Gungala, the Black Panther Girl (1968)

Włoski przemysł filmowy ubiegłego wieku można uznać za synonim słowa eksploatacja. Twórcy z Półwyspu Apenińskiego prześcigali się chyba w tym, który film zawierać będzie więcej atrakcyjnych dla oka widowni elementów. Nic więc dziwnego że pośród tych wszystkich brutalnych westernów, gotyckich horrorów czy epickich produkcji spod znaku miecza i sandałów, włoskie kina zalała również fala filmów o egzotycznych przygodach Tarzana.

Ale z czysto marketingowego punktu widzenia, to nie owłosiona klata wychowanego wśród małp osiłka przyciągnie do kin większą widownie, a zrobi to… skąpo odziana piękność, która w dżungli czuje się równie dobrze, co na okładce tematycznego czasopisma dla panów. Wiedział o tym również Ruggero Deodato, późniejszy twórca niesławnego Cannibal Holocaust (1980), który w 1968 roku, pod jakże ujmującym pseudonimem Roger Rockfeller, nakręcił przygody Gungali, żeńskiej wersji Tarzana wykreowanej rok wcześniej przez Romano Ferrarę w jego Gungala la vergine della giungla (1967).

Historia śledzi losy wyprawy zleconej przez rodzinę tytułowej bohaterki oraz firmę ubezpieczeniową, która ma na celu znalezienie zaginionej przed laty dziewczyny. Ta przeżyła wypadek samolotu gdzieś pośrodku afrykańskiej dżungli i żyje sobie w najlepsze biegając nago z bizonami, głaszcząc pantery i rozmawiając z kolorowymi papugami. Oczywiście nie wszyscy członkowie ekspedycji mają w sercach szlachetną misję uratowania dziś już nieco wyrośniętej (niczym rasowa modelka) dziewczyny, próbując ugrać jak najwiecej dla siebie.

Fabułka jest prosta i pretekstowa, jednak pojawia się tutaj ciekawy wątek, który przyniesie później nieśmiertelność twórczą Ruggero. Mowa oczywiście o motywie zdziczałych kanibali, którzy wchodzą w jakiś dziwny układ z białym imperialistom i jego przybocznym magiem. Do tego mamy także czarnoskórych tragarzy, którzy zgodnie z tradycja giną w zasadzie 10 sekund po tym, jak pojawią się na ekranie bohatersko broniąc swoich białych, uzbrojonych w długie muszkiety panów. No cóż, taka specyfika kina tamtych lat!

Nie ma co ukrywać, Gungala, the Black Panther Girl to głupotka nakręcona tylko i wyłącznie dla kasy. Nie łudźcie się, nie szła za tym żadna inna idea! Trochę mordobicia, strzelania, egzotyki i dużo, dużo nagich ciał dumnie prezentowanych przez ekranowe piękności. A kobiety tutaj to oczywiście pierwsza liga włoskiej rozkładówki, i choć ich umiejętności aktorskie zostawiają dużo do życzenia, tak zawsze przyjemnie zatrzymać oko na zgrabnej kobiecie, która w dodatku buja się na lianach.

Choć z tym bujaniem się to też lekka przesada, bo zamiast dżungli mamy tutaj sceny kręcone głównie w studio. Wydaje mi się, że dekoracja została po jakimś innym filmie, i na niej zagranych została jeszcze cala masa innych produkcji! Sztuczność dżungli razi w oczy i widocznie odstaje od sekwencji, które wycięte są z innych, często przyrodniczych filmów. Co prawda jest tutaj kilka scen nakręconych w prawdziwym buszu, ba, nasza bohaterka w pewnym momencie dosiada prawdziwego słonia! Ale to tylko wyjątki, bo miejsca akcji nie czuć w filmie prawie wcale. Najlepsze są również momenty, kiedy jedna część naszych bohaterów płynie łódką po widocznie jesiennej, europejskiej rzece, kiedy nasza bohaterka stoi na brzegu… egzotycznej plaży z palmami w tle.

Nie ma co jednak ukrywać, film kręcony był minimalnym nakładem finansowym i miał po prostu zwrócić jak najwiecej do kasy. I jako relikt takiego eksploatacyjnego podejścia do robienia filmów sprawdza się zaskakująco dobrze! Jest uroczy na swój sposób, a głównie dzięki przesympatycznemu obliczu wcielającej się w tytułową rolę Kitty Swan. Duńska aktorka choć swoim warsztatem nie grzeszy, to łatwo łyknąć że jest to ta jedyna Gungala, jakkolwiek inaczej byśmy sobie ją wyobrażali.

Dla wszystkich tych, którzy lubują się w takiej kinematograficznej archeologii film ten będzie naprawdę miłym zaskoczeniem! Jak już wspomniałem, to skondensowana dawka wszystkiego tego, co eksploatowane było w kinie na przestrzeni lat i w sumie eksploatowane jest do dnia dzisiejszego. Bo kto nie lubi egzotycznych drapieżników i pięknych, skąpo ubranych kobiet? To zawsze jest wartość dodana i świadczy o tym, że film jest wart Waszej uwagi!

Oryginalny tytuł: Gungala la pantera nuda 

Produkcja: Włochy, 1968

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.