Bullet Train (2022)

Bullet Train nie był na liście filmów, które koniecznie muszę zobaczyć na wielkim ekranie, w sumie to nawet jakoś szczególnie mnie nie interesował. Moją uwagę przyciągnął jedynie tym, że jego zwiastun towarzyszył mi w każdej wizycie w kinie od dłuższego czasu, więc kiedy pojawiła się okazja zobaczyć go za grosze w lokalnym kinie, poświęciłem na niego te ponad dwie godziny. Pewnie zastanawiacie się, czy było warto? No to powiem Wam już na tym etapie, że nie.

Oparta na powieści Marii Beetle z 2010 roku autorstwa Ktara Isaki, ze scenariuszem Zaka Olkiewicza, historia koncentruje się na byłym zabójcy o imieniu Biedronka, który jest na dobrej drodze do tego, aby się zreformować. Jest błaznem w kapeluszu, którego na krok nie odstępuje szczęście lub pech, w zależności od tego, jak na to spojrzysz. Grany przez Brada Pitta praktycznie do znudzenia powtarza ten jeden żart o byciu dobrym człowiekiem. Kiedy Biedronka zostaje wciągnięty w coś, co może być jego ostatnią robotą, zostaje uwięziony w ultra szybkim pociągu pędzącym przez Japonię, wypchanym całą plejadą różnej maści morderców do wynajęcia.

Sama fabuła jest najwyżej mierna. Zaczyna się od nudnawej, absurdalnej ekspozycji, która w przestylizowany sposób pokazuje nam przeszłość głównych bohaterów. Wygląda to wszystko bardzo sztuczne jak wyciągnięte z jakiejś głupawej reklamy. Twórcy odnoszą się tutaj co rusz do takich twórców jak Quentin Tarantino, Robert Rodriguez czy John Woo. Tylko jak już kilkukrotnie wspomniałem, brakuje im wyczucia i zrozumienia stylistyki tamtych nazwisk, kopiując je trochę bezmyślnie tylko dlatego, że to fajne.

David Leitch, który współreżyserował pierwszy film John Wick (2014) oraz takie dzieła jak Atomic Blonde (2017) i Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw (2019), gwarantuje w teorii mnóstwo akcji i niekonwencjonalnego humoru. Przemoc w całym filmie jest tak stylowa, choć lepiej brzmi słowo hiperstylizowana do tego stopnia, że będziesz musiał zawiesić swoją niewiarę w to, jak ta obsada postaci wciąż się potrafi podnieść się po walce. Są strumienie krwi, które sprawiają, że Tarantino i Peckinpah stają się głównym źródłem inspiracji, a kości miażdżą chłodny metal drzwi, stołów i podłokietników.

To, czym Bullet Train naprawdę może się pochwalić, to wykorzystanie ograniczonej przestrzeni futurystycznego pociągu. Walki są często dość ciekawie zaaranżowane, osadzone sztywno w ciasnym i oświetlonych kolorowymi neonami wagonach. Nasi bohaterowie biją się, strzelają i tną nożami, jednak nawet ta próba zrobienia anime na żywo często popada w zwykłą nudę. Naprawdę, dziwi mnie fakt, że można zepsuć tak intensywną historię ulokowaną w tak konkretnej lokacji! Niestety gwoździem do trumny filmu okazuje się również bardzo słaby montaż, który lubi urwać walkę w najciekawszym jej momencie. A to w kinie nastawionym na czysty eskapizm jest niewybaczalne.

Brad Pitt gra zmęczonego na całym życiowym bagażem, pechowego zabójcę, któremu poza ekranowa opiekunka o głosie Sandry Bullock nadała nowy przydomek Biedronka (mając nadzieję, że przyniesie to szczęście). Jest skruszony i chce odmienić swoją pracę, próbując odejść lub przynajmniej uciec od zabijania. Obok oczywiście Pitta, najjaśniejszym wyborem castingowym okazuje się Aaron Taylor-Johnson w roli brytyjskiego specjalisty od mokrej roboty „Mandarynki”. Gość swoją aparycją i stylówką przypomina do złudzenia Jasona Schwartzmana z Pociągu do Darjeeling (2007) Wesa Andersona. Reszta jest, bo jest, a ich przeszarżowane kreacje jakoś dziwnie nie zapadają w pamięć. Ba, niektórzy, tacy jak Joey King, wręcz irytują swoim jestestwem w tym filmie.

Dużo zabawy będąc mieć wszyscy fetyszyści neonów i kolorowych świateł, które wylewają się z każdej postaci, przedziału i odwiedzanej przez pociąg stacji. Każda postać jest przedstawiona na ekranie za pomocą neonowych liter (zarówno w języku angielskim, jak i japońskim). Jasne światła zarówno Tokio, jak i Kioto przemykają płonącymi smugami fioletu, limonki, gumy balonowej i bursztynu. Wagony przeplatają się między chaosem dziecięcych postaci a wyrafinowaniem przydymionego drewna i skóry. Rozlew krwi to głęboki cynober, rozpryskujący się na chłodnych niebieskich ścianach i jasnoszarych boksach. Czasami wydaje się, że twoje oczy migoczą nad kreskami powieści graficznej; z rytmem pociągu utrzymującym puls.

Nie wiem, jak ocenić szczerze Bullet Train, ponieważ jest to film, który już robi furorę w kasach na całym świecie. Być może jest to rozrywka której ludzie zupełnie nie potrzebowali, ale jej zapowiedź poprzez nachalną kampanię reklamową wyrobiła w nas jakąś potrzebę jej doznania. Ostatecznie jest to dzieło nudne, rozlazłe i zwyczajnie nieśmiesznie. Ale jeśli ktokolwiek jest fanem tego typu kina, a wierzę, że każdy nurt w sztuce ma swoich zwolenników, to znajdzie w filmie Leitch cząstkę siebie. No ja jej totalnie nie znalazłem.

Oryginalny tytuł: Bullet Train

Produkcja: USA, 2022

Dystrybucja w Polsce: tylkohity.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.