Zatrzyj ślady (2018)

Ojciec (Ben Foster) i córka (Thomasin McKenzie) wiodą na pozór beztroskie życie na łonie natury. Otoczeni soczyście zielonym lasem prowadzą się według zasad surowego survivalu, w końcu on jest weteranem wojennym, którego wciąż prześladują wspomnienia z frontu. Ona praktycznie nie zna innego życie niż to w głuszy, dlatego też, kiedy upomina się o nich cywilizacja, nowe miejsce zamieszkania jawi im się jako pozłacana klatka.

Zatrzyj ślady to przede wszystkim film o życiu poza amerykańskim system, zarówno tym ekonomicznym, jak i społecznym. Ale nie spodziewajcie się jakiegoś anarchistycznego manifestu czy dzieła, które zechce rzucić Was na barykady walki z systemem. Reżyserka i współscenarzystka Debra Granik stara się raczej przedstawić historię ludzi szukających pewnej harmonii ze swoją ojczyzną, nie popadając przy tym w kaznodziejskie banały.

Adaptując powieść Petera Rocka My Abandonment, twórczyni na szczęście nie wpada w pułapkę tego typu kina, nie wartościuje i nie ocenia swoich bohaterów. Z drugiej strony nie idealizuje ich wyboru. Oczywiście prostota oraz szczerość takie życia może wydawać nam się pełną miłości alternatywą dla życia w „wyścigu szczurów”, jednak to wciąż pewna możliwość, a nie totalnie przeciwstawienie się obecnemu porządkowi.

A droga ta stanowi ucieczkę dla granego przez Bena Fostera ojca od jego napadów lękowych związanych z PTSD. Element ten również Granik osnuła delikatnym płaszczykiem subtelności. Nie rzucą nam się do oczu i uszu głośne sceny retrospekcji z tajemniczego konfliktu, w którym brał udział nasz bohater, jednak latające nad głową helikoptery służb porządkowych, dźwięki ulicznego ruchu czy pracujących maszyn skutecznie mu o niej przypominają.

Film wyciska z Bena Fostera, gościa, który kojarzony jest raczej z bardziej wartkim kinem, pokłady dramatyzmu. Fenomenalnie wciela się w rolę poturbowanego na umyśle ojca, który po prostu chce żyć z własną córką na swoich zasadach. Wtórująca mu Thomasin McKenzie to moim zdaniem wschodząca wielka gwiazda kina, więc dała tutaj naprawdę łapiący za serce pokaz dziecka, które zostaje rozdarte między dwa tak różne od siebie światy. Aktorsko Zatrzyj ślady jest wręcz małym arcydziełem!

Tom naprawdę tkwi między światami. Jest córką i kocha naprawdę swojego ojca, będąc przy nim szczęśliwa. Ten na całe szczęście nie zrobił jej prania mózgu zgodnie z filozofią survivalu. W miarę trwania filmu dwójka bohaterów pozostaje razem, chociaż ich poglądy na życie zaczynają się różnić. Will dąży do przywrócenia równowagi, którą w dużej mierze osiągnął na początku filmu, podczas gdy Tom zaczyna się zastanawiać, czy jakiś kompromis – życie z odrobiną interakcji społeczności i technologii – bardziej by jej odpowiadał. Granik ogrywa ten narastający konflikt z pełną miłością i zrozumieniem.

Również strona wizualna filmu potrafi naprawdę zachwycić. Las, choć jest to północnoamerykańska knieja, wydaje się emanować klimatem gęstej dżungli. Jest wręcz baśniowo zielony, gęsty, parny, mokry i stanowi krainę, gdzie obcy widocznie z nią kontrastują. Dlatego też napotykani przez naszych bohaterów pracownicy leśni czy przypadkowi biegacze tak wyraźnie odcinają się kolorami od przestrzeni. Nie tyle są intruzami, ile przybyszami z zupełniej innej planety, którzy nawiedzają las, by później wrócić na swoje miejsce w mieście. Dla naszych bohaterów ta właśnie głusza jest domem.

Kiedy podróż naszej dwójki bohaterów dobiega końca, możemy naprawdę poczuć łamanie naszego serca. To, co starała się ukazać nam Chloé Zhao w swoim oscarowym Nomadland (2020), Granik zrobiła już wcześniej, oddając należny głos ignorowanej przez wszystkich części Stanów Zjednoczonych Ameryki. Zatrzyj ślady to dzieło, które potwierdza regułę o tym, że to dobra historia stanowi podstawę, a ta opowiedziana tutaj zwyczajnie rozkleiła mnie jak małe dziecko. Dawno nie płakałem po seansie.

Oryginalny tytuł: Leave No Trace

Produkcja: USA, 2018

Dystrybucja w Polsce: chili.com

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.