
Halloween to według definicji zwyczaj związany z masakrą. Do takiego wniosku też można dojść, obserwując co dzieje się wkoło, gdy nadchodzi 31 października. Atakują nas wówczas zewsząd halloweenowe dekoracje wykorzystujące „straszne” motywy takie jak pająki, pajęczyny, trupie czaszki, duchy i potwory. Są też oczywiście wydrążone dynie. To, co kiedyś było ledwie ciekawostką ze zgniłego Zachodu, stało się już naszą codziennością i normą. Nawet jeśli są też silne głosy sprzeciwu wytykające Halloween pogańskie, czy wręcz satanistyczne powiązania, to giną one gdzieś w zalewie halloweenowych promocji i kolejnych okazji do imprezowania. Popkulturowy walec zmiażdży każdą starą tradycję, jaką napotka i tak samo dzieje się u nas. Dowodem na to są, chociażby seanse filmów grozy organizowane przez kina. Na szczęście maraton taki można sobie również zaaranżować samemu, bez wychodzenia z domu. Poniżej trzy propozycje na ten wieczór, które w mniejszym lub większym stopniu wpisują się w klimat Spooktobera.
Tak zwani Amerykanie mają swoje różne tradycje i zwyczaje związane ze straszeniem. Jedną z nich są tak zwane domy strachu. U nas też są znane, chociażby z wesołych miasteczek. Tam jednak ich ranga i popularność jest o wiele wyższa, a niektóre z nich oferują prawdziwie ekstremalne przeżycia jak np. wyrywanie zębów. Tropem takich przybytków ruszyli bohaterowie filmu „The Houses October Built”. Jest to pięć dorosłych osób, w tym jedna kobieta, które udają się w podróż po Stanach celem nakręcenia najbardziej przerażającego domu strachu. Jest to zatem horror typu found footage. Film nie jest na pewno arcydziełem gatunku, ale spełnia jakieś tam swoje funkcje jako lekka rozrywka. Można go określić mianem festiwalu jump scare’ów, ponieważ w scenach kręconych w domach strachu, co chwila wyskakuje na nas jakiś stwór. Ponieważ wszystko jest kręcone z ręki, możemy poczuć się jakbyśmy naprawdę tam byli i doświadczali atrakcji na własnej skórze. Także cała otoczka Halloween jest tu dobrze ukazana i ta właśnie poznawcza funkcja jest chyba największą zaletą produkcji.

Ponieważ Halloween to jednak jakieś tam święto to postanowiłem też wybrać starszą pozycję. A to z uwagi na fakt, że stare filmy grozy były kiedyś puszczane w tv właśnie na okoliczność specjalnych okazji np. świąt. W ten sposób można było zapoznać się z klasyką gatunku oraz ikonami ekranu, które pomagały tworzyć status tych produkcji. Takim właśnie człowiekiem był na pewno Christopher Lee. Znany z wielu ról, zwłaszcza wampirów, aktor emanował charyzmą, a dzięki swej prezencji idealnie nadawał się do kina grozy. Jednym z być może mniej znanych jego dokonań jest brytyjski obraz „Miasto umarłych” z 1960 roku. Opowiada on o pewnej nieco naiwnej studentce, która pcha się sama prosto w łapy starego kultu, którego ośrodek znajduje się na głębokiej wsi. Film na pewno wyróżnia się gęstą, niemalże gotycką atmosferą, a ujęcia spowitych we mgle domów i cmentarzy zapadają w pamięć. Lee nie jest tutaj jeszcze siwy i nie gra żadnego monstrum, ale i tak jest mroczny. Co ciekawe „Miasto umarłych” to stary czarno-biały film, jaki mogliby oglądać bohaterowie jakiegoś slashera z lat 80. Umiejętnie wpisuje się zatem w tradycje październikowego straszenia.

Jedną z mniej oficjalnych halloweenowych tradycji, jest wspólne oglądanie horrorów. Jest to poniekąd przedłużenie starszej tradycji opowiadania sobie strasznych opowieści przy ognisku bądź kominku. Nie ma zatem chyba lepszej okazji niż ta do obejrzenia jakiejś antologii horroru. Przypominają one bowiem swoją strukturą dawne bajanie, a do tego posiadają nieraz czasem lżejszy ton, co może stanowić niezły wstęp do filmowego wieczoru z mocniejszymi filmami grozy. „Oko kota” z 1985 roku to film składający się z trzech historii autorstwa mistrza gatunku, czyli Stephena Kinga. Nie będę tu może każdej opisywał, ale dodam jedynie, że każda z nich ma swój potencjał. Wszystkie można określić mianem opowieści z dreszczykiem. Nie ma tu krwawych scen, czy przerażających potworów, jest za to ciekawy koncept i ta trudna do podrobienia atmosfera kina przygody lat 80. Przenosi nas ona do czasów, gdy wszystko było jakby prostsze, a horrory przeżywały swój rozkwit. Stąd też obecność tego dzieła w zestawieniu.



