Czarny telefon (2021)

Trzecie już spotkanie reżysera Scotta Derricksona, współscenarzysty Roberta Cargilla i niewątpliwej gwiazdy Ethana Hawke’a okazało się niemałym hitem dla studia Blumhouse jeszcze przed premierą. Głośno było o Czarnym telefonie nie tylko wśród fanów horroru, ale i bardziej „niedzielnych” widzów, którzy pamiętali przeceniany mocno Minister (2012) i szum, jaki ten film wówczas wywołał. Czy tym razem jest jednak lepiej?

Nie wiem, jak bardzo wpływowa na film okazała się popularność młodszych bohaterów w kinie grozy po ogromny sukcesie Stranger Things (2016-) oraz To (2017), jednak Czarny telefon idealnie wpisuje się w ten modny trend. Cholera, mamy tutaj nawet amerykańskie przedmieście lat 70., muzykę i subkultury z epoki, a jedna z postaci jest wręcz lustrzanym odbiciem Billy’ego ze wspomnianego wyżej serialu. Dlatego też tak wielu pochłaniaczy współczesnej popkultury poczuje się tutaj, jak w domu.

Napisany na podstawie opowiadania Joe Hilla, prywatnie syna Stephena Kinga, Czarny telefon przedstawia historię Finneya Blake’a (Mason Thames), dzieciaka, który dopiero zderza się ze szkolną rzeczywistością Denver w 1978 roku. Jego tata (Jeremy Davies) jest pijakiem, szkolne łobuzy są brutalne, a dziewczyna z klasy wydaje się nim co najmniej zainteresowana. Poza tym wszyscy jego przyjaciele znikają z rąk porywacza znanego jako „Grabber”, który zostawia czarne balony na miejscu zbrodni. To tylko kwestia czasu, zanim wrażliwy i wycofany Finney również zostanie porwany.

Większa część filmu, co wywnioskować możemy już na poziomie zwiastuna, dzieje się w ponurej piwnicy porywacza. Na jednej ze ścian wisi czarny telefon z korbką i z przeciętym przewodem, jednak ciągle dzwoni, a Finney nie przestaje odbierać tajemniczych rozmów. Przez szum słychać głosy, a Finney uświadamia sobie, że są to głosy chłopców, którzy zniknęli przed nim. Prowadzą go przez ten koszmar, udzielając wskazówek i porad, jak przetrwać w szponach porywacza. Nie powiem, dla mnie był to wyjątkowo intrygujący pomysł na film.

Thames daje niesamowicie autentyczny występ jako młody Finney, a kiedy zostaje sam w piwnicy z duchami, Czarny telefon wyciąga swoje najmocniejsze karty! To film bez ściemy trzymający w napięciu, emocjonalny i pełen dobrze wplecionych w jego strukturę straszaków i wyskakujących znienacka mord. Do tego, jeśli nie lubicie dosadnych scen znęcania się nad dzieciakami, to jest tutaj kilka takich sekwencji, które mogą nakłonić Was do wyjścia z sali kinowej. Ale bez przesady też, nie jest to torture-porn z małoletnimi w roli głównej, a mroczny thriller z elementami paranormalnego horroru.

Wyparny z kolorów i ziarnisty filtr nadaje całości posmaku vintage, który jakoś estetycznie klei mi się z historiami o porywaczach dzieci przemierzających amerykańskie przedmieście furgonetką. Niestety, osadzenie filmu w jakiejś konkretnej epoce nawet nie wydaje się próbować komentować jakiś bieżących wydarzeń. To tak, jakby film z nostalgią patrzył za prostszymi czasami, kiedy największym zmartwieniem dla dziecka był przerażający facet z furgonetką i dźwiękoszczelną piwnicą, a nie zagrożenia zmianami klimatycznymi i masowymi strzelaninami. A szkoda, bo myślę, że znalazłoby się na to miejsce i tutaj.

Do tego Czarny telefon gdzieś w połowie zaczyna dreptać niebezpiecznie w jakieś dziwne rejony naprawdę głupkowatego humoru. Trzymałem z całych sił kciuki za tym, aby reżyser nie wrzucił nam więcej żartów z przygłupiego brata naszego antybohatera, granego przez wąsatego Jamesa Ransone. Na całe szczęście jest to tylko kropla w może wielu dobroci, jakie film Derrickson ma nam do zaoferowania. Celowo nie wspominam tutaj o roli Madeleine McGraw jako uzdolnionej parapsychicznie siostry głównego bohatera, bo jest to kreacja i występ na tyle polaryzujący, że musicie wyrobić sobie zdanie sami. Ja powiem tylko, że mi ta postać się bardzo podobała!

Ostatecznie film ten działa lepiej niż większość ostatnich pastiszów horrorów. I chociaż Derrickson i Cargill mogliby dostarczyć bardziej istotnej wariacji na temat znanych motywów w swoim dziele, może musieliby spędzić więcej czasu na grzebaniu w ciemniejszych zakamarkach historii Hilla, ostatecznie wykorzystują swoje kreatywne mocne strony. Dali nam mocny, mroczny i zwyczajnie działający jako kino grozy film, który będzie miał swoich zagorzałych wyznawców i trafi po latach na karty historii tego gatunku. Dlaczego? Bo ma pomysł, klimat i Ethana Hawka. A jak znamy z lat poprzednich, to zawsze działa.

Oryginalny tytuł: The Black Phone

Produkcja: USA, 2021

Dystrybucja w Polsce: uip.com.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.