
O Lalce dowiedziałem się z przecudownego peja His Name is Death, który w swoim rzetelnym poście poddał film krytyce, podsycając popularną wśród widowni opinię, że horror jako gatunek nie ma już dziś nic ciekawego do zaoferowania. Może tak jest, nie wiem, nie znam się.
A o moim braku gatunkowych kompetencji niech najlepiej świadczy fakt, że Lalka… całkiem mi się podobała! W końcu to odnoszący się do estetyki grindhouse’u, nakręcony na ziarnistej taśmie 16 mm gorączkowy koszmar, w którym logika ustępuje terrorowi i poczuciu totalnego zaszczucia. Dlatego też nie przeszkadzają mi wszystkie te głupoty i nieracjonalne ruchy bohaterów. Taka jest konwencja, a twórcy wydają się jej w pełni świadomi.
Macy i Chase wybierają się w odludne rejony lasu, gdzie romantyczny wyjazd szybko zamienia się w koszmar. Para natrafia na tajemniczą postać w przerażającej masce przypominającej porcelanową lalkę. Chase zostaje zaatakowany, a Macy trafia do odizolowanego domu, gdzie tytułowa Dolly zaczyna traktować ją jak własne dziecko. Uwięziona kobieta musi znaleźć sposób na przetrwanie i ucieczkę z miejsca, w którym granica między opieką, obsesją i przemocą dawno przestała istnieć.
Jednak to, co ujęło mnie najbardziej, leży pod spodem tej uroczo obrzydliwej plastyki i zwyrodnienia, które wylewa się z ekranu. Dla mnie film ten jest na swój makabryczny sposób obrazem konfliktu pokoleń, a przede wszystkim społecznej roli kobiety jako matki. Tytułowa bohaterka, identyfikowana jako kobieta, ale posiadająca cechy sugerujące tożsamościową płynność, staje się ofiarą patriarchalnego modelu rodziny jako komórki społecznie spełnionej przede wszystkim poprzez posiadanie potomstwa. Niemoc w poczęciu drogą naturalną zmusza ją więc do „adoptowania” przypadkowych turystów.
I właśnie tutaj pojawia się Macy, fantastyczna Fabianne Therese, reprezentująca zupełnie inny model kobiecości. To kobieta progresu, która otwarcie mówi o swojej niechęci do posiadania dzieci, nawet jeśli macierzyństwo stanowi ważną część przyszłości osoby, którą kocha. Jej stanowisko nie jest dla Dolly po prostu odmienną opinią. Staje się czymś, czego ta druga kobieta nie potrafi zaakceptować, bo podważa cały system wartości, na którym zbudowała własną tożsamość.
Zderzenie tych dwóch światów, które Rod Blackhurst dość wyraźnie wartościuje, eskaluje w leśnej głuszy do poziomu klasycznej filmowej paranoi. Lalka stoi jedną nogą w kinie o konflikcie społecznym, a drugą w brudnym, bezkompromisowym horrorze survivalowym. Najbliżej mu oczywiście do Teksańskiej masakry piłą mechaniczną (1974), zarówno pod względem atmosfery, jak i poczucia, że bohaterowie znaleźli się w miejscu, w którym obowiązują zupełnie inne zasady. Choć ja widzę tutaj również, być może niezamierzoną, inspirację zapomnianym już „Backwoods” z 1988 roku, który w erze boomu na kasety VHS dotarł nad Wisłę pod tytułem „Ostępy”.
Oczywiście można zarzucić filmowi prostotę, schematyczność czy zbyt łopatologiczne podejście do przedstawianego konfliktu. Można również kręcić nosem na bohaterów podejmujących decyzje, które z perspektywy zdrowego rozsądku wydają się kompletnie idiotyczne. Tylko że Lalka nie jest filmem, który szczególnie przejmuje się zdrowym rozsądkiem. To gorączkowy koszmar podporządkowany przede wszystkim atmosferze, cielesności i poczuciu osaczenia. A kiedy przyjmiemy jego reguły gry, te wszystkie fabularne niedorzeczności zaczynają przeszkadzać znacznie mniej.
Fajnie więc, że takie kino wciąż da się dzisiaj robić. Lalka nie jest może odkryciem Ameryki ani dowodem na to, że horror właśnie przeżywa swoje nowe złote czasy, ale też wcale nie musi nim być. Wystarczy, że jest brudnym, paskudnym, momentami absurdalnym i zaskakująco interesującym gatunkowym kawałkiem kina, który pod warstwą krwi, lateksu i grindhouse’owego szaleństwa próbuje powiedzieć coś więcej o tym, co właściwie znaczy być kobietą i czego społeczeństwo wciąż od kobiet oczekuje. A że robi to przy okazji za pomocą piły, porcelanowej maski i sporej ilości gore? Tym lepiej.
Oryginalny tytuł: Dolly
Produkcja: USA, 2025
Dystrybucja w Polsce: velvetspoon.pl
Nie znam się na niczym, ale chętnie dorzucę swoje trzy grosze!

