Neon Genesis Evangelion (1995-1996)

Jako jedno z priorytetowych postanowień na nowy rok, założyłem sobie to, że w końcu obejrzę jedno z najważniejszych anime w historii – Neon Genesis Evangelion. Składający się z 26 trwających po 20 minut epizodów serial, który wieńczy pełnometrażowy film The End of Evangelion (1997), to dla wielu dzieło, które odmieniło ich życie. Wielkie, epickie i dające do myślenia? Brzmi jak coś, co chyba każdy fan kultury popularnej powinien zobaczyć.

Za wyjątkowością serii stoi również przykra historia jej twórcy, Hideaki Anno. Jego zmagania z depresją i wyjątkowa wrażliwość są nie tylko mocno wpisane w fabularną tkankę Evangeliona, ale stały również za jego nieregularnym procesem wydawniczym. A wszystko to podkręcał również fakt, że serial nie miał oficjalnej dystrybucji w Stanach Zjednoczonych do czasu, kiedy to pojawił się w końcu na Netflixie.

I bardzo dobrze, bo każda szansa na jak największy zasięg dla tego dzieła jest wręcz błogosławieństwem! Na szybko, Neon Genesis Evangelion to jedno z najbardziej złożonych, wstrząsających i takich gęstych dzieł sztuki narracyjnej, jakie kiedykolwiek widziałem. Więc powiem już teraz, jeśli nie widziałeś dzieła Anno, to idź i obejrzyj przynamniej te 26 odcinków serialu! A jeśli to wciąż mało, by Was przekonać, to jeśli wierzyć podawanym tu i tam danym, finałowy odcinek wyemitowany w marcu 1996 roku skierował na siebie uwagę 10% wszystkich odbiorników w Japonii.

Fabuła serialu rozgrywa się 15 lat po Drugim Uderzeniu, katastrofalnej eksplozji mającej miejsce na Antarktydzie, która zniszczyła znaczną część Ziemi, podnosząc poziomy oceanów. Zniszczenie zostało zainicjonowane przez spotkanie człowieka z pierwszą, potężną istotą znaną jako Anioł. Po tym wydarzeniu Ziemię atakują kolejne Anioły, a obrona naszej rodzimej planety spoczywa w rękach tajnej agencji NERV. Jedyną skuteczną bronią przeciwko Aniołom są Evy (skrót od tytułowych Evangelionów), ogromne cyborgi pilotowane przez psychicznie dostrojonych nastolatków. Czternastoletni pilot Shinji Ikari, wyobcowany syn dowódcy NERV Gendo Ikariego, jest centralną postacią serii.

Oglądanie Neon Genesis Evangelion to głęboko wewnętrzne przeżycie. Podobnie jak 14-latkowie znajdujący się w centrum opowieści, my też odczuwamy tak wiele różnych emocji, gdy narracja wiruje w różnorodnym tonie i intencji opowieści. W jednej chwili poczujemy się sparaliżowani, potem zawstydzeni, później po prostu źli, a na końcu zupełnie samotni. Serial po prostu umieszcza nas gdzieś głęboko w głowach swoich bohaterów i rzadko jest to wygodne miejsce. Oznacza to, że ​​jako widz jesteśmy świadkami tych wszystkich okrucieństw i niejako czujemy się za nie odpowiedzialni. Dokonujemy upokorzenia, będąc jednocześnie jego ofiarą, i przez cały czas pełźniemy ścieżką strachu, instynktownie rozumiejąc, że zmierzamy ku pewnej zagładzie.

Pierwsze dwa odcinki wyraźnie wyznaczają tę apokaliptyczną ścieżkę. Zaczynamy od poznania Shinjiego, odrzuconego dziecka pogrążonego w depresji, której sam nie potrafi zdiagnozować. Znajduje się w bardzo ważnej sytuacji, ponieważ musi pilotować jednego z wielkich Evaneglionów. Bo serial mocno opiera się na japońskiej tradycji Kaijū, która oznacza wszystkie te historie o wielkich potworach zagrażających ludzkości. Urocze jest to, że walczące z Aniołami mechy nie są „przekokszone” i biegają po mieście podłączone do nieporęcznych kabli. Zresztą ich zasilanie nie jest nieskończone, przez co każda, wydawać by się mogło rutynowa potyczka, niesie za sobą ogromny bagaż napięcia i emocji.

