
Rodzice na ogół kochają swoje dzieci i o nie dbają. Nie jest to oczywiście regułą, ale przeważnie zrobią dla nich wszystko. Nawet jeśli miałoby to oznaczać przekroczenie pewnych barier. Czasami są oni w stanie złamać ustalone zasady, czy nawet prawo, tylko po to, by ich dzieciom się wiodło i były szczęśliwe. Takie też historie uwielbia kino i to niezależnie od szerokości geograficznej.
Francja nie jest tu wyjątkiem. Tam też żyją rodzice. Jednym z tego przykładów jest film Oczy bez twarzy powstały w 1960 roku na podstawie powieści pisarza Jeana Redona. Obraz w reżyserii Georgesa Franju wpisuje się także w inny znany z kinematografii motyw, a mianowicie w jego centralnym punkcie znajduje się szalony naukowiec oraz jego równie szalone eksperymenty.
Dr. Génessier (Pierre Brasseur) jest lekarzem, który potrafi w chirurgię. Prowadzi własną prywatną klinikę poza miastem. Przechowuje w nie pacjentów, ale także młode kobiety. Robi to wbrew ich woli. Zwabia je podstępem do siebie, w czym pomaga mu asystentka Louise (Alida Valli). Ta swoista naganiaczka spędza dni, jeżdżąc po mieście i wyszukując nowe cele.
A są nimi głównie studentki. Następnie, oferując pomoc i udając miłą, wywozi je do ośrodka, gdzie są usypiane przez doktora. Następnie przygotowuje on je do makabrycznego zabiegu. A wszystko to by pomóc swojej córce Christiane (Édith Scob), która parę lat wcześniej uległa groźnemu wypadkowi i od tej pory musi chodzić w masce.
Zobacz cały film poniżej:
Film należy zaliczyć do tych z rodzaju krwawych. Fakt ten zasługuje na wspomnienie, zwłaszcza jeśli wspomni się rok jego powstania. Podejrzewam, że w tamtych czasach musiał budzić nie lada zgrozę, czy nawet szok pośród publiki. Nawet dzisiaj niektóre sceny mogą wzbudzać, w co wrażliwszych widzach moment wzdrygnięcia.
Mam tu na przykład na myśli scenę operacji, która jest bardzo skrupulatnie pokazana, z dokumentalnym wręcz zacięciem. Oczywiście krew nie leje się tu hektolitrami, ale napięcie jest skutecznie dozowane. Jest to schludna produkcja, która nie epatuje przemocą. Za to w sposób wielce realistyczny i wiarygodny ukazuje nam pewne zjawiska i zachowanie z pogranicza ekstremum.
Obraz zahacza o lekką eksploatację, ale ogólnie można go określić mianem klasyka. Jest bardzo stylowo nakręcony, a gra jest aktorska powściągliwa bez zbędnych ozdobników. Jest tu trochę krzyków, ale nie są one irytujące, ani zbytnio rozciągnięte. Co ciekawe ostateczną walkę główny antagonista stacza nie za żadną z niewiast, czy policją, lecz ze zgrają psów, które trzyma w piwnicy celem eksperymentów. Scena ich ataku na niego jest bardzo sprawnie i autentycznie nakręcona, stając się intrygującym wpleceniem wątku animal attack.
Drugą stroną karzącej ręki sprawiedliwości staje się córka lekarza, do której przemawia w końcu sumienie i buntuje się przeciwko jego okrutnym praktykom. Film eksploruje także motywy body horroru, opowiadając o groteskowych przeszczepach tkanki. Jest to dość przerażająca wizja, jeśli tylko wejdzie się w buty ofiar. Oczy bez twarzy to na pewno produkcja warta uwagi dla ludzi ceniących sobie bardziej subtelne kino grozy, kładące nacisk na psychologiczny rys bohaterów oraz nastrój.
Oryginalny tytuł: Les yeux sans visage
Produkcja: Francja/Włochy, 1960
Dystrybucja w Polsce: BRAK

