Skip to content
Wildweekly.pl
Menu
  • Blog
  • Film
  • Serial
  • Zjawiska paranormalne
  • Książka
  • Muzyka
  • Psychodeliki
  • Kosmos
Menu

Sylwia Dec „Balkony i demony”

Posted on 2026-10-162026-10-16 by Weronika

Zaklęte w duszki ogórki śpiewające „tell me why”? Wiadomo, że to łaj-duszki. Brzmi grubo? Ha! Grubo to dopiero będzie! Bo jak inaczej powiedzieć o książce, w której występuje kot Grażyna (Beza pozdrawia!), na balkonie można porozmawiać z Panem Pelargonią, za ścianą mieszka zwykły SZATANISTA chodzący z wymalowanymi runami na klacie, a nad wszystkim pieczę sprawuje czarownica? Rozwaliłam końcówkę. Wszak co nadzwyczaj niedorzecznego może być w wiedźmie? Cóż… Okazuje się, że wszystko.

Tak w skrócie można zacząć opowiadać o książce samozwańczej opowiadaczki, Sylwii Dec. Tytuł? Balkony i demony. Przecież nie ma normalniejszego tytułu, prawda? PRAWDA? Pisanie o niej bez wrzucania plot twistów, pierdół i spamu wydaje się być conajmniej niemożliwe. A jak będzie? Czas pokaże, czas pokaże…

Balkony i demony. Nad wyraz klasyczna powieść fantasy, w której to występują – jakżeby inaczej – fantastyczne stworzenia, a w tle dzieją się rzeczy powszechnie uważane za anormalne. Zaraz… Przecież to nie o tej książce. Ta, o której się rozpisuję to DZIEŁO, w którym poziom absurdu poszybował wysoko ponad skalę. Wszystko zaczyna się od początku. Koniec. Żarcik. Suchar, jak to mówią miLLLLLenialsi. A więc (od „więc” nie zaczyna się zdania, ale tam jest jeszcze „a”, więc czuję się rozgrzeszona) historia ma swój początek od Anielki Jasnej. Anielka Jasna jest czarownicą, której już się nie chce. Wypaliła się razem z pęczkiem białej szałwii. Dlaczego wrzucam tutaj tę szałwię? Bo to roślina, a Anielka jest… wiedźmą balkonową. Anielka jest też bezdzietną lambadziarą obcującą… Chwila, „obcującą”? Przecież oni się znają, więc skąd ta obcość? Wracając. Anielka dzieli przestrzeń życiową z kotem Grażyną i demonicznym sąsiadem Demonicjuszem. Jeszcze można tu dorzucić wcześniej wspomniane anomalie roślinne. I matkę, rekinicę biznesu. I – ku rozpaczy wiedźmy z balkonu – Radę Osiedla. Magiczną Radę Osiedla. 

Tak wyszło w drodze naturalnej selekcji zdarzeń, które dzieją się w ciągu życia, że jak człowiek chce żyć normalnie, to los zrzuca mu wszystko, co z normalnością ma tyle wspólnego, co kozia dupa z trąbką. Czyli, umówmy się, niewiele. Pewnie właśnie dlatego, gdy Anielce już się odechciewa, to musi uratować świat. Tylko pytanie przed kim: przed Kościejem Suchotnikiem czy przed ignorancką ludzkością, która swoją działalnością artystyczną sama doprowadza planetę do zniszczenia? A może… To jedno i to samo?… 

W trakcie swojej podróży przez  ocalanie świata, Anielka wraz ze swoją trupą zmierzyć się muszą z pustoszejąca suszą, która zdaje się być większym potworem niż te, które bohaterowie spotykają w Kręgu. Dobrze, że tam z odsieczą przybywa Mistrz Kręgu Roślin, Adriel. Tak, zgadliście, będzie romans, który –  zgodnie z prawem dżungli – zaistnieć musi. Jak mam tu nie mówić zbyt wiele, kiedy w powieści dzieje się ZBYT WIELE? No, dobra, uznajmy w takim razie, że fabuła została już nakreślona. Jako tako, ale to nic, bo rynek i tak zalewa chińszczyzna. W sensie „jako tako”. Że tak z chińska brzmi.

