Wyjątkowe albumy muzyczne, które przeszły bez echa

Każdy ich zna, ale nie każdy wie, że tworzą kawał dobrej muzyki, a na swoim koncie mają rewelacyjne albumy. Artyści, których znamy z kina czy zespołów, w swoim zaciszu piszą niesamowite teksty, komponują muzykę, przez którą chcieliby pokazać siebie. I w większości z nich, nie spodziewalibyśmy się nawet, że drzemią w nich takie emocje. Wybraliśmy pięć, naszym zdaniem, najlepszych pobocznych, ale tak samo ważnych, projektów muzycznych znanych artystów.

1. Coconut Records

Aktor Jason Schwartzman, którego możemy kojarzyć ze współpracy z Wesem Andersonem, jak również z filmu Maria Antonina (2006), swoją przygodę z muzyką zaczął jeszcze przed grą na dużym ekranie. Po raz pierwszy wystąpił  jako perkusista alternatywnego zespołu rockowego Phantom Planet. Warto zaznaczyć, że jego muzyka nie skupia się na dotarciu do szerokiej grupy odbiorców – bardziej do tych alternatywnych, niezależnych.

Piosenki utrzymane są w klimacie popu lat 60., pełne dźwięków gitary i klawiszy, a do tego z melodyjnym głosem Schwartzmana – są lekkie i przyjemne. Oba albumy Nighttiming Davy, przeplatają w sobie indie rock, a teksty w większości są autobiografią artysty. Najbardziej znane utwory takie, jak West Coast czy Microphone, są lekko nostalgiczne, będąc przy tym niezwykle przyjemne i kojące. Muzyka Schwartzmana może nie być dla każdego, ale jest dobra do łatwego słuchania – wprawia nas w lepszy nastrój, pozwala odpłynąć w ciepłe popołudnie, gdy leżymy na kocu i ogrzewamy się w promieniach słońca.

2. Dead Man’s Bones

Czy z połączenia dziecięcego chórku, przyjaźni i oskarowego aktora może wyjść dobry album? Tak, i to jaki! Ryan Gosling okazuje się artystą wielu ukrytych talentów, a jednym z nich jest jego oryginalny, niski i przenikliwy głos. Dead Man’s Bones to naprawdę dziwna płyta, a ich projekt sugeruje, że Gosling i jego przyjaciel Zach Shields czerpali inspirację z mrocznych dźwięków lo-fi, dodając do nich mocną perkusję i chór uczniów z akademii Silverlake Conservatory of Music.

Lose Your Soul”  to tak dobra piosenka, że sami nie wiemy, kiedy zapętla się w naszej głowie i zaczynamy ją nucić, dając się ponieść jej upiornym rytmom. Cały klimat albumu przywodzi na myśl zabawę halloween z małego, nawiedzonego miasteczka (ach, i te kościelne organy!) . W utworze „In the Room Where You Sleep” występuje zaskakująco efektywne nucenie Goslinga, ale wszystkie piosenki podążają swoimi niezwykłymi ścieżkami.

Ten album zostaje z nami na długo po przesłuchaniu.

3. Viggo Mortensen 

Zupełnie z innego świata przybywa ze swoją muzyką Viggo Mortensen. Powszechnie znany jako aktor z roli Aragorna w trylogii Władcy Pierścieni lub takich filmów, jak Captain Fantastic czy Green Book, jest również poetą, malarzem. Na swoim koncie ma nie tylko kilkanaście publikacji przetłumaczonych na kilka języków, ale też 21 (!) studyjnych albumów i to na nich chcielibyśmy się skupić.

Większość z nich powstała we współpracy z gitarzystą Buckethead, głównie wydanych przez jego własną wytwórnię płytową. Całość muzyki opiera się na gatunku eksperymentalnym, trochę psychodelicznym, ambiwalentnym. Nie znajdziemy tam piosenek do zanucenia. Przez długie, noise’owe dźwięki, przedzierają się słowa Viggo, głównie jego poezji.

Jednym z najbardziej docenionych przez krytyków albumów artysty jest Pandemoniumfromamerica z 2003 roku. Ostrzegamy jednak, że to wejście w nieznane, dziwne i niekomfortowe miejsce w muzyce, ale Mortensen i Buckethead tworzą jedne z najlepszych awangardowych albumów ze słowem mówionym, jakie kiedykolwiek powstały.

4. Lenny Valentino 

Dla niektórych zespół, który jest unikatowym elementem polskiej sceniy alternatywnej. Dla innych jest zaskakującym odkryciem, bo projekt Artura Rojka, pierwszego frontmana i założyciela zespołu Myslovitz, i Mietalla Walusia (zespół Negatyw) wydał tylko jeden album Uwaga! Jedzie tramwaj, który wystarczył, by o zespole zrobiło się głośno. Krótkie lata aktywności nie przeszkodziły uzyskania zespołowi statusu kultowego, a do dziś białym krukiem jest ich pierwsze, oryginalne wydanie CD, nie mówiąc już o winylu.

Po latach zespół wystąpił tylko raz na Off Festivalu w 2006 roku, a koncert został zarejestrowany na DVD. Muzyka w dźwiękach alternatywnego post rocka, dream popu to bardzo smutna podróż przez zwykłe, proste życie. Pełne melancholii Trujące kwiatyChłopiec z plasteliny przeplatają się z rytmicznymi, wręcz zapętlonymi utworami Dzieci 2 czy Karuzele, skutery, rodeo.

To jeden z niewielu albumów, który nie ma słabych stron. Tam po prostu jest Artur Rojek I tylko jego świat.

5. EL VY

Matt Berninger, znany większości z zespołu The National, stworzył niezwykle magiczny duet z Brentem Knopfem z Ramona Falls I Menomena. Zespół The National wyłonił się jako ostoja wielkiej niezależności, ponieważ ich szerokoekranowa melancholia okazała się trwała i trudna do naśladowania. A tych, którzy byli osłuchani z ich stylem, projekt EL VY mógł nieźle zaskoczyć.

Album Return to the Moon całkowicie odbiega od wzruszającego głosu Berningera, choć wiemy, że Matt potrafił wydobyć z siebie mocne, krzykliwe tony. Tu, jest magnetyczny, znużony, ekscentryczny. Pozwala sobie na nonszalancję, wulgaryzmy. Luźne dźwięki sprawiają wrażenie, że są improwizacją.

EL VY brzmi trochę jak zerwanie się ze smyczy, która prowadziła Berningera po właściwej ścieżce, ale teraz szuka czegoś nowego, chcąc odkryć swoje drugie oblicze. Słychać, że dzieje się to na zasadzie prób I błędów. Nie jest to idealna płyta I własnie to jest świetne. Idealny I ułożony frontman The National pokazuje się z zupełnie innej strony I robi to bardzo dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *