Skip to content
Wildweekly.pl
Menu
  • Blog
  • Film
  • Serial
  • Zjawiska paranormalne
  • Książka
  • Muzyka
  • Psychodeliki
  • Kosmos
Menu

Między buntem a ekstazą – Top 10 albumów lat 70.

Posted on 2026-11-062026-11-06 by Andrzej Kownacki

Czasami tęsknię za latami 70. Mimo, że nie było mnie wtedy na świecie. Jest to takie dziwne uczucie ocierające się o derealizację. Jednym z czynników, który pomaga mi wprowadzić się w ten stan jest muzyka. Była to bardzo bogata jeśli chodzi o ów aspekt kultury epoka. Niektórzy uważają ją nawet za najlepszą w historii. Ponieważ kiedyś robiłem zestawienie albumów lat 80. to postanowiłem w podobny sposób się zabawiać z poprzedzającym je dziesięcioleciem.

Oczywiście w sposób całkiem subiektywny. Na pewno wyszło wówczas sporo słynnych nagrań, a triumfy świeciły największe gwiazdy scen muzycznych. Panowało też spore zróżnicowanie jeśli idzie o nowe gatunki, które zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu, zwłaszcza w drugiej połowie dekady.

10. Fleetwood Mac – Rumours (1977)

Najbardziej, że tak powiem, zwyczajna pozycja w zestawieniu to album Rumours grupy Fleetwood Mac z 1977 roku. Płyta, która wywindowała zespół na same szczyty, zarówno list przebojów jak i popularności. Pięcioosobowy skład idealnie się komponuje, a wszyscy muzycy byli tu w najwyższej mocy produkcyjnej. Osiągnęli szczyt swych możliwości. Album zawiera prawie same przeboje na czele z Dreams, Go Your Own Way, czy Don’t Stop. Jest to też poniekąd symbol epoki, opierając się na melodyjnych kompozycjach. Wydźwięk jest raczej radosny, a Stevie Nicks porzuciła swoje mroczne oblicze, jeśli idzie o teksty. Nawet po kilku dekadach nadal nieźle słucha się Rumours. Posiada jednocześnie silnie wyczuwalny klimat czasów, co nadaje mu tylko nostalgicznego nastroju.

9. Suicide – Suicide (1977)

Czas na coś bardziej obskurnego. W formie i treści. Zespół o jakże uroczej nazwie Suicide tworzyło ledwie dwóch ludzi, Alan Vega i Martin Rev. Można ich nazwać prekursorami tego typu kombinacji, które rozbłysły w latach 80. w postaci takich grup jak Soft Cell lub Pet Shop Boys. Także muzycznie Suicide stanowili zapowiedź tego, co ma nadejść dzięki silnemu wykorzystaniu syntezatorów. To właśnie jego agresywne, pulsujące dźwięki stały się charakterystycznym punktem w twórczości duetu. Ich debiutancki album „Suicide” to dość krótka płyta, ale jest to jej zaletą. Ponieważ gdyby była dłuższa, to można by ją oskarżyć o monotonię i powtarzalność. W każdym kawałku czuć tutaj niesamowitą energię i psychotyczne wręcz napięcie. To właśnie ta specyficzna forma lęku przed światem jest wyznacznikiem muzyki Suicide, która równie dobrze co do ucieczki nadaje się na taneczny parkiet.

8. Brian Eno – Another Green World (1975)

Brain Eno wydał co najmniej kilka ważnych i cenionych albumów, także w latach 70. Moim faworytem był zawsze Another Green World z 1975. Brian Eno to być może i najważniejszy producent w historii, który przykładał rękę do najbardziej kultowych płyt. Sam jednak również był płodnym muzykiem. Jego solowe dokonania nadal są cenione przez słuchaczy i krytyków. Jednym z nich jest na przykład Here Come the Warm Jets. Mnie jednak zawsze bardziej podobał się Another Green World z 1975 roku. Jest to perfekcyjne połączenie tradycyjnych piosenek z utworami instrumentalnymi. Razem tworzą one spójną całość, która sprawia bardzo spokojne wrażenie. Kompozycje są melodyjne i wpadają w ucho, brak tu ostrzejszych dźwięków. W pewnym sensie jest to płyta medytacyjna, stanowiąc zapowiedź późniejszych ambientowych wcieleń artysty.

