
Po wielkim wydarzeniu, jakim był niezbyt udany moim zdaniem Spider-Man: Bez drogi do domu z 2021 roku, świat Petera Parkera zmienił status quo. Jego trzy wycieczki do Marvel Cinematic Universe zapewniły mu sieć bezpieczeństwa w postaci wsparcia przyjaciół, rodziny i najpotężniejszych superbohaterów nie tylko Ziemi, ale innych zakątków tego bogatego wszechświata. Obdarcie tej postaci z całego jej socjalnego zaplecza nie jest jednak centralnym punktem Nowego dnia, a raczej przeszkodą na drodze do jej rozwoju.
Peter Parker (Tom Holland) prowadzi samotne życie. Nie wiadomo dokładnie, czym zajmuje się na co dzień, by zarabiać na utrzymanie, ale mieszka w niewielkim mieszkaniu na poddaszu. Większość czasu dzieli między walkę z przestępczością jako Spider-Man a tęsknotę za swoim dawnym życiem, za ukochaną MJ (Zendaya) i najlepszym przyjacielem Nedem (Jacob Batalon). W wyniku zaklęcia rzuconego przez Doktora Strange’a pod koniec poprzedniego filmu Peter został wymazany z pamięci całego świata. Nikt już nie pamięta, kim jest, a on sam musi samotnie zmierzyć się z konsekwencjami tej decyzji.
Tymczasem w mieście pojawia się nowe, tajemnicze zagrożenie. Nieznana istota zyskuje zdolność przejmowania kontroli nad każdym człowiekiem. Z wyjątkiem Petera. W trakcie konfrontacji z tajemniczym przeciwnikiem Spider-Man przechodzi również niezwykłą fizyczną transformację. Zyskuje dzięki niej nowe, potężne zdolności, ale jednocześnie coraz trudniej jest mu kontrolować narastającą w nim wściekłość.
Jednak to nie liczne walki z fantazyjnymi i kolorowymi przeciwnikami są sercem opowieści o młodocianym pająku. Te oczywiście stanowią bardzo ważny ich element i, w tym wypadku również, nadają całości tempo, podkręcają adrenalinę i zachwycają pomysłową aranżacją. Dla mnie najbardziej atrakcyjna materia kryje się pod spodem, na poziomie czysto ludzkim. Tam, gdzie Peter musi zdjąć swój czerwono-niebieski trykot i być człowiekiem mierzącym się ze wszystkimi problemami tego okresu w naszym życiu, w którym pożegnać się musimy z dzieciństwem i wejść w trudy dorosłości. Na swój sposób Nowemu dniu bliżej do rozdzierającego serce Stań przy mnie (1986) niż tradycyjnego filmu z tego gatunku. Oczywiście jest to porównanie idące daleko, ale co tam, hiperbole w metaforach są bardzo czytelne.
Peter Parker dorasta, jego ciało się zmienia, a umysł musi przetrawiać widoki, na które nigdy wcześniej nie był wystawiony. Film ten ma do zaoferowania wiele emocji, a jedną z najważniejszych jest dobrze znane uczucie złamanego serca. MJ nie pamięta już, kim jest Peter ani że kiedykolwiek łączyła ich relacja. Właściwie, jeśli odłożyć na bok wszystkie elementy związane z superbohaterami, można powiedzieć, że film w dużej mierze opiera się na motywie typowym dla klasycznych komedii romantycznych — historii o utraconej miłości. Z perspektywy Petera obserwujemy osobę, którą kocha, ale dla której sam stał się zupełnie obcym człowiekiem. To właśnie ten emocjonalny dystans może stać się jednym z najbardziej poruszających elementów całej historii. Choć zabawnie jest oglądać, jak ciało naszego bohatera samoistnie i bardzo obficie ejakuluje, gdy ten zbyt mocno zaczyna myśleć o ukochanej…
Tom Holland jest fantastyczny. Wnosi do roli prawdziwą głębię i potrafi przekazać ogrom emocji dokładnie wtedy, gdy jest to potrzebne. Nie oznacza to, że w swoich wcześniejszych występach w MCU nie prezentował się równie świetnie. Po prostu tutaj wydaje się jeszcze bardziej naturalnie wcielać w Petera Parkera. Już w pierwszych 20 minutach można odnieść wrażenie, że doskonale odnalazł się w tej wersji postaci. Zendaya również idealnie sprawdza się jako MJ. Z łatwością odnajduje wspólny rytm z Hollandem, a jednocześnie nadaje swojej bohaterce wyjątkowy charakter. Mnie jednak najskuteczniej kupił Jacob Batalon. Jego chemia z Hollandem pozostaje jednym z mocniejszych punktów filmu, a obaj aktorzy bez wysiłku przekonują nas, że przyjaźń, ta prawdziwa, jest w stanie przetrwać wszystko. Nawet magiczne pranie mózgu.
Emocjonalny ciężar filmu w bardzo zgrabny sposób równoważy się z typowym dla kina superbohaterskiego heroizmem. Na szczęście Całkiem nowy dzień nigdy nie traktuje siebie aż tak poważnie, by zapomnieć o poczuciu humoru. Szczególnie dobrze wypada dynamika między Spider-Manem a Punisherem (Jon Bernthal). Nie tylko dlatego, że samotność i mroczna natura Franka pokazują Peterowi, jaką drogą mógłby podążyć, gdyby stracił kontrolę, ale również ze względu na świetną chemię między Hollandem i Bernthalem. Ich relacja momentami przypomina tę między starszym a młodszym bratem, co dodaje wielu scenom sporo uroku.
Scenariusz nie jest też tak mocno skupiony na swoich poważnych tematach, by zapomnieć o czystej rozrywce. Jeśli więc Spider-Man ma stanąć do walki z grupą ninja, to po prostu staje do walki z grupą ninja. I właśnie ta swoboda sprawia, że film potrafi zachować odpowiedni balans między emocjami a dobrą, komiksową zabawą. Tyle tylko, że na etapie czwartego filmu chciałoby się dostać coś więcej. Coś, co nie jest tylko zabawną, bazującą na prostych emocjach historią z przesłaniem, że nie wszystko, co złe na pierwszy rzut, jest takie naprawdę. A tego widzieliśmy już wcześniej całą masę.
Oryginalny tytuł: Spider-Man: Brand New Day
Produkcja: USA, 2026
Dystrybucja w Polsce: TYLKO HITY!
Nie znam się na niczym, ale chętnie dorzucę swoje trzy grosze!

