
Po latach przypomniałem sobie Fortecę (1985) Archa Nicholsona, feministyczne kino zemsty z mocnym survivalowym zacięciem. W końcu akcja rozgrywa się w australijskim buszu, gdzie trzeba sobie radzić nie tylko z bandą zamaskowanych, zwyrodniałych porywaczy, ale również z surową i bezwzględną naturą. A takie kino, które w umiejętny sposób wykorzystuje świat przedstawiony, zawsze kręciło mnie najbardziej. Może dlatego, że sam zdecydowanie zbyt dużo czasu spędzam w lesie?
W niewybrednym i pozbawionym sentymentów otwarciu Sally Jones (Rachel Ward) sprawuje opiekę nad dziewięcioosobową klasą w niewielkiej, położonej na odludziu szkole. Spokój szybko zostaje jednak brutalnie przerwany, gdy pojawia się czterech zamaskowanych mężczyzn, Świętego Mikołaja (Peter Hehir), Kaczora (Vernon Wells), Kota (David Bradshaw) i Mysz (Roger Stephen). Uzbrojeni w strzelby porywacze pakują nauczycielkę i dzieci do furgonetki, wywożą ich w dzicz, a następnie zamykają w jaskini, blokując wejście potężnym głazem.
Zakładnicy nie zamierzają jednak bezczynnie czekać na rozwój wydarzeń. Sally i dzieci szybko odkrywają podwodne wyjście z jaskini i wydostają się na wolność. Ruszają przez australijski busz, który zamiast oferować schronienie, staje się kolejnym źródłem zagrożenia. W końcu trafiają na farmę, gdzie, rzecz jasna, ukrywa się banda. Sytuacja szybko wymyka się spod kontroli. Ginie niewinna starsza para, a jeden z członków gangu zostaje zamordowany, kiedy próbuje się wycofać.
Przerażona Sally uświadamia sobie, że jeśli chce ochronić dzieci, nie może już dalej uciekać. Całą ekipą wracają więc do jaskini i zaczynają przygotowywać się do walki. Film wchodzi tym samym w rejony Władcy much, zamieniając bezbronne dzieci w grupę młodych survivalowców, którzy zastawiają pułapki i uczą się odpowiadać przemocą na przemoc. Tym bardziej że pozostali przy życiu porywacze zaczynają kierować wobec nauczycielki i najstarszej z dziewczynek coraz bardziej odrażające groźby o charakterze seksualnym.
Finał przynosi już bezkompromisową eskalację przemocy. W duchu Uwolnienia (1972) pojawia się również pytanie o granicę między samoobroną a brutalną zemstą. Policjanci nie są specjalnie zachwyceni sposobem, w jaki potraktowano zwłoki porywaczy, ale panna Jones nie zamierza specjalnie tłumaczyć swoich decyzji. A jednym z najbardziej makabrycznych dowodów na to, jak daleko poszły dzieci, jest ludzkie serce przechowywane w słoiku pośród materiałów plastycznych. Co ciekawe, film został luźno oparty na prawdziwym wydarzeniu, porwaniu nauczycielki i jej klasy ze szkoły Faraday w 1972 roku. Za uprowadzeniem stali Edwin John Eastwood i Robert Clyde Boland. Nicholson bierze jednak ten punkt wyjścia i przepuszcza go przez filtr kina eksploatacji, thrillera, horroru i survivalu.
Trzeba przyznać, że Forteca po tych wszystkich latach nadal się broni. Oczywiście dostarcza tego, czego od gatunku oczekujemy, dreszczyku emocji, napięcia i poczucia zagrożenia. Jednak pod względem warsztatowym potrafi zachwycić równie mocno. Szczególnie pięknymi zdjęciami australijskich pejzaży. Busz nie jest tutaj jedynie tłem wydarzeń. Staje się niemal osobnym bohaterem filmu: pięknym, majestatycznym, ale jednocześnie obcym i potencjalnie śmiertelnie niebezpiecznym. Zresztą nawet kangury zaliczają tu swój mały występ. Trochę żałuję natomiast, że dzieciaki, które stanowią przecież sporą część obsady, tak naprawdę nigdy nie zostają wystawione na większe niebezpieczeństwo. Rozumiem oczywiście, że w grę wchodzi pewne tabu, ale jego częściowe przełamanie mogłoby znacząco podnieść temperaturę filmu jako horroru, z którego Forteca i tak wyraźnie czerpie. Momentami aż prosi się o większą bezkompromisowość.
Na szczęście większość uwagi skupia na sobie Rachel Ward jako najodważniejsza nauczycielka na świecie. Jej bohaterka nie jest od początku nieustraszoną heroiną. Przeciwnie, musi najpierw przełamać własny strach, a świetna scena ataku paniki w podwodnej jaskini pokazuje to wyjątkowo sugestywnie. Dopiero później strach zostaje przekuty w działanie i czynny opór. Kulminacją jest nieco pośpieszny i przerysowany, ale przy tym piekielnie satysfakcjonujący finał. I właśnie ta mieszanka działa tutaj najlepiej.
Produkcja potrafi być brutalnym thrillerem, survivalem, kinem zemsty, a chwilami wręcz horrorem, ale jednocześnie zachowuje coś z charakterystycznego dla Ozploitation zamiłowania do wykorzystywania australijskiego krajobrazu jako źródła niepokoju. To kino może nie jest idealne, ale ma własny charakter, atmosferę i kilka naprawdę mocnych momentów. Czy to zapomniany klejnot kina Ozploitation? Dla mnie jak najbardziej. A jeśli ktoś lubi thrillery, w których piękny krajobraz w każdej chwili może zamienić się w pułapkę, Forteca zdecydowanie zasługuje na ponowne odkrycie.
Oryginalny tytuł: Fortress
Produkcja: Australia, 1985
Dystrybucja w Polsce: BRAK
Nie znam się na niczym, ale chętnie dorzucę swoje trzy grosze!

