Odkąd ogłoszono, że Zach Cregger stanie za kamerą nowego Resident Evil, w sieci nie brakuje krytyki ze strony fanów, którzy od lat czekają na wierną ekranizację, wykorzystującą dobrze znane im postacie i elementy fabuły.
I trudno się temu dziwić. Jeśli ktoś dorastał, grając w kolejne odsłony serii, naturalne jest pragnienie zobaczenia na dużym ekranie właśnie takiego Resident Evil, jakie zna z gier.
Trzeba jednak pamiętać o jednej rzeczy: Zach Cregger również jest wielkim fanem serii.
To, że jego wizja filmu nie musi idealnie pokrywać się z oczekiwaniami każdego gracza, nie oznacza, że jest ona błędna. Wręcz przeciwnie — Cregger chce stworzyć film z własną tożsamością, zamiast produkcji skrojonej pod checklistę fanowskich oczekiwań i kolejnych elementów fan-service’u.
Krytyka stała się jednak na tyle głośna, że studio najwyraźniej postanowiło jeszcze mocniej podkreślić, jak dobrze Cregger zna i ceni gry. I choć potrzeba udowadniania jego fanowskiego zaangażowania może wydawać się absurdalna, najnowsze informacje na temat filmu doskonale pokazują, o czym reżyser mówił od początku.
Zobacz zwiastun poniżej:
Jego Resident Evil niekoniecznie będzie wierną adaptacją konkretnej gry ani historią opartą na dobrze znanych bohaterach. Zamiast tego Cregger chce odtworzyć coś znacznie trudniejszego — samo doświadczenie grania w Resident Evil.
Jak wyjaśnił reżyser:
„Zdarzyło mi się czcić te gry Resident Evil i czerpać wiele inspiracji z doświadczenia grania w nie. Staram się, aby środowisko zmieniało się co siedem lub osiem minut, tak jak w grach. W pewnym sensie cały czas przenosisz się na kolejny poziom”.
Podobne podejście widać w sposobie, w jaki główny bohater rozwija się w trakcie filmu. Cregger chce wykorzystać charakterystyczny dla gier system stopniowego zdobywania coraz potężniejszego uzbrojenia:
„Gry zawsze mają taki postęp, w którym zaczynasz od pistoletu, potem przechodzisz do strzelby, a następnie do karabinu maszynowego”.
Na ekranie nie zabraknie również elementów, które fani Resident Evil rozpoznają natychmiast.
„Jest wiele przedmiotów z gier. Ciągle napotyka te kłódki, które powstrzymują go przed postępem. Nie sposób nie zauważyć niektórych leczniczych sprayów i zielonych ziół. W różnych miejscach tego świata pojawiają się również maszyny do pisania”.
Cregger nie próbuje więc odtworzyć jednej konkretnej odsłony Resident Evil. Zamiast tego chce przenieść na ekran rytm i atmosferę rozgrywki — eksplorowanie kolejnych lokacji, napotykanie przeszkód, odnajdywanie przedmiotów, zdobywanie nowej broni i stopniowe podnoszenie stawki.
Jak podsumował reżyser:
„To dla mnie okazja, aby być lojalnym wobec gier w ich duchu i tonie oraz zbudować historię, która za każdym razem stawia cię w podobnej sytuacji, ale przy coraz większej stawce”.
Jeśli więc Cregger rzeczywiście zrealizuje tę wizję, jego Resident Evil może nie być filmem, który po prostu odtwarza jedną z gier. Może za to stać się filmem, który próbuje odtworzyć to, co czuliśmy, kiedy po raz pierwszy w nie graliśmy.
Źródło: dreadcentral.com
Nie znam się na niczym, ale chętnie dorzucę swoje trzy grosze!

