Krzyk (2022)

Nieskromnie powiem, że pierwszy Krzyk (1996) to film, który w swoim życiu widziałem chyba największą ilość razy. Uwielbiam to, w jaki sposób Wes Craven zdekonstruował klasyczny slasher, wprowadzając go w nową erę. Dlatego też na nowy film z cyklu czekałem z wypiekami na twarzy, a wszystkie przedpremierowe doniesienia tylko mnie podkręcały.

I o jak dobrze się stało, że nie zepsułem sobie wyczekiwanego seansu jakimiś spoilerami, bo w tradycji tej franczyzy przecież najważniejsze jest to, żeby grać naszymi oczekiwaniami i dać nam po łbie przewrotnym finałem. Bez zdradzania szczegółów zakończenie Krzyku A.D. 2022 jest znajome, ale ma to naprawdę gruntowne podstawy w całej konstrukcji filmu.

Film zabiera nas do Woodsboro 11 lat po wydarzeniach z Krzyku 4 (2014), do którego powrócił również morderca w ikonicznej masce ducha polujący na wszystkich, którzy mieli powiązania z wydarzeniami sprzed lat. Naszą główną bohaterką jest Sam (Melissa Barerra), która wraca do rodzinnego miasteczka po tym, jak jej siostra Tara (Jenna Ortega) staje się ofiarą zamaskowanego zabójcy. Chcąc znaleźć mordercę, chronić grupę przyjaciół swojej siostry i powstrzymać falę zbrodni, Sam prosi o pomoc Dewey’a Riley (David Arquette), Gale Weathers (Courtney Cox) i Sydney Prescott (Neve Campbell).

Nowy Krzyk to więc powrót znanych postaci i wprowadzenie na plansze zupełnie nowych pionków. Być może sam jestem teraz zaskoczony moimi słowami, ale film ten idzie tropem… najnowszej trylogii STAR WARS (2015-19). Bez żadnych spoilerów, niektóre ze znanych postaci giną, inne mają momenty na powtórzenie swoich popisowych wyczynów czy ponowne spotkanie się. Dla fanów serii będzie to oczywiście miód na serce, dla kogoś, kto nie oglądał dotąd żadnego Krzyku (a uwierzcie mi, są tacy ludzie), będą to niepotrzebne wypychanie czasu.

Wyreżyserowana przez Matta Bettinelli-Olpina i Tylera Gilletta (którzy mają na koncie fantastyczną Zabawę w pochowanego (2019)) piąta część Krzyku jest widocznie unowocześniona tak, by była przystępniejsza dla nowej generacji fanów gatunku. Chociaż jest to najmądrzejszy, najzabawniejszy i najbardziej zadziorny film od czasu oryginału z 1996 roku, wydaje się, że seria ta zatoczyła pełne koło, niczym mityczny Wąż Uroboros, który bez końca będzie pożerał swój ogon, aż drażliwi i toksyczni fani w końcu stracą cierpliwość.

I właśnie to stanowi tutaj cały fabularny trzon filmu, toksyczni fani, którzy niezdrową miłością darzą konkretne teksty kultury. Czy taki policzek był potrzebny? Pewnie tak, bo zawsze to dobrze obśmiać, jak wiemy z prawdziwego życia, prawdziwe problemy. Z drugiej strony film wydaje się zrobiony dokładnie tak, by tych fanów nie urazić. Tak, jak już wspomniałem, ma to swoją wewnętrzną logikę, ale obdzierając film z jego dziedzictwa, może się to wydawać trochę nie na miejscu. Ja bynajmniej zupełnie tego nie czułem, bo kupiłem bez zająknięcia wszystko to, co zaoferowali mi twórcy.

Zawiodłem się jednak na tym, jak grzeczny jest to film. Poprzednia część i wieści o przyznawaniu mu kategorii R nastawiły mnie na konkretną rzeźnię na ekranie. Tymczasem trupów w nowym Krzyku pada zaskakująco mało! Do tego nie ma tutaj nic bardziej pomysłowego od wepchnięcia komuś noża w policzek czy użycie dwóch noży na jednym ciele. Pod tym względem film nie podjazdu do takiego Halloween zabija (2021), jednak nie myślcie też sobie, że kukurydziany syrop leżał na planie zakręcony.

Co mogę powiedzieć kończąc ten wywód? Nowy Krzyk to fantastyczny meta-slasher, który okaże się nie tylko miłym powrotem dla fanów serii, ale również całkiem sprawnym filmem samym w sobie. Jednak próg wejścia dla kogoś, kto na co dzień raczej stroni od kina siekanego, okaże się zbyt wyśrubowany. Na każdym kroku twórcy puszczają do nas oko, sprawdzają naszą wiedzę z gatunku i bawią się jego kliszami. Ja bawiłem się jak prosie, ale cholera, mi podobał się nawet produkowany przez MTV serial Scream! Dlatego odbierzcie tę recenzję jako wywód kogoś, kogo zaślepia miłość do franczyzy.

Oryginalny tytuł: Scream

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: forumfilm.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.