W tle zawsze pojawia się coś w rodzaju metaforycznego, nieubłaganie tykającego zegara, który odlicza do odcięcia energii. Daje to również dużą przewagę wrogowi, którego moce często wydają się zarówno niepowstrzymane, jak i nieograniczone. Ale nie bójcie się zalewu technicznej terminologii, ponieważ scenarzyści są o wiele bardziej zainteresowani budowaniem napięcia i układaniem przeszkód przed naszymi bohaterami, niż sprawieniem, by bitwy wydawały się pozornie „fajne”. Drugim powodem krótkiej żywotności baterii masywnych robotów jest to, że idealnie pasuje do większej metafory. Evangelion nie jest bowiem fantazją o posiadaniu jakiejś supermocy…

To raczej koszmary oscylujące wokół przejścia z nastoletniego życia w dorosłość. Oczywiście nietrudno doszukać się w momentach zasiadania za sterami wielkiego mecha symbolicznego wejścia w dorosłe ciało i nagłego uświadomienia, jaką kontrolę nad nimi posiadamy. Piloci faktycznie kontrolują Evy za pomocą swoich mózgów, mniej korzystając z rzeczywistych elementów sterujących. Ale nie chodzi o koncentrację, a bardziej o czystość uczuć, co jest powodem, dla którego technicy nazywają ten proces „zsynchronizowaniem”. Ta czystość uczuć jest właśnie tym, co sprawia, że ​​dzieci są idealnymi pilotami Evangelionów, bo kto jeszcze odczuwa emocje tak głęboko i czysto jak czternastolatek?

Shinji patrzy na swoje przeznaczenie, Evę 01. Fot. wallpaperup.com

Podczas gdy krzątający się wokoło dorośli są o wiele lepsi w stawianiu murów, kłamaniu, zamykaniu swoich serc i pozostawaniu z kamienną twarzą w pogoni za tym, co uważają za słuszne, dzieci są znacznie bardziej pierwotne. Zwłaszcza gdy maszyny EVA zaczynają zachowywać się jak bestie, gdy młodzi piloci poddają się swoim podstawowym instynktom. Te smukłe, pełne wdzięku roboty nagle zaczynają się garbić i wyć, gdy rozrywają i dosłownie zjadają się nawzajem, a wszystko to dzięki połączeniu, które wykracza daleko poza człowieka i maszynę. Gdy kończy się drugi odcinek, wszyscy chwalą Shinjiego za jego transcendentalną przemoc wobec Anioła, ponieważ zapewnia to wszystkim „bezpieczeństwo”, ale on w ogóle nie czuje się dobrze ze swoimi czynami. Czuje się, jakby rozpętał piekło, a potworne oko demona śledzi go nieustannie w jego umyśle.

Gdy główny bohater zyskuje już niejako świadomość swojej wyjątkowej siły, staje przed wieloma rozdzierającymi go rozterkami natury etycznej. Choć jego gwałtowne działania mogą ratować ludzi, powodują też czasami ogromne szkody uboczne i jeszcze więcej cierpienia. Widząc traumatyczny koszt swoich działań, Shinji wiele razy próbuje zrezygnować z programu i po prostu od niego odejść. Ale robiąc to, nieustannie dowiaduje się o jeszcze bardziej traumatycznych kosztach bezczynności, ponieważ prowadzi to do jeszcze większych strat niż kiedykolwiek wcześniej. W obliczu kolejnej apokalipsy Shinji zdaje sobie sprawę, że musi dalej pilotować Evę, a jedyną drogą przez koszmar jest stanie się koszmarem.

Ale skupiłem się tylko na głównym bohaterze, bo każda z postaci tutaj przedstawionych może być równie obszernie eksplorowana. Dla mnie jednak Neon Genesis Evangelion to przede wszystkim przypowieść o grzechu pierworodnym. Wiecie, o co chodzi, Adam i Ewa żyją w rajskim ogrodzie. Bóg mówi: „Nie jedz tego pieprzonego jabłka!”, ale Ewa zamiast tego słucha jakiegoś węża. Żegnają raj i zaczynają wieść życie pełne trudu i cierpienia oraz mężczyzn obwiniających o to kobiety. I pomimo tego, że sam twórca przyznał, że biblijna symbolika robi tutaj tylko za pewną estetyczną konwencję, bez potrzeby doszukiwania się czegoś więcej.

