Batman (2022)

Powiedzmy sobie szczerze, filmowe uniwersum DC jest w opłakanym stanie. I ten tragiczny stan trwa mniej więcej od momentu, kiedy za jego sterami zasiadł Christopher Nolan, kręcąc chyba najbardziej nie-komiksowy film oparty na postaci komiksowej, jaki kiedykolwiek powstał. Ten fatalistyczny trend trwał sobie w najlepsze, a my dostaliśmy takie abominacje gatunkowe jak Legion samobójców: The Suicide Squad (2021), przereklamowany Joker (2019) czy opisywany tutaj Batman.

Już fantastycznie zmontowane zwiastuny nastawiały nas na kino mroczne, wręcz nihilistyczne, stojące w widocznej opozycji do pełnego kolorów oraz życia uniwersum Marvela. Oczywiście jest to tylko i wyłącznie kwestia tego, jaką wizję na przedstawienie historii człowieka-nietoperza miał twórca, Matt Reeves. Nie zapominajmy jednak, że jako materiał źródłowy wziął sobie powieść graficzną, język kultury popularnej, który kierowany jest głównie do najmłodszych jej odbiorców.

I choć otwarcie Batmana jest według mnie genialne, film ten z każdą kolejną minutą dusi się we własnym sosie. Sceny wprowadzające, w których widzimy będące na styku gotyckiego przepychu i realistycznego pragmatyzmu Gotham, naprawdę przyprawiają o ciarki. Widz ma realne przeczucie, że w każdym ciemniejszym zakątku tego urbanistycznego molocha kryć się może tytułowy bohater, a widoczny na niebie świetlisty symbol staje się realną przestrogą dla wszystkich tych, którzy mają w planach czynić zło. Nadęty niczym mój własny brzuch komentarz głównego bohatera tylko podkręca to całe doświadczenie.

Bo w tym świecie tytułowy heros walczy o sprawiedliwość już jakiś czas, stając się rozpoznawalną personą w środowisku przestępczym i pośród stróżów prawa. Znajomości te będzie musiał wykorzystać próbując ująć seryjnego mordercę Riddlera, który przy kolejnym ciele ważnej persony Gotham zostawia robiące za łamigłówki wiadomości do samego Batmana. W sumie tyle mogę powiedzieć o fabule, bo choć ta jest w gruncie rzeczy prosta, przedstawiona zostaje nam w najgorszy możliwy sposób, poprzez ogrom wypowiadanych dialogów.

Batman to film, który naprawdę potrafi wynudzić. Jego schemat wygląda mniej więcej tak: badanie miejsca zbrodni, gadanina, gadanina, badanie miejsca zbrodni, gadanina, losowo wklejona scena akcji, gadanina. Wszystko tutaj dzieje się w tempie ślimaczym, a bohaterowie co rusz słuchają kolejnych doniesień ze stacji informacyjnych, czytają na głos listy czy odsłuchują nagrań telefonicznych. Ta ilość słownej ekspozycji naprawdę potrafi przytłoczyć! Zwłaszcza że dialogi często wydają się pisane przez 15-latka w czarnych ciuchach i plakatem Nirvany na ścianie.

Bo film ten popada w ten sam case, co Joker z 2019 roku. Oba filmy pod pierzynką tumblerowego mroku starają się przemycić jakiś ważny komentarz społeczny. Oczywiście jest to kino typowo amerykańskie, więc wszystko wylane jest tutaj prosto w naszą twarz. Doceniam to, że reżyser chciał dać policzek białej, uprzywilejowanej kaście jednocześnie wyciągając na pierwszy plan problemy zepchniętej na margines mniejszości. Ale to tylko fasada, za której dobrymi chęciami nie kryje się nic więcej. Pod tym względem taka Czarna Pantera (2018) od Marvela jawi się jako niedościgniony wzór. Wiele mówiło się też o biseksualnej roli Zoë Kravitz, która okazuje się… no wcale jej tu nie ma! Naprawdę, środowiska LGBTQ+ mają pełne prawo do bojkotu!

Pod względem przesłania, rozbudowania postaci czy ich motywacji film jest mocno ociężały i taki toporny. Traktuje widza, czyli nas, jak idiotów, którym musi zdanie po zdaniu tłumaczyć to, co chce nam przekazać. A przekaz ten w mniemaniu filmu jest wyniosły i zaangażowany. Szkoda tylko, że realnie okazuje się po prostu pompatyczny i karykaturalnie wręcz patetyczny. Tam, gdzie Marvel jawi się jako prymus zaliczając na piątkę każdy kolejny test, DC wygląda jak ambitny uczeń, którego niestety nie puszcza głowa.

Ale czy jest w tej pozbawionej krzty humoru, nadęcie mrocznej i rozwleczonej bule coś, co usprawiedliwia wizytę w kinie? No tak, fantastyczne zdjęcia i atmosfera wylewająca się z ekranu. Dużo jest tutaj umiejętnego grania światłem, lokacje mają swój charakter, a sceny takie jak tak, w której Batman wraz z Gordonem odwiedzają miejsce pierwszej zbrodni Riddlera to czyste, filmowe złoto. Nie jest to wciąż poziom budowania klimatu jak u Burtona czy Joela Schumachera, ale pod względem czysto estetycznym się ten film po prostu chłonie.

Dużo też mówiło się o tym, czy Robert Pattinson da radę udźwignąć rolę przyozdobionego o uszka mściciela nocy. Ja byłem spokojny i w sumie nie zawiodłem się, bo w rolę Batmana wcielił się nawet okej. Gorzej jest już z jego przedstawieniem Bruce’a Wayne’a, bo choć tego na ekranie nie ma za wiele, nie różni się od praktycznie zupełnie od neurotycznego człowieka-nietoperza. Ten brak widocznej granicy jest chyba najbardziej rażący, tak samo jak to, że tak wybitny aktor jakim jest Paul Dano nie ma tutaj za wiele do grania! Jego Riddler inspirowany jest widoczne prawdziwym, seryjnym mordercą Zodiakiem i choć z początku nijak nie pasowało mi to do filmu komiksowego, to jednak moja sympatia dla grającego go aktora zwyciężyła.

Ale w zalewie nijakich do bólu filmów, Batman to zdecydowanie najciekawsza produkcja otwierająca rok 2022. Co prawda dalej jest on o krok milowy za tym, do czego doszedł w tym momencie Marvel, ale myślę, że jest to dobre rokowanie na przyszłość. Danie twórcom więcej swobody twórczej i nie ograniczanie ich w ramach uniwersum jest jedynym wyjściem z twarzą dla DC. I choć dla mnie wizja Batmana jako rozchwianego emocjonalnie i wiecznie przygnębionego detektywa nie kupiła, tak rozumiem, że może się to spodobać innym. Zwłaszcza, jeśli przeżywają akurat okres „buntu” lub są fanami Billie Ellish. Bo film ma swój charakter, jest widocznie jakiś, czego nie można powiedzieć o takiej trylogii Nolana. Jak to powiedział mój kumpel, nowy Batman to „idealny film na wizytę w kinie po robocie, choć wątków mogłoby być mniej”.

Oryginalny tytuł: The Batman

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: warnerbros.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.