The Velvet Vampire (1971)

Któż z nas nie chciałby na moment przenieść się w czasie i wyruszyć pożyczonym od taty krążownikiem do kina samochodowego. W ten sposób młodzi spędzali weekendowe wieczory, zajadając się popcornem i oglądając tanie, niskobudżetowe horrory na wielkim ekranie. Velvet Vampire (1971) to z jednej strony typowe amerykańskie kino eksploatacji ze swoistym, brudnym klimatem, ale z drugiej czuć tutaj kobiecą rękę, która okryła całość szczyptą subtelności. Nie jest to w żadnym razie artystyczny poziom stylowych europejskich produkcji, lecz ma swój niepowtarzalny urok.

Velvet Vampire jest jednym z dwóch tytułów, który Stephanie Rothman wyreżyserowała dla wytwórni Rogera Cormana New World Pictures. Jak mówi, był jej jedynym mentorem w całej karierze. Jej filmy wyróżniają się odważnymi bohaterkami o silnej woli i sympatii oraz radykalnym, libertariańskim feministycznym punktem widzenia. Była pierwszą kobietą, która została członkiem Amerykańskiej Gildii Reżyserów Filmowych.

Młode małżeństwo podczas zwiedzania galerii sztuki, przypadkiem poznaje kontrowersyjną Diane LeFanu. Pełna gracji i wdzięku brunetka przykuwa uwagę Lee, który wraz z żoną Susan zostaje przez nią zaproszony do swej posiadłości na pustyni. Cała trójka postanawia spędzić wspólnie jakiś czas. Okazuje się, że oboje stają się obiektem pożądania Diane. Obserwuje ich ona przez duże lustro weneckie. Gdy tylko nadarza się okazja, zaczyna kusić i przechodzi do czynów. Jaką tajemnicę skrywa? Czy rzeczywiście lubi smak krwi? Ile tak naprawdę ma lat, skoro jej mąż zmarł w XIX wieku?

Velvet Vampire ma dość ciekawą atmosferę, która jest senna i tajemnicza. Lekko psychodeliczne dźwięki i ujęcia sprawiają, że śnimy wraz z reżyserką, zatapiając się w obrazy pochodzące wprost z jej wyobraźni. Na uwagę zasługują sekwencje snów bohaterów, z ustawionym na pustyni łożem i wizją namiętnej wampirzycy wyciągającej kochanków do siebie. Aktorka znana z kina klasy B, Celeste Yarnall, pięknie prezentuje się jako enigmatyczna młoda kusicielka, która wabi parę pięknych nowożeńców. W roli Lee wystąpił charakterystyczny Michael Blodgett z niezapomnianego Poza doliną lalek (1970) w reżyserii Russa Meyera.

Z wątkiem wampirycznym zetknąć się można wielokrotnie, zgłębiając twórczość europejskich mistrzów. Pierwszy z nich to francuz Jean Rollin, kojarzony przeze mnie przede wszystkim ze swoich lesbijsko-wampirycznych obrazów przepełnionych erotyką, pięknymi kobietami, które lubią wgryzać się w szyje swych ofiar. Najczęściej z pięknymi scenografiami, pełne niepokoju i starych zamczysk. Drugie nazwisko to Jesus Franco, kolejny płodny europejski mistrz, który dość często podejmował tematykę wampirów, najczęściej płci żeńskiej, a całość doprawiał charakterystycznym dla siebie pieprzem, czyli sporą dawką atrakcyjnej nagości młodych aktorek (w tym swojej żony).

Nie wrzucałbym Velvet Vampire do tego samego wora, gdyż jako dzieło amerykanki jest przesiąknięte charakterystycznym klimatem samochodowego kina eksploatacji. Reżyserka wspomina po latach, że gdyby mogła cofnąć czas, to nie zajęłaby się kinem eksploatacji, ale w tamtym okresie mogła sobie pozwolić tylko na taką formę pracy. Może chodziło o to, że na takie kino był akurat popyt? Jeśli ktoś lubi lekko senną atmosferę i powolną akcję, a do tego wątek wampiryczny nie jest mu obcy, to zapraszam do odszukania tej osobliwej produkcji.

Oryginalny tytuł: The Velvet Vampire

Pordukcja: USA/Filipiny, 1971

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *