Czyj to dom? (2020)

Do produkcji sygnowanych czerwonym fontem Netflixa podchodzę z wielką rezerwą. Co prawda czasami udaje się tam sklecić lub zakupić dzieło naprawdę wybitne, jak serial BoJack Horseman (2014-20) czy oscarowa Roma (2018), to platforma ta kojarzy mi się z ultra-kapitalistyczną polityką zapychania widza tym, co akurat podpowie algorytm excela odpowiedzialny za zysk. Czy zatem brytyjski horror Czyj to dom? jest również tylko produktem?

Film już na poziomie konceptu zapowiada się intrygująco, bowiem oprócz bycia pomysłowym horrorem, jest to również film dotykający polaryzującego tematu kryzysu uchodźczego. Debiutujący pełnometrażową fabułą scenarzysta i reżyser Remi Weekes opowiada historię zubożałej pary afrykańskiej, która ucieka do Anglii, by dowiedzieć się, że przeszłość dogoniła ich w bardzo niepokojący sposób. Film, ze znakomitymi rolami Sope Dirisu i Wunmi Mosaku, ma wiele do powiedzenia na temat żalu, winy, asymilacji i wspomnianej już imigracji.

Kiedy spotykamy Bola (Dirisu) i Riala (Mosaku), znajdują się w sytuacji skrajnej, właśnie uciekli z rozdartego wojną Sudanu i podróżowali łodzią, by dotrzeć do Europy. Ledwo przeżywszy ten rejs, rząd przyznał małżonkom tymczasowe schronienie w małym angielskim miasteczku. Ze względu na ich status uchodźcy nie mogą opuścić obskurnego domostwa, bez względu na wszystko. Po tym wszystkim, co przeszli, nie wydaje się to takie trudne, ale wkrótce domownicy zaczynają słyszeć dziwne głosy i dostrzegać dziwne postacie.

Na początku film wydaje się być solidną, ale dość oczywistą historią grozy, a pojawiające się tu i tam widmowe postacie są manifestacją wstrząsającego położenia bohaterów jako uchodźców. Ale Weekes zaskakuje nas swoją pomysłowością i głębią podejmowanych tematów. Bol i Rial cieszą się, że żyją po swojej odysei, ale opłakują też córkę, która utonęła gdzieś po drodze.

Miłośnicy kina grozy z łatwością mogą przewidzieć, co to wszystko oznacza. Z pewnością śmierć dziewczynki ma związek z duchami nękającymi naszych bohaterów, ale i tutaj Weekes wykorzystuje konwencje gatunkowe, by skłonić nasze oczekiwania do zarzucenia sobie pewnych założeń, a następnie kieruje swoją historią w zupełnie innym kierunku, niż mogło nam się wydawać. Istnieje wiele podobieństw między innymi filmami, które poruszają kwestie szczególnie związane z rasą.

Jednak zazwyczaj filmy, które dotyczą rasizmu, przeszczepiania kulturowego i asymilacji, mają miejsce w USA. Tutaj mamy wyjątkową sytuację, w której dostrzegamy różnice w traktowaniu uchodźców w obu krajach, Anglii i Sudanie. I w obu miejscach dostrzeżemy podobieństwa w podejściu do rasizmu i związanej z nim agresji. Nawet ludzie, którzy wydają się chcieć pomóc, wartościują świat ze względu na rasę i narodowość.

Pod tym względem Czyj to dom? wykonuje naprawdę świetną robotę, dając nam wgląd w doświadczenia uchodźców w Wielkiej Brytanii. Zadaje nam ponadto pytania o asymilację, kulturę i poczucie wykluczenia. Ten film przestraszy nas oraz sprawi, że będziemy myśleć i czuć się źle, ponieważ wiele z tego, co jest na ekranie, nie ogranicza się do zwykłego filmu, ale żyje poza nim, czai się w naszych społeczeństwach jak zły duch.

Dlatego też jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak sprawnym i skutecznym przeżyciem okazuje się ten film. To małe dzieło o wielkiej sile rażenia. Czyj to dom? okazuje się również zbyt wyrafinowany, by być tylko prostą historią o traumie, z którą borykają się uchodźcy. Zamiast tego Weekes stworzył horror o byciu ofiarą, ale także o tym, do czego ludzie są zdolni, by tylko odmienić swoje życie.  Ale nawet jako historia o duchach film jest wystarczająco przerażający, choć trafniejszym podsumowaniem byłoby stwierdzenie, że tutaj straszną nas zdecydowanie żywi, a nie umarli.

Oryginalny tytuł: His House

Produkcja: Wielka Brytania, 2020

Dystrybucja w Polsce: netflix.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.