia kontrastuje z cięższym emocjonalnie wydźwiękiem utworu. To propozycja dla osób, które w jesiennej muzyce szukają czegoś więcej niż przyjemnego tła.
1. Powrót do przeszłości, czyli Djo — End of Beginning
Tu nie będzie rymowanki. Tu powiem jedno. MÓJ ABSOLUTNY FAWORYT RANKINGU TOP10 JESIENIARA VIBES! Można wręczyć wykonawcy ziemniaczany order. Piosenka sztos nad sztosami. Nostalgia, zmiany, miejsce pozostające częścią naszej historii… Piękne zwieńczenie rankingu, naprawdę. W końcu jesień to moment podsumowań i refleksji…
Mogłoby się wydawać, że jesienna playlista jest smętna, nudna i dołująca. Ja tak tego nie widzę. Jesień po prostu jest… Jesienią. To naprawdę stan, nie pora roku. Czas na podomykanie spraw i otwarcie się na nowe. Uświadomienie sobie, że panta rhei. Ale też jest bardzo… cosy. Mimo chłodnej temperatury, mi jesień zawsze będzie kojarzyć się z ciepełkiem. Choćby tym przy spotkaniach w gronie bliskich osób przy wycinaniu potworków z dyni. Bo ciepła nie trzeba czuć na skórze, żeby czuć je w całym ciele.
Amen.
Całą playlistę macie TUTAJ.
PS. Przyznać się, kto NIE kocha moich rymowanek? Ups… Ani jednej ręki w górze… 😀