7. Joy Division – Unknown Pleasures (1979)

Joy Division można określić zespołem przełomu dekad. Wtedy właśnie działali, wydając swoje najlepsze albumy. Jednym z nich jest debiut Unknown Pleasures z 1979 roku. Jest to obecnie już ikoniczna pozycja, o czym świadczą, chociażby koszulki z charakterystycznym motywem noszone przez młode pokolenia słuchaczy. Minimalistyczne, mechaniczne wręcz brzmienie grupy na albumie stało się wyznacznikiem ich stylu, ale także całego gatunku. Powiedziałbym, że wydanie nie jest tak depresyjne, jak Closer, ale nadal na płycie dominuje ponury klimat. Piosenki dotyczą trudnych tematów związanych z różnego rodzaju mentalnymi kryzysami emocjonalnymi i mogą pełnić funkcję swoistego katharsis.

6. Pink Floyd – The Wall (1979)

Pink Floyd mogliby umieścić na liście więcej niż jeden album. I żadnym z nich nie byłby ten, który ja wybrałem. Dowodzi to ich jakości oraz tego, jaką pozycję mieli w omawianej dekadzie. Ponieważ jest to sugestywne zestawienie, to pozwoliłem sobie zrezygnować z The Dark Side of the Moon, Wish You Were Here czy Animals, a wybrałem album The Wall. Na mój wybór ma na pewno wpływ fakt to, jak wielkie wrażenie wywarł na mnie powiązany z album film o tym samym tytule. Razem tworzą one niezrównaną całość, która dla mnie przynajmniej jest idealnym połączeniem obrazu i dźwięku. W dodatku identyfikuje się z bohaterem dzieła, Pinkiem, więc nic dziwnego, że muzyka ta tak do mnie przemawia. Jest to jedyna w swoim rodzaju podróż przez historie alienacji, która zrodzona zostaje w rodzinnym domu i potem przeniesiona jest na życie dorosłe.

5. Roxy Music – For Your Pleasure (1973)

Roxy Music wydali na początku lat 70. dwa prawie równe sobie albumy. To właśnie one z dokonań grupy należą do moich faworytów. Trudno wybrać, który jest lepszy, ale minimalnie lepiej podoba mi się For Your Pleasure, a to z uwagi na mocniejsze akcenty pod koniec krążka. Materiał na nim zawarty to prawdziwa jazda bez trzymanki. Dzieje się tutaj bardzo wiele, a to wszystko przy aktywnym udziale Briana Eno, który był wówczas jeszcze członkiem zespołu. Słuchanie płyty przypomina jakiś dziwny sen. Jest ona pełna bujnych, rozbuchanych aranżacji i solówek. Nie jest też jednorodna, ponieważ każdy kawałek jest inny. Mimo to budują one jedną treść, rysując w wyobraźni słuchacza jakiś rodzaj nietypowego świata pełnego kolorów i inspiracji.

4. Magma – Mekanïk Destruktïẁ Kommandöh (1973)

Magma jest zespołem wyjątkowym i to nie tylko dlatego, że śpiewają we własnym wymyślonym języku zwanym kobaia. Jego współautorem jest założyciel grupy Christian Vander. Ich muzyka zaś, wywodząc się z rocka progresywnego zyskała sobie nazwę zeuhl. Zespół tworzyła spora grupa artystów, prawie jak mała orkiestra. Nadawało to brzmieniu Magmy różnorodności i większej głębi. Mój ulubiony ich album to Mekanïk Destruktïẁ Kommandöh. Jest to prawdziwa muzyczna jazda bez trzymanki, pełna zmian tempa i zaskakujących momentów. Jest monumentalna i bombastyczna zarazem. Nic dziwnego, że Alejandro Jodorowsky chciał aby Magma stworzyła soundtrack do jego ostatecznie niezrealizowanego projektu Diuny.

3. The Velvet Underground – Loaded (1970)

Najstarszym z albumów na liście jest Loaded The Velvet Underground. Ktoś kiedyś powiedział o nich, że gdy grali, to nie sprzedali prawie żadnej płyty, ale każdy kto taką kupił, założył później własny band. Nie dziwię się takiej opinii, jako że kapela nagrała wiele inspirujących kawałków. Byli po prostu cool i grali jakby od niechcenia. Ich kompozycje były albo zaskakująco proste albo niesamowicie skomplikowane, dowodząc muzycznego talentu członków. Chociaż większość ludzi wskazuje The Velvet Underground & Nico jako ich największe osiągnięcie, to moim faworytem jest płyta Loaded z 1970 roku. Zawiera same dobre numery, może dwa dla mnie lekko odstają, ale reszta to nadrabia z nawiązką i stanowi kwintesencję stylu Velvet Underground. To jest właśnie dla mnie prawdziwy rock and roll, a piosenki takie jak Sweet Jane to prawdziwe hymny. Moim ulubieńcem na płycie jest jednak utwór Rock & Roll, który zawsze wprawia mnie w euforyczny nastrój.

