Zbrodnie przyszłości (2022)

Nie mogę nazwać się ekspertem od kina Davida Cronenberga, widziałem zwyczajnie za mało jego filmów, żeby mieć jakieś konkretne oczekiwania wobec jego ostatniego dzieła, Zbrodni przyszłości. Choć na film ten czekałem bardzo mocno, zupełnie nie wiedziałem, czego się spodziewać ani tego, jaki ważny dla współczesnego świata temat będzie chciał udźwignąć reżyser na swych kościstych barkach. I w sumie nie wiem totalnie, co właśnie obejrzałem!

Kiedy tylko pojawiły się pierwsze doniesienia o tworzeniu przez kanadyjskiego reżysera Zbrodni przyszłości, wśród fanów jego twórczości od razu pojawiła się spora nadzieja na powrót do korzeni. W końcu taki sam tytuł nosił jeden z jego pierwszych filmów, nakręconych na początku lat 70. Nowa produkcja nie jest w żadnym wypadku remakiem czy kontynuacją tamtego filmu, jednak kilka wątków przefiltrowanych przez 50 lat twórczości reżysera pojawia się i tutaj.

Historia, która rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przyszłości, kiedy ludzkość zaczęła w dziwnym kierunku ewoluować, podąża za parą artystów Saulem Tenserem (Viggo Mortensen) i Caprice (Léa Seydoux). Ich performance charakteryzuje się niezwykłym aktem „chirurgii komputerowej”. Saul hoduje nowe narządy, które Caprice tatuuje, a następnie usuwa przed publicznością, używając mięsistego, gumowatego, ekstremalnie cronenbergowskiego panelu kontrolnego, który porusza kościste, ekstremalnie cronenbergowskie narzędzia chirurgiczne.

W tym świecie ludzie „wyrośli” z odczuwania tradycyjnego bólu, więc główny bohater mimo brutalnych aktów dokonywanych na jego ciele, zawieszony jest gdzieś pomiędzy nudą a mentalną agonią. Przedstawienia Saula i Caprice przyciąga uwagę Wippeta (Don McKellar) i Timlin (Kristen Stewart) z pół-tajnej organizacji zwanej Krajowym Rejestrem Organów. Ale motywacje tej dziwnej pary, a zwłaszcza ich rzeczywiste pragnienia lub potrzeby, są często niejasne. Istnieje również niejasna tajemnica dotycząca układu pokarmowego dziecka, ukazana w niezapomnianej sekwencji otwierającej, w której to dzieciak jakby nigdy nic je sobie plastikowy kubeł.

Jako że w tym osobliwym świecie nie istnieje ból fizyczny, a ludzie wyczyniają se swoimi ciałami prawdziwe cuda, chirurgia staje się nowym seksem i sztuką zarazem, czymś, co jeszcze potrafi dostarczyć jakiś dreszcz emocji. Saul cierpi na schorzenie, przez które jego ciało produkuje anomalne narządy, które Caprice usuwa podczas swoich wieczornych pokazów. Choć te publiczne widowiska są makabryczne, fakt, że bohaterowie nie odczuwają bólu, działa podobnie znieczulająco na nas jako widzów. W tych scenach jest też perwersyjna przyjemność: Saul, leżący w nowoczesnym, przypominającym trumnę łóżku zwanym modułem Sark, wyraźnie lubi być rozcinany przez zdalnie sterowane ostrza Caprice.

Dlatego też Zbrodnie przyszłości w najprostszej interpretacji to wyjątkowo obrazowa i dla wielu pewnie odrzucająca satyra na współczesne pojmowanie sztuki. Saul i Caprice muszą zmagać się z rywalami, fanami, a nawet groupies. Ale podobnie jak niespokojne ciało Saula, sam film ciągle mutuje, zmienia gatunki i kiełkuje w każdym kierunku, w jakim tylko zechce. Historia przeradza się w kryminał noir wraz z wścibskim detektywem i kilkoma uzbrojonymi w wiertarki femmes fatales. To także dziwnie wzruszająca historia miłosna, a zarówno Mortensen, jak i Seydoux portretują głębokie uczucie pod klinicznym chłodem swoich bohaterów. Film jest także przypowieść ekologiczną, w której biologia człowieka zmienia się dramatycznie w odpowiedzi na szybko gnijące środowisko.

Nie zapominajmy również, że od czasu Mapy gwiazd (2014) oraz uwielbianego przeze mnie Cosmopolis (2012), Zbrodnie przyszłości są pierwszym, pełnoprawnym horrorem science-fiction spod ręki Davida Cronenberga. Ostanim tego typu tworem był eXistenZ z 1999! Dlatego też jego powrót na to pełne mięsa, krwi i ścięgien pole może okazać się zarówno ekstremalny, jak i totalnie złagodzony względem tego, co zrodziła jego głowa poprzednio. Dla mnie jest to bliższe temu ekstremum, ponieważ pisząc tę recenzję, nie widziałem jeszcze kilku jego sztandarowych dzieł. Fani jego wcześniejszych dokonań mogą stwierdzić, że film ten jest bardziej kontemplacyjny i przepełniony momentami wyciszenia.

Pomimo długoletniej przerwy i jeszcze większego dystansu do swoich najgłośniejszych dzieł, Cronenberg pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych stylistycznie twórców filmowych ostatnich pięćdziesięciu lat. Rzadko zdarza się, aby reżyser wciąż tworzył dzieło, które jest tak spójne w dążeniu do artyzmu wizualnego, szczegółowego projektowania i skupienia się na obranej przez siebie tematyce i jest to coś, co należy świętować w dzisiejszych czasach. Teraz, po 80 latach spędzonych na tej planecie, mamy ciągłą nadzieję, że w przyszłości Cronenberg jeszcze nie raz zaskoczy nas czymś tak wykręconym, jak opisywany tutaj film.

Oryginalny tytuł: Crimes of the Future

Produkcja: Kanada/Grecja/Francja/Wielka Brytania, 2022

Dystrybucja w Polsce: monolith.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.