The Evil (1978)

Pośród najbardziej standardowych motywów horroru, nawiedzony dom jest jednym z tych najczęściej ogranych, ciężko jest zatem zrobić coś nowatorskiego na tym polu i to już od wielu lat. W 1978 także nie było to nic nowego i dlatego trzeba było wymyślić coś innego. Świeżym pomysłem miało być dodanie wątków religijnych, wszak nic tak nie podsyca atmosfery jak krzyże, tajemnicze krypty i samozapłon.

I to właśnie zrobił Gus Trikonis, któremu powierzono reżyserię filmu The Evil. Jako reżyser nie wsławił się niczym godnym odnotowania ani przed tym filmem, ani po, ale znany był jako tańczący aktor w West Side Story (1961) oraz mąż Goldie Hawn. Tym dziwniejsze jest to, jak świetnie sobie poradził z horrorem w erze przełomowej dla tego gatunku. Ba, nawet sam Roger Corman nazwał go jednym z najzdolniejszych młodych reżyserów, z jakimi kiedykolwiek pracował!

Sam film zaczyna się według najbardziej znanego ze schematów – psycholog (Richard Crenna) z żoną kupują stary, zniszczony dom, a raczej ogromne domiszcze, które ma 200 pokojów i wieżyczki niczym europejskie pałace. Chcą zrobić z niego centrum pomocy dla uzależnionych i wraz z grupką współpracowników i podopiecznych wybierają się na miejsce, aby je wspólnymi siłami odrestaurować.

Niestety nie czeka na nich wynajęty do rozpoczęcia prac dozorca, który w prologu został spalony żywcem w piwnicach. Zakasają rękawy i biorą się do roboty, wałęsając się po posiadłości. W pewnym momencie w podziemiach główny bohater znajduje drzwi w podłodze zabezpieczone krzyżem. Od razu postanawia go wyjąć rozpętuje tym samym piekło…

Bohaterowie giną na różne sposoby, ale reżyser nie epatuje nadmiernym okrucieństwem. Pojawiają się zjawy, śmiechy, pies zostaje opętany, szyb nie da się zbić, a drzwi otworzyć. Dom zdaje się żyć własnym życiem. Bohaterowie okazują się bardzo sprytni, niestety zło jest mądrzejsze. Wszystko to prowadzi do nieoczekiwanego finału, gdzie ton zmienia się diametralnie. Tego nie można się było spodziewać.

I tu niestety tkwi problem braku sukcesu komercyjnego tego dzieła. Film poróżnił krytyków, którzy toczyli spory czy finał jest dobry, czy zły. Film miał recenzje zarówno bardzo pozytywne, jak i bardzo negatywne. Jedni chwalili aktorstwo, zdjęcia i atmosferę, a inni rugali za niepotrzebne dodanie wątków teologicznych i konfliktu dobra ze złem. Wielu także nie dostrzegło, że zakończenie było naprawdę nowatorskie i dali filmowi łatkę odtwórczego. Koniec końców popadł on w zapomnienie, a zdecydowanie warto go odkopać, chociażby dla samej końcówki.

Oryginalny tytuł: The Evil 

Produkcja: USA, 1978

Dystrybucja w Polsce: BRAK

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.