Pamiętacie czasy, kiedy określenie „nerd” było jeszcze obelgą? Gdyby ktoś przykleił mi taką etykietę w szkole średniej, prawdopodobnie przeżywałbym to przez całe miesiące. Dziś, jako dorosły, nosiłbym ten tytuł z dumą i najwyraźniej nie jestem w tym odosobniony.
Aż 83% badanych uważa bowiem, że określenie „nerd” jest komplementem. Co więcej, z badania przeprowadzonego wśród 1000 dorosłych przez aplikację edukacyjną Nibble wynika, że aż 95% osób byłoby skłonnych umówić się z kimś znacznie od siebie mądrzejszym.
No bo kto by tego nie chciał? Inteligencja potrafi być niezwykle atrakcyjna. Aż 58% badanych uważa, że popisywanie się podczas randki wiedzą historyczną lub naukową jest po prostu „cholernie seksowne”. Co więcej, 60% twierdzi, że osoba dobrze obeznana z historią wydaje im się dzięki temu bardziej atrakcyjna.
Dorastając, wielu z nas było przekonywanych, że bycie „kujonem” to coś, czego należy się wstydzić. Jak śmiesz czerpać przyjemność z czytania, dobrze radzić sobie w szkole i stawiać edukację na pierwszym miejscu? Przecież to wszystko musi oznaczać, że będziesz fatalnym kandydatem na partnera! Znacznie lepiej umówić się ze sportowcem, prawda?
Z wiekiem jednak wielu z nas zaczyna doceniać i wręcz poszukiwać głębokiej stymulacji intelektualnej w relacjach. Sama powierzchowna „fajność”, cokolwiek miałaby właściwie oznaczać, i atrakcyjny wygląd przestają wystarczać. Coraz częściej pociągają nas ludzie, którzy mają rozległą, często bardzo specjalistyczną wiedzę z zakresu historii, nauki czy innych dziedzin. Jak wynika z badań, większość osób byłaby też gotowa związać się z kimś, kto przewyższa ich inteligencją.
Moim zdaniem możliwość uczenia się od osoby, z którą jesteśmy, jest jednym z najbardziej intymnych aspektów miłości. Warto jednak pamiętać, że inteligencja ma wiele różnych oblicz. Możesz nie być molem książkowym ani pasjonatem historii, ale za to mieć doskonale rozwiniętą inteligencję emocjonalną. A ta również może okazać się niezwykle cenna w relacjach i podczas randkowania.

Oczywiście, jak to zwykle bywa w świecie randek, jest tu zarówno dobra, jak i zła wiadomość. Skoro tak wiele osób poszukuje inteligentnego partnera, niektórzy zaczęli wykorzystywać swoją wiedzę jako sposób na przyciągnięcie potencjalnych dopasowań, zamiast imponować wyglądem, próbują zrobić wrażenie intelektem.
Według ankiety 39% badanych przyznało, że korzystało ze sztucznej inteligencji, aby wyszukać ciekawostkę historyczną tylko po to, by zaimponować komuś podczas randki. Z kolei jedna na pięć osób celowo zapamiętywała informacje historyczne lub naukowe, żeby zrobić wrażenie na swoim potencjalnym partnerze.
„Ponieważ sztuczna inteligencja stała się swego rodzaju symbolem statusu, wkroczyła w nasze życie i sprawiła, że każdy może dziś występować w roli eksperta” — mówi Sarah Stewart, specjalistka ds. zachowań edukacyjnych w Nibble. „Tworzy to ciekawy paradoks: każdy może prowadzić rozmowę na niemal eksperckim poziomie, o ile wcześniej odpowiednio przygotuje się z pomocą AI. Wystarczy jednak zadać pytanie wykraczające poza zakres tego przygotowania, a cała ta pewność siebie szybko się rozpada”.
Na szczęście podczas spotkania na żywo stosunkowo łatwo zauważyć, kiedy ktoś próbuje udawać bardziej inteligentnego, niż jest w rzeczywistości. W aplikacji randkowej sprawa staje się jednak znacznie bardziej skomplikowana.
Jeśli już, sztuczna inteligencja tylko wzmacnia potrzebę nawiązywania relacji z kimś na poziomie intelektualnym, emocjonalnym i psychicznym, a nie wyłącznie fizycznym czy seksualnym. Z czasem coraz łatwiej będzie rozpoznać odpowiedzi wygenerowane przez AI, bo prawdziwej inteligencji nie da się tak łatwo udawać.
„To tylko zwiększyło atrakcyjność autentycznej inteligencji, ponieważ uczyniło ją czymś w rodzaju nieoszlifowanego diamentu” — mówi Stewart. „W czasach, gdy ludzie mogą niejako wypożyczyć inteligencję za kilka tokenów, prawdziwą wartością stają się osoby, które potrafią samodzielnie myśleć”.
Źródło: vice.com
Nie znam się na niczym, ale chętnie dorzucę swoje trzy grosze!

