Highway Dragnet (1954)

Jako jeden z pierwszych filmów produkowanych i napisanych przez kultowego Rogera Cormana, Highway Dragnet oparty jest o jego własne przeżycia. Roger wybrał się któregoś dnia nad brzeg sztucznego, kalifornijskiego jeziora Salton. Akurat zbiornik ten posiadał znacznie podniesiony stan wody, przez co dolne partie nabrzeżnych domów były zwyczajnie zalane. Corman pomyślał od razu, że jest to świetne miejsce na kulminacje filmu! Kiedy wrócił z wycieczki, od razu zabrał się za pisanie.

Pomysł na ekranizacje scenariusza Rogera Cormana podłapał Allied Artists, wykupując prawa do niego za zawrotną sumę 3500 dolarów. Zmieniając jego pierwotną nazwę z The House in the Sea na znany dziś tytuł i zatrudniając Cormana w roli producenta pomocniczego, firma nakręciła film w 10 dni w słonecznej Coachella Valley w Kalifornii. Z perspektywy czasu wiemy, jak wielka była to lekcja dla młodego wówczas filmowca!

Wyróżniony medalami żołnierz, Jim Henry (Richard Conte), właśnie wrócił z frontu Wojny Koreańskiej. Teraz spędza czas na podróżowaniu przez Stany i na spotykaniu się z mniej lub bardziej przypadkowymi dziewczynami na trasie. Dzień przed tym, jak łapie stopa do Vegas w celu spotkania się z kumplem z wojska, flirtuje z uroczą blondynką. Następnego ranka zostaje zatrzymany przez policję jako podejrzany o jej morderstwo. Pozostawiony sam sobie i ewidentnie wrobiony mężczyzna rozpoczyna ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości.

Highway Dragnet w żołnierskich (heh) słowach to kryminał w stylu noir, nakręcony z oczywistych przyczyn w konwencji amerykańskiego kina klasy B. I jeśli lubujesz się w tego typu oldschoolowych thrillerach, to odnajdziesz się tutaj jak w domu! Nie jest to co prawda żadna klasyka, ale jak na budżet i ekspresowy czas produkcji, film sprawia wrażenie zrobionego naprawdę solidnie, bez kłujących w oko skrótów czy niedoróbek.

Zobacz cały film tutaj: 

Przykładowo, zamiast kręcić w jakiś ciasnych i sztucznych studiach, praktycznie cały film zrealizowany jest w prawdziwym plenerze. Taka decyzja ze strony reżysera Nathana Juran znacząco podnosi wartość produkcyjną filmu. Dlatego też wymarzony przez Cormana finał w zalanym domostwie, który znalazł się również i w filmie, jest naprawdę klimatyczny. Tak samo reszta lokacji, nie wieje tandetą i idealnie pasuje do takiego bardzo „amerykańskiego” charakteru całej produkcji. W sumie nigdzie indziej na świecie przydrożne bary nie wyglądają aż tak filmowo, jak w Zjednoczonych Stanach Ameryki.

Do tego Highway Dragnet pochwalić się może naprawdę solidną obsadą aktorską. Choć nie są to co prawda ludzie, których szafy kurzą się od zalegających w nich statuetek Oscara, to taki Richard Conte jest na tyle dobrym aktorem, że łatwo kibicować jego postaci. To taki dobry facet w złym mieście, a towarzyszące mu kobiety tworzą równie imponujące kreacje co on. Film wsparł też Reed Hadley, popularny w latach 40. aktor filmowy i telewizyjny, który tutaj wcielił się w rolę rdzennego policjanta próbującego dorwać mordercę. Biorąc pod uwagę jego staż w westernach, Hadley czuł się na planie jak w domu.

Być może dla bardziej wymagającego widza największym problemem tego, jakby nie było, rupiecia okaże się jego fabuła. Myślę, że jeśli posądzilibyśmy przed telewizorem bardziej rezolutnego 8 latka, to bez problemu gdzieś tak w połowie filmu rozszyfrowałby prawdziwą tożsamość mordercy. Scenariusza rzuca nam pod nogi całą masę wskazówek, dlatego też ostateczne rozwiązanie nie robi może takie wrażenia, jakie powinno.

Ostatecznie film zarobił trochę pieniędzy, jednak nie rozbił banku. Dziś jest jednak najbardziej znany jako pierwszy, autorski scenariusz Rogera Cormana i to dzieło, które przekonało późniejszego króla klasy B do poświęcenia swojego życia dla kina. Jeśli macie wolną nieco ponad godzinę, to warto dać szansę Highway Dragnet! Bo to naprawdę przyjemna wycieczka w przeszłość, do czasów, kiedy kinem rządził niski budżet, twardzi faceci i piękne kobiety. A to wszystko znajdziemy właśnie tutaj!

Oryginalny tytuł: Highway Dragnet

Produkcja: USA, 1954

Dystrybucja w Polsce: BRAK

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.