O bohaterach wiele mówić nie trzeba. Z grubsza zostali już opisani. Co powiedzieć więcej o grupie osób żyjących we współuzależnieniu, ale jednocześnie kompletnie obok siebie? Która na dodatek mierzy się nie tylko z misją ratowania świata, ale także samych siebie? Przecież to brzmi jak pospolite lajw yz brutal, występujące na codzień u każdego człowieka! No, ale dobra. Jest Anielka Jasna, posiadająca oficjalny tytuł Wiedźmy Balkonowej. Nie, przepraszam. OSIEDLOWEJ Wiedźmy Balkonowej. Jej zadaniem jest aktywne przekonywanie roślin, że muszą rosnąć oraz dawanie saszet kotu Grażynie. Bohaterka powieści ze swoich magicznych czynów odpowiada przed Radą Osiedla – grupie zadufanych w sobie osób magicznych, którym na dobru świata zależy do momentu, kiedy kończy się w nim ich własny interes. Nie trudno zgadnąć, że nasza wiedźma i Rada zbytnio za sobą nie przepadają, a to nawet zbyt lekko powiedziane. Dobrze, że Aniela może spędzać swój lajwtajm z kotem Grażyną, smalcem alfa, który – oczywiście.- biegle włada polszczyzną zarówno klasyczną, jak i podwórkową. Kot Grażyna jest wspaniały. Niby „mówisz do mnie kici kici, ale robisz to bez szacunku”, a z drugiej „kierowniczko złota!”. W trakcie rozwoju akcji okazuje się, że gdzie diabeł nie może, tam Grażynę pośle. Speaking of devil, za ścianą mieszka po sąsiedzku autor – nazwijmy to wprost – zbocznych książek o seksualnych żądzach zombie i innych wampirów, Demonicjusz Wolf. Jak przystało na artystę, jest wybitnie ekscentryczny. Futro w środku lata czy tez runy wymalowane na gołej klacie nikogo nie dziwią. No, są jeszcze Łajduszki, Pan Pelargonia, zamieszkujący łazienkę Mszycożerca, narcystyczna matka, która zawsze być musi, Adriel, Rada, Kościej Suchotnik, potworki, trawa, monstery, zamiokulkasy i tak dalej. W dwóch słowach – śmietanka towarzyska. 

Jeśli chodzi o styl Sylwi Dec, bo tak tylko przypomnę, to właśnie ona jest odpowiedzialna za całe to zamieszanie, jest… Można by śmiało rzec, niepowtarzalny. Szczerze mówiąc, to „Balkony i demony” jest książką, która przywróciła mi wiarę w polskie fantasy. A z racji na to, że jest napisane przez kobietę, to już w ogóle sprawia, że książka ta jest po prostu HOT. U mnie? Obowiązkowa pozycja, bez której istnienia nie wyobrażam sobie swojej małej biblioteki (tu spojrzenie na regał i tylko jedno w głowie mam: „taaa, małej”…). Wracając jednak do stylu, to jest lekki. Przystępny. A umiejętność mówienia lekko, z ogromnym polotem, fantazją i szczerością o degradacji środowiska przez człowieka, jest nader wybitna. I to wcale nie ironia z mojej strony. No i to poczucie humoru wplecione w fabułę? Zabijcie mnie, jeśli „Balkony i demony” nie jest książką, która  nie znajduje się w TOP1 książek roku 2025.