2. Genesis – Foxtrot (1972)

Lata 70. to złoty okres zespołu Genesis. Oczywiście w późniejszej dekadzie również odnosili sukcesy, lecz było to ich inne, bardziej popowe wcielenie, sygnowane Philem Collinsem w roli wokalisty. Niektórzy nie uznają w ogóle tej wersji grupy, a całą świętość oddają pierwotnemu składowi z Peterem Gabrielem na wokalu, gdy zespół wykonywał muzykę z gatunku progresywnego rocka. To właśnie album z tego okresu chciałbym wyróżnić. A chodzi tu konkretnie o płytę Foxtrot. Wprawdzie wielu wyżej ceni Selling England by the Pound, ale do mnie zawsze bardziej przemawiała właśnie ta druga. Foxtrot wyróżnia się na pewno ponad 20 minutowym utworem Supper’s Ready, ale nie tylko z tego faktu zasługuje na uwagę. Każda kompozycja na krążku odznacza się wysoką jakością, od pierwszych tonów pierwszej piosenki, zabierając słuchacza w epicką podróż po przebogatej krainie dźwięków.

1. David Bowie – Heroes (1977)

Jeśli idzie o Davida Bowie to zawsze najbardziej ceniłem okres berliński i dwa wydane wówczas albumy. Oceniam je podobnie wysoko. Gdybym jednak miał wybrać jeden to postawiłbym na Heroes kosztem Low. Jest to bardzo trudny wybór i nawet ciężko go jakoś uzasadnić. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o utwory instrumentalne, to prezentują podobny poziom. Na Low są one bardziej melodyjne, a na Heroes natomiast bardziej mroczne i podszyte niepokojem. Być może dlatego mi bardziej odpowiadają. Reszta kompozycji, tych z tekstem, również wydaje się nieco ciekawsza. Muzyka Bowie zawsze sprawia, że czuje się po prostu lepiej, a tutaj przykładem tego jest chociażby utwór Joe the Lion przy którego słuchaniu człowiek czuje się jak milion dolarów.

Andrzej Kownacki
Views: 32
Kategoria: Muzyka

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne posty

  1. Wildweekly.pl - Backrooms (2026)2026-10-15

    […] i przenosić ich pomysły na ekran. Sukces tegorocznych produkcji jak Iron Lung, Backrooms czy Obsesja pokazuje, że historie wywodzące się z internetu mogą przyciągać…

  2. „Slasher Trash” odkrywa mroczne, rzadko omawiane oblicze kina siekanego – Wildweekly.pl - Piątek trzynastego (1980)2026-10-13

    […] sukcesie filmów takich jak Halloween (1978) i Piątek trzynastego (1980) tama w końcu puściła. Kolejni twórcy zapragnęli wprowadzić na ekran […]

  3. Capps Crossing (2017) – Wildweekly.pl - Piątek trzynastego (1980)2026-10-03

    […] mordującym młodzież w amerykańskich lasach. Nie spodziewałem się przecież drugiego Piątku trzynastego (1980), ale pierwsze minuty dawały nadzieję, że przynajmniej dostaniemy przyzwoitą, […]

  4. Wyliczanka (1986) – Wildweekly.pl - Piątek trzynastego (1980)2026-09-01

    […] odmianę horroru, tym razem próbują wejść na teren zarezerwowany dla takich produkcji jak Piątek trzynastego (1980) czy Podpalenie (1981). Podobnych prób…

  5. Ice Cream Man (2026) - Wildweekly.pl - Straszny film (2026)2026-08-26

    […] nawet, że Ice Cream Man jest znacznie bardziej kompetentną parodią gatunku niż tegoroczny Straszny film […]

Kontakt

Mail: oskardziki@gmail.com

https://www.facebook.com/WildWeekly

© 2026 Wildweekly.pl | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme