Tokyo Vice (2022-)

Choć sam wolę małomiasteczkowy spokój od zgiełku wielkiego miasta, jest coś fascynującego w oglądaniu ludzi, którzy próbują z całych sił i w pełni determinacji wejść w rytm wielkiej metropolii. A nie ma chyba lepszej scenografii dla takiej historii niż Tokio, miasto, które dosłownie nigdy nie zasypia i dla nas, Europejczyków, stanowi zupełnie inny świat będący na styku futurystycznego molocha i staromodnego stylu życia.

Napisany na podstawie wspomnień Jake’a Adelsteina Tokyo Vice to składający się na osiem epizodów naprawdę mięsisty serial. Naszym przewodnikiem po tokijskich ulicach staje się zatem sam Jake Adelstein (Ansel Elgort), amerykański dziennikarz śledczy, który zamierza szturmem podbić japońskie dziennikarstwo, ale najpierw musi nauczyć się, jak radzić sobie w rządzonej przez Jakuzę stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni lat 90. XX wieku.

Za sprawą ponadprzeciętnie biegłego języka, Adelstein trafia do największego gracza na rynku dziennikarskim. Jednak Japonia nie okazuje się dla naszego przybysza zbyt otwarta, szybko podcinając jego ambicje i zmuszając do przepisywania oficjalnych, policyjnych komunikatów prasowych unikając przy tym wszelkich, niewygodnych pytań. Jednak nasz bohater dociekliwość ma we krwi i kiedy trafia na trop makabrycznego morderstwa, staje na odcisk zorganizowanej przestępczości, spotykając przy tym wiele ciekawych postaci.

Pierwsze, co uderza nas po obejrzeniu pierwszego odcinka, jest fakt, jak dobrze poprowadzonym serialem jest Tokyo Vice. Pilotażowy epizod został nakręcony przez Michaela Manna, który bardzo dobrze wie, jak uchwycić specyficzny rytm wielkiego miasta. Od ciemnych zaułków po rozświetlone neonami centra rozrywkowe, Tokio jest zdradzieckie, budzące grozę i dezorientację, ale również zachwycająco piękne. Tak naprawdę metropolia jest tutaj pełnoprawnym bohaterem, nieustępującym ekspresją prawdziwym aktorom.

Jeśli tak jak ja nie siedzieliście zbytnio na temacie japońskiej przestępczości zorganizowanej, to Tokyo Vice stanowi naprawdę bardzo dobry wstęp. Pomijając aspekt wizualny w postaci charakterystycznych tatuaży, które nawet stanowią część fantastycznego intra, dokładnie dane nam będzie przyjrzeć się metodą działania Jakuzy, jej taktykę, brutalność i rozmach. Hierarchiczna struktura oparta na samurajskich pojęciach lojalności i honoru po prostu fascynuje. I, w szerszej perspektywie, widzimy, jak Jakuza wdarła się na każdy poziom Japonii lat 90., od barów z hostessami, przez bankowość, po podejmowanie decyzji na szczeblu władzy, która zrobi wszystko, aby uniknąć wojny gangów.

Oczywiście jest to główne danie, jakie serwuje nam Tokyo Vice. Są gdzieś w tym wszystkim poboczne, mniej lub bardziej znaczące historie poboczne, jednak nie chcę się na nich skupiać i psuć Wam zabawy z oglądania serialu. Powiem tylko, że scenariuszowo jest to prawdziwy majstersztyk, który się chłonie. Relacja naszego bohatera z pewnym członkiem Jakuzy to czyste złoto, a I Want It That Way Backstreet Boys nigdy już nie zabrzmi dla mnie tak samo. Wiele jest tutaj takich małych relacji, które potrafią zaangażować nas bardziej, niż wątek główny, i czasami żałowałem, że nie znalazły kontynuacji w kolejnych odcinkach, bo chyba wolę takie prozaiczne ludzkie rzeczy od mafijnych porachunków.

Jednak najciekawsze w serialu jest spojrzenie na kulturę tak odmienną od naszej. Do tego serial opowiadany z perspektywy osób z zewnątrz wprowadza jeszcze większą „niezręczność” w ukazywaniu pewnych egzotycznych dla nas zwyczajów. Czasami ciężko jest uwierzyć, jak bardzo ważny jest w kulturze Jakuzy honor i jego egzekwowanie naruszania rygorystycznego kodeksu. Z jednej strony jest to fascynujące, z drugiej nieco irytujące, ponieważ widz sam wie, że bohaterowie robią sobie te wszystkie okropności sami. Ale cóż, nie jest to przecież film dokumentalny, więc nie ma też co łykać wszystkiego jak leci!

Tokyo Vice nie musi zalewać nas hektolitrami krwi, aby utrzymać widza w napięciu przed ekranem. W tym sensie jest bliższy klasycznemu filmowi o samurajach niż większości thrillerów akcji. Serial żyje w chwilach pomiędzy aktami przemocy, a kiedy przemoc w końcu się pojawia, to tylko po to, by zaznaczyć naprawdę ważny moment historii. Ale konflikty są tutaj rozładowywane raczej szeptem i skinieniem głowy, a nie hałaśliwą strzelaniną. W ten sposób skupiamy się na bardziej intymnych momentach, takich jak noc imprezowania z nowym przyjacielem lub znajdowanie wspólnego języka w muzyce, modzie i mandze. To tajemnica, thriller, portret miasta i emocjonująca opowieść o ludziach, którzy po prostu próbują żyć na własnych warunkach, jak tylko potrafią. I ja na przykład nie mogę się doczekać, aby zobaczyć więcej tego, co Tokio ma jeszcze dla nich do zaoferowania.

Oryginalny tytuł: Tokyo Vice

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: hbomax.com

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.