Niewątpliwie ogromną zaletą Balkonów… jest to, że przez aluzję (i żaluzje) wytyka ludzkości wszystkie grzechy popełniane względem środowiska, w którym przecież sami żyjemy. To nie sztuczna inteligencja wykończy świat, ale brak używania własnej inteligencji przez ludzi. Powiedzmy sobie wprost, sami sobie szkodzimy przez urojone przeświadczenie, że jesteśmy panami wszechświata, od których zależy los każdego żuczka gnojarza. Nie, nie jesteśmy bogami i trzeba w końcu powiedzieć to głośno. Jak już mówiłam, wplecenie w to wszystko przecudownego, uszczypliwego i złożonego w swojej prostocie humoru jest ge-nial-ne. A zresztą, z tego, co człowieki czynią, to pozostaje nam już tylko się śmiać.  

Znów lekko odbiegam od tematu. Proszę mi wybaczyć, mam ADHD, więc i tak cieszmy się, że jeszcze nie zaczęłam rozkminiać, jak działa sprężarka powietrzna. Niewątpliwą zaletą tej książki jest bukiet bohaterów, a dokładnie sposób ich przedstawienia i to, jak istotne dla rozwoju sytuacji są wszystkie możliwe cechy ich charakteru, wrodzone i wyuczone zachowania, nie zapominając o TYCH imionach. Są cool, a ja jestem boomerem, co po słowie „cool” wnieść można. A może w poprzednim wcieleniu byłam Mszycożercą…?

Skoro wymieniłam zalety, powinnam wymienić też wady powieści. Ale nie mogę wymienić wad w liczbie mnogiej, ponieważ w tym wypadku wada jest tylko jedna.

Książka jest za krótka.

Czy koniecznie musze przedstawiać na koniec swoją opinię o Balkonach i demonach? Nie sądzę. I mam nadzieję, że nie będzie z tego żadnej… afery. Ale skoro już muszę-bo-się-uduszę, mogę powiedzieć tylko jedno.

Ta powieść jest zajebista. Pięć na pięć. Polecam allegrowicza.

Czy Anielce uda się wyjść nie tylko poza Krąg, ale poza własne schematy? Czy kot Grażyna unicestwi wszystkie kosiarki siczkiem prosto do silnika? Czy Demonicjusz przeżyje orgię z kobietami-rakietami? Czy Kościej Suchotnik uschnie? Czy wszystko przestanie być winą Tuska? Tego dowiemy się w następnym odcinku.

W Monsterach i aferach.

I pamiętajce…

Co dzieje się na balkonach – zostaje na balkonach…

Wydawnictwo: proszynski.pl

Weronika
Weronika
Views: 63
Kategoria: Książka

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Popularne posty

  1. Wildweekly.pl - Backrooms (2026)2026-10-15

    […] i przenosić ich pomysły na ekran. Sukces tegorocznych produkcji jak Iron Lung, Backrooms czy Obsesja pokazuje, że historie wywodzące się z internetu mogą przyciągać…

  2. „Slasher Trash” odkrywa mroczne, rzadko omawiane oblicze kina siekanego – Wildweekly.pl - Piątek trzynastego (1980)2026-10-13

    […] sukcesie filmów takich jak Halloween (1978) i Piątek trzynastego (1980) tama w końcu puściła. Kolejni twórcy zapragnęli wprowadzić na ekran […]

  3. Capps Crossing (2017) – Wildweekly.pl - Piątek trzynastego (1980)2026-10-03

    […] mordującym młodzież w amerykańskich lasach. Nie spodziewałem się przecież drugiego Piątku trzynastego (1980), ale pierwsze minuty dawały nadzieję, że przynajmniej dostaniemy przyzwoitą, […]

  4. Wyliczanka (1986) – Wildweekly.pl - Piątek trzynastego (1980)2026-09-01

    […] odmianę horroru, tym razem próbują wejść na teren zarezerwowany dla takich produkcji jak Piątek trzynastego (1980) czy Podpalenie (1981). Podobnych prób…

  5. Ice Cream Man (2026) - Wildweekly.pl - Straszny film (2026)2026-08-26

    […] nawet, że Ice Cream Man jest znacznie bardziej kompetentną parodią gatunku niż tegoroczny Straszny film […]

Kontakt

Mail: oskardziki@gmail.com

https://www.facebook.com/WildWeekly

© 2026 Wildweekly.pl | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme