Swamp Women (1956)

Kobiety w amerykańskim kinie eksploatacji zawsze stanowią wdzięczny temat, dlatego też nie nie dziwi zupełnie fakt, że łapy na kobiecym ciele musiał położyć niekwestionowany król taniochy, Roger Corman. Powracał on w swojej rozległej karierze do tego nurtu jeszcze wielokrotnie, jednak to właśnie omawiany tutaj tytuł stanowi prawdopodobnie pierwsze jego podrygi w portretowaniu zdominowanego przez płeć piękną kina gangsterskiego.

Już scena otwierająca nasuwa nam na myśl, że jest to raczej pionierskie brodzenie w błocie, niż pewne przedzieranie się przez moczary z maczetą w dłoni. Film bowiem zaczyna się od nieco przydługawej, odstającej widocznie jakością sekwencji z parady przechodzącej ulicami Nowego Orleanu. To właśnie temu pochodowi przygląda się dwójka naszych głównych bohaterów, Bob Matthews i jego dziewczyna Marie.

On (Mike Connors), potentat naftowy o aparycji młodego Seana Connery’ego, ona (Susan Cummings) lokalna dziewczyna bezpamięci zakochana w swoim mężczyźnie. Bob chce odwiedzić okalające wszystko bagna w poszukiwaniu ropy, co jego dziewczyna uważa za bardzo fajny sposób spędzenia czasu razem. Dziwne, bo dziewczę wychowane wśród moczrów Nowego Orleanu ekscytuje się nimi tak, jakby pierwszy raz w ogóle widziała oczko wodne!

W tym samym czasie cztery krzepkie laseczki, twarda brunetka, rozsądna blondynka, porywcza ruda i platynowowłosa seksbomba, uciekają z więziennej celi i kradnąc podsawiony pod nosem samochód, udają się na bagna w poszukiwaniu zakopanych wcześniej diamentów. Po drodze porywają motorówkę, biorąc mężczyznę i jego dziewczynę jako zakładników. Jednak kobiety nie wiedzą, że jedna z nich jest tajną policjantką, posadzoną w grupie w nadziei, że pozostałe trzy doprowadzą ją do skradzionego skarbu.

Zobacz cały film tutaj:

Choć z filmu na każdym kroku wydziera się na nas niski budżet, reżyserski wrasztat Cormana wyciąga z niego, co się tylko da. Klimat mokrego i bagnistego południa jest oddany tutaj naprawdę bardzo dobrze i szkoda, że film ten oglądałem w wersji kolorowej. Monochromatyczna paleta barw podkreśliłaby zapewne jeszcze bardziej złowrogi krajobraz moczarów, które tak namacalnie wręcz osaczają naszych bohaterów.

W takich okolicznościach oglądamy nasze kociaki, które pływają topless w leśnych oczkach wodnych, uciekają przed wielkim aligatorem czy… terroryzują nożem i pistoletem Bogu ducha winnych kochanków. I w sumie do wszystkich bohaterów tutaj przedstawionych można podejść tylko od strony estetyki, ponieważ scenariusz nie zawraca sobie głowy czymś takim, jak nadanie im jakiś głębszych charakterów czy nadpisaniem konkretnej motywacji. To kartonowe, ładne wycinanki, które brodzą w mule aż do momentu, kiedy całkowicie się w nim rozpuszczą.

Bo Swamp Women to film, który mimo krótkiego czasu trwania, dłuży się niemiłosiernie. Całe wieki zajmuje mu koślawe ustalenie całej tej sytuacji ze złodziejami, tajnym policjantem, diamentami i niezwykle nudną parą Boba i Marie. Można by pomyśleć, że gdy film trafi już na bagna, akcja się rozkręci, ale film nadal toczy się swym ślimaczym tempem.… świetnym przykładem jest sekwencja, w której bohaterowie muszą wydostać się z łodzi i przeciągnąć ją przez płytką sadzawkę. Myślisz, że coś się wydarzy, ale potem wracają do motorówki i odpływają.

To rodzaj filmu, którego oglądanie nie daje nawet tyle radości, ile patrzenie na jego plakat. Kilka naprawdę ładnych ujęć amerykańśkiego bagna nie rekompensuje czasu, jaki na niego stracimy. Nawet zatwardziałe feministki nie znajdą tutaj niczego, co może podnieść ich morale, bo „bagienne kobiety” są po prostu nudne! Tylko dla zatwardziałych koneserów Rogera Cormana, choć i tak to bardziej ciekawostka, aniżeli jakkolwiek wartościowy seans.

Oryginalny tytuł: Swamp Women

Produkcja: USA, 1956

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.