Nie bez powodu „Genesis” znajduje się w tytule serialu. Nie bez powodu najeźdźcy nazywają się Aniołami. Nie bez powodu pierwszy proto-anioł nazywa się Adam. Nie bez powodu logo NERV to listek figowy. Nie bez powodu stające naprzeciw przeciwników mechy nazywają się Evy. Te detale to nie tylko fajna ikonografia, którą ktoś wniósł tutaj bez większego zastanowienia. Te szczegóły stanowią symboliczny język spektaklu, który z kolei pozwala na semiotyczne dedukcje na temat głębszych znaczeń, patrząc na to, jak dramatyzowana jest ich interakcja.

Symbolika chrześcijańska czasami jest widoczna gołym okiem. Fot. imdb.com

Nie lękajcie się jednak, twórcy nie byli zainteresowani robieniem głębokiej dekonstrukcji samej Biblii. To nie jest dzieło scholastyki religijnej i nie powinno nim być. Biorą ustalone symbole bazowe, to jest najpowszechniejsze i najbardziej znane tropy, i zmieniają je. W obrębie samej fabuły dostajemy stek kłamstw. Niezależnie od tego, czy jest to historia fałszywego pochodzenia Aniołów, prawdziwa przyczyna Drugiego Uderzenia, czy prawdziwy cel placówki NERV, to nic innego jak seria kłamstw opowiadanych, aby ludzie czuli się bezpieczni.

A co stoi u fundamentów tego kłamstwa? To samo co zawsze, jednostki kierujące się własnymi motywami, ludzie o tajemniczej przeszłości, a między nimi mury i przepastne rozpadliny. To przedstawienie pełne dorosłych, którzy ukrywają to, czego naprawdę chcą, ukrywając impulsy za „logicznymi” i „dorosłymi” decyzjami, które podejmują. I zostawiają dzieci, by cierpiały.

I my też cierpimy, bo jak wspomniałem na początku, ciężko o bardziej synchronizujące się z widzem dzieło na poziomie emocjonalnym. Oczywiście historia Shinjego stanowi tutaj zaledwie jeden z wielu dramatycznych scenariuszy, w których odnajdziemy cząstkę siebie. Najlepiej widać to w dwóch finałowych odcinkach, w których każdy z bohaterów, jeden po drugim, przechodzi jakieś psychiczne załamanie. Rozgrywają się one prawie w całości w alegorycznym języku zmysłów i zawierają w sobie ciężkiego kalibru dyskusję filozoficzną. Opowiadany głównie poprzez ponowne wykorzystanie poprzednich ujęć, zmianę kreski na bardziej minimalistyczną, a nie pełną animację i surrealistyczne obrazy, nie ma akcji ani wyraźnego rozwiązania nadrzędnej fabuły serialu. Jest pięciominutowa sekwencja, w której postacie zostają wkomponowane w parodię licealnych programów komediowych. Kończy się emocjonalnym przełomem dla Shinjiego, ale wielu widzów uznało to za głęboko niezadowalające. W ten sposób rozpoczęła się jedna z pierwszych dużych internetowych kampanii sprzeciwu fanów, którzy wysyłali do twórcy nawet liczne groźby śmierci.

Neon Genesis Evangelion pozostaje niezmiennie i niezwykle unikatowym dziełem zarówno w Japonii, jak i na całym świecie. Pojawiły się jego różne adaptacje, komiksy i giry wideo, a także absolutnie niekończący się merchandising. Dysonans między tematyką i ogólną postawą serialu, a ilością produktów powiązanych jest śmieszny. Ten serial jednocześnie ma taką niechęć do całej tej konsumpcyjnej kultury i to, że fani są tak łasi na gadżety z nim związane, stanowi jakąś dziwną ironię. I jeśli będzie to dla Was jakaś nęcąca wskazówka, by po ten serial sięgnąć, to jest to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się cieszyć.

Oryginalny tytuł: Shin Seiki Evangerion

Produkcja: Japonia, 1995

Dystrybucja w Polsce: netflix.com

Źródło:

hyperallergic.com/

polygon.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.